Reklama

Reklama

Miał wiele kontuzji, leżał nawet w śpiączce. Ekstraliga da mu drugą szansę

Kamil Nowacki skończył właśnie wiek juniora. Powinien teraz wysłać kwiaty do władz PGE Ekstraligi w podziękowaniu za stworzenie ligi U24. Gdyby nie te rozgrywki, to dziś zapewne powoli wieszałby już swój kevlar na kołek. W rywalizacji rezerw może jednak jeszcze odbudować swoją niegdyś świetnie zapowiadającą się karierę wyhamowaną przez okropny wypadek.

Nowacki zdał licencję w sezonie 2015, kiedy do końca wieku juniora zbliżał się Bartosz Zmarzlik. W Gorzowie Wielkopolskim wierzono, że będzie w stanie godnie zastąpić tę młodzieżową gwiazdę. W całym kraju mówiono wówczas o wielkim talencie, jaki prezentuje adept. Plan lubuskich działaczy był prosty - najpierw objeździć go w niższych ligach, a gdy Zmarzlik i Adrian Cyfer przejdą do kategorii seniorskiej wykorzystać w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Najpierw śpiączka, potem awans

Rozwój tego świetnie zapowiadającego się zawodnika został jednak bardzo mocno przyhamowany 3 maja 2016 podczas treningu na Stadionie imienia Edwarda Jancarza. 16-latek nie opanował motocykla, gdy ta wyrwała mu się na jedno koło i z ogromnym impetem uderzył w bandę. Obrażenia były na tyle poważne, że młody żużlowiec został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej, z którego wybudzono go dopiero po kilkunastu dniach.

Reklama

Mimo sporego obciążenia psychicznego, a początkowo również sprzeciwu swej mamy nastolatek szybko wrócił do ścigania. Przez kolejne 2 lata przebywał na wypożyczeniu w Ostrovii, z którą najpierw awansował do 1. ligi, a później dotarł do baraży o PGE Ekstraligę. Po ostrowskim epizodzie przyszedł czas na kolejny klub, Moje Bermudy Stal wypożyczyła go do ekstraligowego beniaminka - ROW-u Rybnik, który zmagał się wówczas z wieloma problemami, między innymi przerażająco słabą formacją młodzieżową.

Pokonał Woźniaka i Stal znów go chciała

Za moment przełomowy w jego karierze należy uznać 12 wyścig zeszłorocznego spotkania ROW-u z jego macierzystą Moje Bermudy Stalą. Osamotniony po wykluczeniu Kacpra Woryny Nowacki pokonał Szymona Woźniaka i Wiktora Jasińskiego dokładając ważną cegiełkę do sensacyjnego zwycięstwa rybniczan. Po sezonie gorzowscy działacze zdecydowali się ściągnąć go do domu.

W piekielnie ważnym dla każdego żużlowca, ostatnim przed 22 urodzinami sezonie znów nie ustrzegł się jednak kontuzji. 2 urazy wykluczyły go z niemal połowy meczów jego zespołu. To informacja jeszcze bardziej fatalna niż zazwyczaj, bo występy w PGE Ekstralidze miały być dla niego oknem wystawowym, w którym mogłyby go dojrzeć kluby z niższych lig zainteresowane zakontraktowaniem go po tym, gdy przejdzie w wiek seniora.

Od działaczy PGE Ekstraligi uzyskał jednak teraz drugą szansę. Wszystko za sprawą Ekstraligi U24. Nie musi już martwić się o rozmowy kontraktowe, bo będzie mógł liczyć na regularne występy w gorzowskiej drużynie rezerw. Jeśli będzie spisywał się dobrze, to nie jest bez szans na wygryzienie z pierwszego składu Patricka Hansena, Rafała Karczmarza czy Wiktora Jasińskiego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje