Reklama

Reklama

Miał potencjał, ale przegrał z kontuzjami. Ostatni mohikanin RKS Kolejarz Rawicz zjechał z żużlowej sceny

Ilością urazów Sebastiana Niedźwiedzia można by obdzielić wielu innych żużlowców. 23-latek kilka razy pokazywał drzemiący w nim potencjał, ale ilekroć łapał wysoką formę, przychodziła kontuzja, najczęściej poważna. Kilka dni temu zawodnik podjął decyzję o końcu kariery. Przyczyniła się zapewne do tego nagła śmierć ojca, który był dla niego mentorem i opiekunem.

W życiu oprócz pasji, umiejętności i siły przebicia, trzeba mieć też szczęście. Bez tego elementu nikt sukcesu nie jest w stanie osiągnąć. Problem w tym, że akurat na ten czynnik wpływu nie mamy. Nie jest powiedziane, co i kiedy się stanie i jak to wykreuje losy danej osoby. Znaczenie tego zdania dobrze zna Sebastian Niedźwiedź, który przez siedem lat dorosłej kariery, znaczną część pauzował z powodu rozmaitych kontuzji, często niezawinionych przez siebie.

Reklama

We wczesnych latach startów juniorskich, Niedźwiedź niespecjalnie wyróżniał się z grona rówieśników. Jako że wśród tak młodych żużlowców często następuje nagły wybuch talentu, spokojnie czekano na pokaz możliwości ze strony Sebastiana. 17-latek zaczął pokazywać się z coraz lepszej strony w zawodach młodzieżowych, punktując regularnie i solidnie. Już w 2014 roku został zawodnikiem łódzkiego Orła, dostrzeżony przez miejscowych działaczy.

Kontuzje od początku kariery

24 maja 2015 drużyna z Łodzi podejmowałą u siebie Lokomotiv Daugavpils. Początek meczu był fatalny, bowiem wypadło z gry trzech zawodników. Oprócz Kamila Adamczewskiego i Rory'ego Schleina, również (a jakże!) Sebastian Niedźwiedź. Ostatecznie po tej kraksie 18-latkowi nic specjalnego się nie stało, ale nie były to tylko złe dobrego początki. To było preludium do tego, co działo się z Niedźwiedziem w latach kolejnych.

W 2016 roku podczas MDMP w Opolu doszło do katastrofalnego wypadku żużlowca, w którym brali także udział Adrian Woźniak i Arkadiusz Pawlak. Niedźwiedź zderzył się z Pawlakiem, a Woźniak w tumanach kurzu uderzył w kolegów, nie widząc ich przed sobą. Ogromne pretensje mieli wówczas ojcowie zawodników, którzy obwinali sędziego o dopuszczenie do tego wydarzenia. - Dajcie mi morfinę, nie wytrzymam! - krzyki Niedźwiedzia słychać było na całym stadionie w Opolu. Ostatecznie rawiczanin doznał złamania kości strzałkowej prawej nogi. Już wówczas określano go mianem wielkiego pechowca.

Transfer do Falubazu furtką do realizacji marzeń

Mimo licznych kontuzji Niedźwiedzia, biegi w których było mu dane pokazać swoje umiejętności, przeważnie rozstrzygał na swoją korzyść. Dostrzeżono to w Falubazie Zielona Góra i ku mimo wszystko dużemu zaskoczeniu środowiska, 19-latek poszedł do PGE Ekstraligi. Miał tam wreszcie rozwinąć się jako zawodnik, ale na przeszkodzie stanęła mu kolejna kontuzja.

Upadek Sebastiana w Rybniku w sierpniu 2017 wyglądał znów fatalnie. Podczas rundy DMPJ sczepił się motocyklem z Michałem Nowińskim i obaj uderzyli w bandę z taką siłą, że rozerwali ją na kawałki. Obaj stracili przytomność, ale szybko ją odzyskali. Żużlowiec Falubazu zakończył kolejny sezon z kontuzją, tym razem kręgosłupa. Wydawało się, że więcej pecha mieć już się nie da.

Nic bardziej mylnego. Końcówka sezonu 2018. Spotkanie pomiędzy Falubazem a ROWem Rybnik. Niedźwiedź uczestniczy w kolizji z Larsem Skupieniem i mimo złego samopoczucia zostaje dopuszczony do dalszych startów, co spotyka się z ogromną krytyką środowiska. Kolejny z rzędu sezon 21-latek kończy z poważnym urazem, więc wydaje się, że być może powinien dać sobie spokój z uprawianiem żużla, zanim całkowicie straci zdrowie.

Ostateczny cios zakończył jego przygodę

Po przejściu do grona seniorów Niedźwiedź był postrzegany jako talent, któremu los nie pozwolił się rozwinąć. Zawodnik został w Zielonej Górze, licząc się z rolą rezerwowego. Mimo wszystko żużlowiec chciał udowodnić, że limit pecha musi się kiedyś skończyć, bo ileż można ciągle się łamać. Początek sezonu 2019 był całkiem obiecujący, ale wówczas zawodnik napotkał kolejne problemy na swojej drodze.

Niedźwiedź zajął drugie miejsce w eliminacjach Złotego Kasku w Ostrowie. Finał w Pile nie odbył się z powodu buntu zawodników, więc GKSŻ przeprowadziła losowanie uczestników dalszej fazy rozgrywek. 21-latka pominięto, co bardzo rozsierdziło jego ojca. - Nie liczy się kto wygra, ale kto jakie ma znajomości. Chciałbym być przy tym losowaniu - mówił Krzysztof Niedźwiedź, który bardzo walczył o syna na każdym kroku. Ostatecznie Niedźwiedź pojechał w kolejnej rundzie, ale występ w Glasgow mu nie wyszedł.

Rok później na żużlowca spadł cios, który dobił go ostatecznie. Ten sam ojciec, który tak o niego walczył kilkanaście miesięcy wcześniej, zmarł nagle w wieku zaledwie 48 lat. Wydawało się, że Sebastian pozbiera się po tym kolejnym już fatalnym wydarzeniu. Wypożyczono go do Kolejarza Opole, ale... za bardzo sobie nie pojeździł, bo odniósł kontuzję w parku maszyn, gdy wskutek pechowego ruchu odnowiła mu się stara kontuzja.

W listopadzie Niedźwiedź poinformował o końcu kariery, która naznaczona była nieprawdopodobnym wprost pechem. Zawodnik przyznał wprost, że ogromny wpływ na tę decyzję miała utrata ojca, który był dla niego bardzo ważny. 23-latek postanowił, że lepiej skończyć karierę w całości niż na wózku inwalidzkim, choć jego zdrowie i tak zostało mocno nadszarpnięte.

Jako że niemal równocześnie karierę skończył Marcel Kajzer, nie ma już żadnego wychowanka RKS Kolejarza Rawicz, który czynnie uprawia sport żużlowy. 30-latek co prawda nigdy nie miał aż tylu kontuzji, ale przy okazji nie miał również takiego talentu. W swojej karierze reprezentował też barwy PSŻ-u Poznań czy Startu Gniezno. Tym samym dwóch ostatnich wychowanków znanego w końcu ośrodka zjechało ze sceny.

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Sebastian Niedźwiedź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje