Reklama

Reklama

Menedżer-pechowiec w końcu zdobył medal! Do miana profesora wciąż mu daleko

W latach 80-tych żużlowa reprezentacja Danii była potęgą. Wygrała siedem razy drużynowe mistrzostwa świata, w tym sześć razy z rzędu. W latach 1985-1991 nie schodziła też z najwyższego stopnia podium mistrzostw świata par, a sześcioma tytułami indywidualnych mistrzów globu w latach 1984-1989 sprawiedliwie (po trzy) podzieli się Eric Gundersen i Hans Nielsen. Ten drugi jako zawodnik był bożyszczem tłumów. W sumie został 22 razy mistrzem świata (4 - indywidualnie, 11 - w drużynie i 7 razy w parach). Tymczasem w jego menedżerskiej karierze licznik złotych medali wciąż wynosi zero!

Hans Nielsen nazywany był "profesorem z Oxfordu". Wynikało to po części z tego, że przez aż dziewięć sezonów w lidze brytyjskiej (wówczas najlepszej na świecie) reprezentował barwy Oxford Cheetahs, ale też z racji niesamowitej elegancji w jeździe, wybitnej klasy i skuteczności.

Myślano, że to żart

Gdy jako pierwszy zawodnik ze światowej czołówki podpisał w 1990 roku kontrakt w polskiej lidze, długo traktowano to jako żart, bo jego debiut w barwach Motoru Lublin miał nastąpić 1 kwietnia w meczu z ROW-em Rybnik. Teraz żartem jest trochę praca wybitnego żużlowca jako menedżera, bo wychodzi mu to kiepsko.

Reklama

W Lublinie w 2018 roku - po awansie zespołu do PGE Ekstraligi - mieli nawet taki pomysł, żeby powierzyć Duńczykowi opiekę nad swoim zespołem, ale finalnie do tego nie doszło. Teraz lublinianie mogą dziękować opatrzności, że postawili na Jacka Ziółkowskiego, który w tym sezonie razem z trenerem Maciejem Kuciapą poprowadził Motor do drugiego w historii klubu drużynowego mistrzostwa Polski, a sam został wybrany najlepszym menedżerem w PGE Ekstralidze.

Nielsen zaś z reprezentacją Danii nie dość, że nie zdobył złoto, to ani nawet srebra, a jedynym sukcesem jest to, że po paru latach pozbył się w końcu łatki menedżera-pechowca pod wodzą, którego nie da się zdobyć kompletnie nic.

Zaczął od konfliktu z Pedersenem

Gdy w 2015 roku Duńczycy, wciąż mający w pamięci swą żużlową dominację z końcówki XX wieku, w finale drużynowego Pucharu Świata musieli na własnym torze w Vojens uznać wyższość Szwedów, ogłoszono prawie narodową klęskę. Uzdrowicielem sytuacji miał okazać się legendarny Hans Nielsen, w którego ręce powierzono kadrę.

Czterokrotny indywidualny mistrz świata zaczął jednak najgorzej jak mógł, od konfliktu z trzykrotnym indywidualnym mistrzem świata Nickim Pedersenem oraz klęski w Drużynowym Pucharze Świata. W 2016 roku Dania nie tyle nie odegrała żadnej roli w finale, co w ogóle do niego nie awansowała, odpadając w barażu! W 2017 roku było jeszcze gorzej, bo duńscy żużlowcy nie zdołali się przebić nawet do turnieju barażowego, zajmując ostatnie miejsce w półfinale.

Nawet zmiana formuły Duńczykom nie pomogła, bo w 2018 roku, w pierwszej edycji Speedway of Nations, zajęli ledwie 5. miejsce. Nielsenowi posadę uratował wówczas fakt, że do trzecich na podium Polaków stracili tylko punkt.

W 2019 roku przyszło kolejne rozczarowanie - 4. miejsce w SoN, ale Nielsen uratował posadę, ogrzewając się nieco w blasku srebrnego medalu zdobytego przez Leona Madsena indywidualnie w cyklu Grand Prix.

Gdy w końcu stanęli na podium, Nielsen siedział w hotelu

Dopiero w 2020 roku żużlowa reprezentacja Danii ponownie stanęła na podium, zdobywając brązowy medal Speedway of Nations w Lublinie. Menedżera-pechowca przy tym sukcesie jednak nie było. Siedział w pokoju hotelowym, po pozytywnym wyniku testu na COVID-19.

Fatum słynnemu żużlowcowi udało się przełamać zatem dopiero w tym roku. W miniony weekend poprowadził tercet: Leon Madsen, Mikkel Michelsen, Mads Hansen do trzeciego miejsca w SoN. Tak naprawdę jednak sukces to żaden, po poza Australijczykami Duńczycy nie wyprzedzili żadnych znaczących w speedwayu nacji, a baraż o finał koncertowo spartaczyli, chociaż byli w nim faworytami, bo w fazie zasadniczej zdobyli o 4 punkty więcej, niż ich rywale Brytyjczycy.

Działacze duńskiej federacji bronią Nielsena, mówiąc, że jest mentorem i doradcą głównie dla młodych zawodników, a na efekty jego pracy trzeba jeszcze parę lat poczekać. Kolejnej "złotej ery" duńskiego żużla raczej z tego jednak nie będzie, patrząc chociażby na samo podejście Nielsena. Gdy Mads Hansen sięgał w Pardubicach sięgał po srebrny medal tegorocznych indywidualnych mistrzostw świata, mentora obok niego próżno było szukać. W tym samym czasie obserwował bowiem w Toruniu Grand Prix Polski, w którym Duńczycy w ogóle nie liczyli się w walce o medale. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL