Reklama

Reklama

Matej Ferjan. Narciarz, który został żużlowcem. Miał więcej kolczyków niż punktów w GP

Charakterystyczny zawodnik z kolczykiem w uchu był jednym z najlepszych słoweńskich żużlowców ostatnich lat. W swojej karierze reprezentował barwy wielu polskich klubów, startował także w elitarnym cyklu Grand Prix. Wielu kibiców nie wie jednak, że Ferjan wcale nie chciał być żużlowcem, tylko... narciarzem. W realizacji swojego celu numer 1 przeszkodziła mu kontuzja kolana, więc postawił na speedway.

Urodzony w Lublanie Matej Ferjan od dziecka pasjonował się sportami zimowymi, które w jego kraju są bardzo popularne. Był nawet reprezentantem Słowenii w narciarstwie. Dopadł go jednak groźny uraz kolana, który w przypadku dyscyplin zimowych często stanowi ogromny problem i stawia pod znakiem zapytania dalszą karierę. Ferjan nie załamał się i miał na siebie rezerwowy plan. Skoro nie narty, to żużel - pomyślał. Bardzo szybko okazało się, że do motocykli ma podobną smykałkę, jak do nart.

Sukcesy odnosił już jako junior. W 1998 roku zdobył brązowy medal w indywidualnych mistrzostwach świata młodzieżowców. Oczywiście wielokrotnie był najlepszy u siebie w Słowenii, ale nie miał tam sensownej konkurencji, podobnie jak obecnie nie ma jej Matej Zagar. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że Ferjan cztery raz był też mistrzem Węgier. Tamtejszy czempionat miał jednak najczęściej obsadę międzynarodową. Słoweniec pokazał się także w rywalizacji z najlepszymi. Swego czasu śmiało można było go zakwalifikować jako zawodnika szerokiej światowej czołówki.

Reklama

W GP jednak furory nie zrobił, delikatnie mówiąc. Jeździł w czasach dość specyficznych zasad, kiedy to zawodnik po dwóch słabszych biegach odpadał z rywalizacji. De facto jedno potknięcie w czwartym biegu, brak czasu na zmianę ustawień, słabe pole w piątym biegu i pozamiatane. Wie coś o tym na przykład Andy Smith, który do Sydney 2002 poleciał na jakieś 15 minut. Akurat dla Ferjana ten turniej był jednym z nielicznych bardziej udanych w trakcie dwuletniej przygody z cyklem. Zajął tam 14. miejsce, co w jego przypadku było rzadkością.



Zasadniczo Ferjana trochę przerósł poziom rywalizacji z najlepszymi. Praktycznie zawsze po dwóch biegach mógł pakować się do domu. Potem do GP już nie wrócił, poza jednym epizodycznym występem z dziką kartą. Zaliczył jednak dwa sezony w towarzystwie, do którego wielu innych nie może dostać się przez długie lata kariery. Zważywszy na to, że miał być narciarzem, to tempo w jakim doszedł do cyklu jest imponujące. Historia nieco podobna do innego słoweńskiego sportowca, Primoza Roglicia. Ten z kolei jeszcze w wieku 23 lat był skoczkiem narciarskim, a obecnie jest jednym z najlepszych kolarzy na świecie.

Ferjan zasłynął jako bohater moralny Stali Gorzów. Przed jednym z meczów z Intarem Ostrów jedna z osób z otoczenia sponsorskiego wielkopolskiej drużyny zaproponowała Słoweńcowi korzyść majątkową, w zamian za nieco słabszy występ. Wierzono, że uda się to zrobić, z racji "starej znajomości", bowiem Ferjan jeździł kiedyś w Ostrowie. Zawodnik kategorycznie odmówił, a o całej sprawie poinformował władze klubu, za co zebrał ogromne pochwały i dozgonny szacunek kibiców.

W ogóle Ferjan był bardzo w Polsce lubiany. Stronił od afer, zawsze był w dobrym humorze, nie unikał mediów czy kibiców po słabszym meczu. Trochę klubów zwiedził, startował (oprócz Ostrowa i Gorzowa) także w Grudziądzu, Zielonej Górze, Częstochowie, Opolu, Krośnie, Gnieźnie oraz Rzeszowie. Imponujący dorobek, lecz nikt nigdy nie nazwał go "złotówą", jak to często określa się zawodników skaczących do klubu do klubu. W Polsce wygrał też prestiżowy wówczas turniej Kryterium Asów Polskich Lig Żużlowych. Miało to miejsce w 2007 roku, kiedy to zawody były naprawdę mocno obsadzone (pokonał m. in. Jagusia, Miedzińskiego czy Jonssona).

Niestety, życie tego zawodnika skończyło się w sposób tragiczny i zdecydowanie zbyt szybko. 22 maja 2011 roku został znaleziony martwy w samochodzie na terenie Gorzowa Wielkopolskiego, a w jego organizmie wykryto obecność środków odurzających, choć wcześniej Ferjan raczej nie miał z tym kłopotu. Śledztwo wykluczyło udział osób trzecich w jego śmierci, co jednoznacznie kazało myśleć o prawdopodobieństwie podjęcia próby samobójczej, które w żużlu niestety nie są wcale czymś bardzo rzadkim.

W wielu polskich miastach jest do dziś wspominany, mimo że ostatni raz w naszej lidze jeździł 10 lat temu. Matej był jednak niezwykle otwartą osobą, a to cenią fani w każdym żużlowym ośrodku. Pamiętny był także jego wygląd. Swego czasu zawodnik miał więcej kolczyków niż punktów w klasyfikacji GP. Sam Ferjan się z tego śmiał, bo miał do siebie spory dystans, co również wpływało na sympatię, jaką darzono go w zasadzie w każdym żużlowym miejscu na świecie.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje