Reklama

Reklama

Marek Cieślak dla Interii: Nóż w kieszeni się otwiera

- Kiedy czytam wypowiedzi różnych ludzi, szczególnie mojego znajomego Marcina Najmana, który przestrzega przed szczepionkami, to nóż się w kieszeni otwiera. Nie ma innej drogi do powstrzymania koronawirusa jak szczepienie się. Nie rozumiem takiej propagandy. Mówią to może nie debile, przepraszam za wyrażenie, ale ludzie którzy się kompletnie nie znają na tym, co to są szczepionki, po co i jak zostały zrobione – mówi w rozmowie z Interią Marek Cieślak, trener ROW-u Rybnik, były selekcjoner reprezentacji Polski, który sam jest ozdrowieńcem.

Reklama

Zbigniew Czyż, Interia: Przygotowania do sobotniego meczu wyjazdowego z Orłem Łódź idą zgodnie z planem?

Reklama

Marek Cieślak, trener ROW-u Rybnik: - Niestety nie. Przygotowujemy się, ale pogoda torpeduje nam wszystko. Tydzień opadów pokrzyżował nam plany. Będziemy jednak przygotowani na mecz. W tym tygodniu jeszcze nie mieliśmy treningu na własnym torze, robimy wszystko, żeby przygotować go do jazdy. Poza tym Michael Jepsen Jensen pojedzie dziś w lidze duńskiej, a jutro Kacper Gomólski w ćwierćfinale mistrzostw Polski w Rawiczu.

Po dwóch pierwszych kolejkach jest pan zadowolony z postawy swojej drużyny?

- Nawet bardzo jestem zadowolony.

Czy po trzech porażkach Unii Tarnów, można powiedzieć, że pozbyliście się już jednego konkurenta w walce o awans do Ekstraligi?

- Specjalnie to się nie interesuję tym, co się dzieję z Unią. To jest już problem Tarnowa, a nie nasz.

Nie jest pan zaskoczony tak niefortunnym i złym rozpoczęciem sezonu przez "Jaskółki"

- Nie.

Jak pan odbiera ostatnie wzmocnienia w Krośnie?

- Wpadli w panikę po tym meczu z nami. Czy słusznie? Czas pokaże, bo też nie wiadomo, co taki Wacław Milik może osiągnąć. Na pewno zrobił się problem dla zawodników krajowych, bo Tobiasz Musielak z pewnością wygryzie jak nie Daniela Jeleniewskiego, to Mateusza Szczepaniaka. Robią się problemy i uważam, że to wszystko nie wygląda tak, jak powinno. Zawodnik podpisuje umowę na cały rok, że będzie jeździł, a już po pierwszym meczu nie będzie jeździł. Wiem, niestety, czym się kierują działacze nie tylko Krosna, ale większości klubów. Jak coś nie pójdzie, to od razu by wszystkich powyrzucali i wzięli nowych. Ale w tym wszystkim potrzeba trochę cierpliwości. Z drugiej strony nie mi jest to oceniać, bo działacze z Krosna są w środku tego wszystkiego i może znają powody słabej jazdy na przykład Petera Ljunga czy któregoś z Polaków. Zrobili, co zrobili i zobaczymy, jaki będzie tego efekt.

A w ROW-ie Rybnik nie planujecie wypożyczeń do drużyny?

- Ale kogo wypożyczyć? No my mamy w odwodzie Leona Flinta, który jeszcze do nas nie dotarł, ale w końcu dotrze. Będzie mógł ewentualnie zastąpić jakiegoś zawodnika do lat 24. Na jakim jest obecnie poziomie, to nie wiem. Wiem, że jakieś tam zawody wygrał w Anglii. Poza tym to tak naprawdę nie ma za bardzo kogo wziąć. A co najważniejsze, to cała piątka naszych seniorów jedzie na razie bardzo dobrze. Mateusz Tudzież pokazał w Gdańsku, że też potrafi zdobywać punkty, więc na razie bez paniki. Trzeba wejść do play-offów i ewentualnie wtedy się zastanowić nad jakimiś ruchami. Na razie w naszym wypadku o wzmocnieniach nie ma co rozmawiać, chyba, że o jakiejś zapchaj dziurze, ale tego nie potrzebujemy.

Kto będzie największym rywalem ROW-u w walce o awans?

- Na razie wydaje się, że Wybrzeże Gdańsk, ale zobaczymy. My musimy robić swoje, mamy jeździć i wgrywać mecze, a nie myśleć o innych. Poza tym trzeba pamiętać, że żyjemy w takich czasach, że covid potrafi ustawiać wyniki spotkań. Przykład? Chociażby nam na mecz w Gdańsku wypadł Jepsen, ale za chwilę może to spotkać kogoś innego.

No właśnie, regulamin 1. ligi trochę różni się od regulaminu Ekstraligi. Tam w przypadku zakażenia koronawirusem mogą być zastępowani trzej najlepsi zawodnicy, a w 1. lidze tylko najlepszy.

- I tego trochę nie mogę zrozumieć, bo nie żyjemy w różnych państwach tylko w jednym i uprawiamy ten sam sport. To tak jakby w piłce nożnej w Ekstraklasie i 1. lidze były różne regulaminy, a tak nie jest. Nawet w B-klasie grają na zasadach takiego samego regulaminu.

Za taką krytykę spotkała pana reprymenda ze strony Głównej Komisji Sportu Żużlowego.

- Tak. Za to, że przedstawiłem swój punkt widzenia. Myślę jednak, że to nie oni, a ja mam rację, bo żyjemy w wyjątkowych czasach.

Skoro jesteśmy już przy problemach związanych z koronawirusem, to doszedł pan już do siebie po zakażeniu w marcu?

- Tak. Ja już normalnie trenuję. Choć przyznam, że przez pierwsze trzy, cztery dni co prawda nie czułem się tragicznie, ale tak jak gdybym miał grypę. Nie miałem żadnych bóli mięśni, ale byłem osłabiony, miałem też trochę gorączki. Kwarantannę skończyłem w czwartek o północy przed pierwszym meczem z Wilkami Krosno, a w poniedziałek po weekendzie pojechałem na swój trening i przejechałem na rowerze 80 kilometrów. Lekarz mi powiedział, że na pewno trzeba mieć dobrą odporność, żeby to zakażenie przejść w miarę łagodnie. Wiadomo, że każdy z nas ma inną odporność na różne choroby. Kolarstwo bez wątpienia bardzo mi pomogło.

Kiedy przechodził pan zakażenie koronawirusem, niewielu jednak o tym wiedziało.

- Tak, ale ja się zdecydowałem do tego przyznać. Chciałbym bowiem w tym miejscu powiedzieć i zaapelować, że bardzo ważne w przebiegu tej choroby, ale nie tylko tej, jest trzymanie odpowiedniej wagi oraz regularne ćwiczenia. Zresztą lekarz mi to powiedział, że to właśnie mnie uratowało. Ja codziennie trenuję, codziennie jeżdżę na rowerze po trzy godziny. Ja się przyznałem do choroby, żeby powiedzieć, żeby ludzie wychodzili z domów i cokolwiek robili. Niekoniecznie muszą jeździć na rowerze, ale żeby chociaż spacerowali, grali w coś, ruszali się, prowadzili bardziej sportowy tryb życia.

Pan jest już zaszczepiony, czy dopiero będzie się szczepił?

- Jeszcze nie jestem zaszczepiony. Miałem wyznaczoną datę na 30 marca, ale poprzez to, że zachorowałem, termin został przełożony o trzy miesiące. Na razie jestem ozdrowieńcem i jestem w miarę bezpieczny. Muszę w tym miejscu powiedzieć, że jak czytam wypowiedzi różnych ludzi, szczególnie mojego może nie kolegi, ale znajomego Marcina Najmana, który przestrzega przed szczepionkami, to nóż się w kieszeni otwiera. Nie ma innej drogi do powstrzymania tej choroby, jak szczepionki. Nie rozumiem takiej propagandy. Mówią to może nie debile, przepraszam za wyrażenie, ale ludzie którzy się kompletnie nie znają na tym, co to są szczepionki, po co i jak zostały zrobione.

Na koniec chciałbym zapytać o pana faworyta do zwycięstwa w tegorocznym Grand Prix. Bartosz Zmarzlik trzeci raz z rzędu zostanie mistrzem świata?

- Jak patrzę na to co się wyprawia obecnie z rundami Grand Prix, to z przykrością muszę stwierdzić, że nasza dyscyplina trochę nam podupada. Na pewno Bartek jest głównym kandydatem do tytułu. Trzeba jednak powiedzieć, że on na to bardzo ciężko pracuje. To jest chłopak, który wraz z rodziną pracuje na to od wielu lat. Za głównych rywali uważam Taia Woffindena, Leona Madsena, Martina Vaculika oraz dwóch Rosjan, Emila Sajfutdinowa i Artioma Łagutę.

A Maciej Janowski?

 - Z dużą niecierpliwością wyczekuję na to, co Maciej nam w tym sezonie zaprezentuje w Grand Prix. Chcę powiedzieć, że Janowski to jest najbardziej utalentowany zawodnik do uprawiania tego sportu. Niestety, do dziś tego nie wykorzystał. Jestem bardzo ciekawy, jak to będzie wyglądało, jeśli Greg Hancock włączy się we współpracę z nim. W tej sytuacji to już byłoby bardzo dużo. Liczę na to, że Greg wywrze na nim presję, bo papiery, żeby być mistrzem świata Maciej Janowski ma na pewno bardzo dobre.

Rozmawiał Zbigniew Czyż


Dowiedz się więcej na temat: żużel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje