Reklama

Reklama

Ma pretensje do Polaka, a sam jest zagrożeniem dla rywali

Oliver Berntzon w ostatnich dniach publikował swoją korespondencję z Piotrem Pawlickim. Widać było, że panowie mają do siebie jakiś problem i wzajemnie zarzucają sobie ostrą jazdę. Fakty jednak są takie, że od jakiegoś czasu Berntzon grubo przesadza, jeśli chodzi o swoje poczynania na torze.

Podczas eliminacji SEC w Nagyhalasz, które odbyły się w minioną sobotę, Berntzon najpierw bardzo ostro powiózł Dominika Kuberę. Będący świeżo po kontuzji Polak co prawda nic sobie nie zrobił, ale całe zajście wyglądało źle. Berntzonowi jednak było mało. W biegu dodatkowym podobnie załatwił Marko Lewiszyna.

Od jakiegoś czasu w ogóle szwedzki żużlowiec upodobał sobie bezpardonowe zamykanie bramy rywalom i wożenie ich po płotach. Obie sobotnie sytuacje mogły skończyć się poważnymi urazami. Berntzon ostro jeździ także w PGE Ekstralidze, ale tam akurat duża część rywali już od startu ucieka mu na tyle, że nawet nie ma jak złapać z nimi kontaktu.

Reklama

Berntzon skręca w prawo

Sezon ligowy 2022 Berntzon zaczął od upadku z kolegą z drużyny, Grzegorzem Walaskiem. Tam akurat jakiejś wielkiej winy Szweda nie było, ale zdecydowanie zbyt często bierze on udział w takich sytuacjach. - Czasem jedzie jakby w prawo. Zwłaszcza na prostej. Tak właśnie załatwił Kuberę i Lewiszyna - pisali kibice w mediach społecznościowych.

We wspomnianej sytuacji z Pawlickim akurat Berntzon nie przesadził aż tak jak podczas eliminacji SEC. Pojechał ostro, ale w granicach fair play. Nie zmienia to faktu, że zawodnik Arged Malesy jest na prostej drodze do wysłania jakiegoś rywala na przymusowy odpoczynek. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL