Reklama

Reklama

Leszno wraca co żużlowych tradycji

22 września 2006 roku BSI - organizator imprez cyklu Grand Prix oraz Drużynowego Pucharu Świata - ogłosiło zawarcie trzyletniej umowy z Unią Leszno.

W myśl podpisanego porozumienia w ciągu najbliższych trzech lat na stadionie im. Alfreda Smoczyka ma zostać rozegranych pięć turniejów DPŚ oraz dwie rundy GP. W 2007 roku w Lesznie odbędzie się finał i baraż DPŚ, w 2008 roku runda GP oraz kwalifikacje DPŚ z udziałem reprezentacji Polski, a rok 2009 będzie kulminacją, gdyż miejscowy tor stanie się areną walki zarówno w GP, jak i w barażu i finale DPŚ. To osiągnięcie to największy sukces, ale zarazem wyzwanie dla leszczyńskich działaczy. Drogę prowadzącą do porozumienia z wymagającymi przedstawicielami BSI oraz plany na najbliższe lata opisał nam Ireneusz Igielski, dyrektor zarządzający Unii Leszno.

Reklama

- Jak zrodził się pomysł zorganizowania w Lesznie najbardziej prestiżowych w żużlowym świecie imprez?

- Na przełomie 2005 i 2006 roku w trakcie jednego ze spotkań zarządu skierowałem dyskusję na temat tego, byśmy w Lesznie koncentrowali się nie tylko na lidze, ale wypłynęli też na szersze wody. Wiadomo, iż w Lesznie są stare i świetne tradycje organizowania dużych międzynarodowych imprez. O nawiązaniu do tych tradycji wspominaliśmy już w 2004 roku, gdy objęliśmy zarząd klubem i jednym z naszych celów było doprowadzenie do tego, by zagościły tu z powrotem wspaniałe turnieje.

- Początek walki o organizację turniejów musiał być ciężki...

- GP to ciekawy i zarazem intratny biznes, dlatego początki były rzeczywiście ciężkie. Do tej pory w Polsce organizacje dzieliły między siebie właściwie dwa kluby. W związku z tym reakcje na nasze przymiarki były różne. Rozpoczęliśmy od nawiązania kontaktu z Ole Olsenem w trakcie jednego z turniejów GP. Udałem się następnie na Drużynowy Puchar Świata do Reading. Tam doszło do spotkania z Johnem Postlethwaite'em, kiedy ustaliliśmy już wiele konkretów. Reszta spraw była dopracowywana drogą telefoniczną, a zwieńczeniem starań był wylot wraz z prezesem Józefem Dworakowskim do Anglii i dopracowanie szczegółów. Pozostało nam cieszenie się z sukcesu, bo jest to radość dla nas, dla miasta, a przede wszystkim dla kibiców, bo będą oni mieli możliwość oglądania najlepszych zawodników na świecie.

- W całym procesie starań nie mogło też zabraknąć wizyty przedstawicieli BSI w Lesznie?

- W maju 2006 roku, gdy rozgrywane było GP we Wrocławiu przyjechał do nas przedstawiciel BSI, który zobaczył cały stadion, infrastrukturę, zaplecze, pomieszczenia klubowe, wieżę sędziowską. To wywarło na nim dobre wrażenie. Dodatkowo postaraliśmy się, by doszło do spotkania z władzami miasta. Po takiej wstępnej akceptacji dużo łatwiej mogłem podejmować kolejne kroki w kierunku podpisania umowy z BSI.

- Organizacja takich imprez to marzenie wielu klubów, jednakże nie można zapominać o wymaganiach, jakie niesie ona za sobą...

- Najbliższe trzy lata będą okresem ciężkiej i wytężonej pracy, ale nikt nie załamuje rąk. Czym my się różnimy od ludzi pracujących we Wrocławiu czy Bydgoszczy? Wydaje mi się, że niczym poza tym, iż mają oni dużo większe doświadczenie, ale to akurat jest rzecz do przeskoczenia. Jestem przekonany, że imprezy organizowane przez nas będą dobrze przygotowane, kibice będą z nich zadowoleni, a na torze można będzie obserwować bardzo ciekawą walkę.

Rozmawiał: Konrad Chudziński

Dowiedz się więcej na temat: Leszno | wraca | tradycje

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje