Reklama

Reklama

Leszek Tillinger: Zdziera szaty komisarza, będzie menedżerem zespołu z łapanki

- Jeśli syn prezesa musi już kręcić się przy zespole, to niech to robi na odległość. W pierwszej kolejności powinien realizować polecenia Jacka Woźniaka, bo ten zjadł zęby na żużlu. Wykonywanie telefonów, zgłaszanie protestów i zmian, to wszystko, co leży w gestii kierownika drużyny, a jest inicjowane przez dowodzącego ekipą szkoleniowca należałoby do jego obowiązków. Największym błędem Jacka byłoby uleganie sugestiom osób z zewnątrz żeby jego zdanie nie było ostateczne - pisze w swoim najnowszym felietonie dla Interii były prezes Polonii Bydgoszcz Leszek Tillinger.

Podpisuję się obiema rękami i nogami pod decyzją o zatrudnieniu w klubie z Bydgoszczy na stanowisku menedżera - Jacka Woźniaka. Jeśli ktoś miał zastąpić odchodzącego do Częstochowy Lecha Kędziorę, to wybór Jacka jest jak najbardziej trafiony. Taktycznie Jerzy Kanclerz świetnie to rozegrał.

To człowiek oddany Polonii i ma doświadczenie w prowadzeniu zespołu w lidze. W przeszłości wspólnie z Zenkiem Plechem prowadzili już drużynę Gryfów. Świetnie się uzupełniali i ze sobą współpracowali.

Teraz jego prawą ręką ma być Krzysztof Kanclerz, czyli syn prezesa, choć moim zdaniem Jacek doskonale poradziłby sobie w pojedynkę. Woźniak powinien rządzić drużyną sam, jako menedżer i trener w jednym. Trzeba mu oddać pełnię władzy, nie wtrącać się w robotę.

Reklama

Jeśli młody Kanclerz musi już kręcić się przy zespole, to niech to robi na odległość. W pierwszej kolejności powinien realizować polecenia Woźniaka, bo ten zjadł zęby na żużlu. Wykonywanie telefonów, zgłaszanie protestów i zmian, to wszystko, co leży w gestii kierownika drużyny, a jest inicjowane przez dowodzącego ekipą szkoleniowca należałoby do jego obowiązków. Największym błędem Jacka byłoby uleganie sugestiom osób z zewnątrz żeby jego zdanie nie było ostateczne.

Jacek jest bardzo szanowany i ceniony w środowisku. Przez wiele lat pełnił funkcję komisarza w PGE Ekstralidze. Dużym atutem Polonii jest miejscowy tor, pod warunkiem, że umie się z niego korzystać. Woźniak sztukę przygotowania nawierzchni świetnie opanował. Nigdy też nie słyszałem żeby ktoś na niego nadawał, był raczej chwalony za swoją pracę.

Nieco pół żartem, pół serio można napisać, że po zdjęciu komisarskich szat Jacek będzie doskonale wiedział jak rozmawiać z jeszcze niedawno kolegami po fachu. Czuję, że Jacek wraca do menedżerki, bo się za tą fuchą stęsknił. Brakowało mu meczowej adrenaliny.

Woźniak posiada wiele atutów. Jest człowiekiem niezwykle spokojnym, nie wychyla się przed szereg, nie skacze po bandach. Nie będzie wprowadzał nerwowości. Wychowanek i były znakomity żużlowiec Polonii wziął na swoje barki dużą odpowiedzialność. Czeka go ciężkie zadanie.

W głowach działaczy ciągle wije się przecież myśl o szybkim awansie do PGE Ekstraligi, a nie sądzę żeby Jacek brał udział w budowie składu na sezon 2022. Po odejściu Bellego i Tarasienki Polonia urządziła sobie łapankę. Nie dość, że trzeba poukładać sobie na nowo relacje z zawodnikami, to na dodatek porozrzucane puzzle poukładać. Woźniak daje jednak nadzieję, że będzie w stanie osiągnąć pozytywny wynik.

No i najważniejszy aspekt. Woźniak jest trenerem w BTŻ-ecie, który z miniżużla dostarcza młody narybek do dorosłej Polonii. Spod jego ręki wyszło kilku naprawdę perspektywicznych i utalentowanych chłopaków. Łączenie dwóch posad może przynieść wymierne korzyści. 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje