Reklama

Reklama

Leszek Tillinger. To jeszcze ogłaszanie terminarza, czy już gala Oscarów?

- W latach osiemdziesiątych nie było takiej pompy przy ogłaszaniu terminarza w żużlu. Nikt nie siedział jak na szpilkach i nie emocjonował się tym, co będzie za kilka miesięcy. Członek GKSŻ - Stanisław Bazela ułożył system, losował drużyny i to była cała filozofia - pisze w swoim najnowszym felietonie dla Interii Leszek Tillinger.

Wesele, czy ogłoszenie terminarza PGE Ekstraligi?

Od jakiegoś czasu ogłoszenie terminarza PGE Ekstraligi przypomina wielką ceremonię, wytworne wesele na kilkaset osób lub rozdanie poważnych nagród filmowych. Coś w stylu Oscarów. Jest blask fleszy, reżyseria na wysokim poziomie, brakuje tylko czerwonego dywanu pod siedzibą Canal+, która całe to wydarzenie emituje na swojej antenie. Wszystko okraszone analizami ekspertów w studio. W jakimś stopniu nawet to rozumiem. Telewizja wykłada grube pieniądze na prawa do pokazywania atrakcyjnego produktu, więc dyktuje warunki i chce mieć show.

W latach osiemdziesiątych nie było takiej pompy przy parowaniu kolejek. Nikt nie siedział jak na szpilkach i nie emocjonował się z tym, co będzie za kilka miesięcy. Członek GKSŻ - Stanisław Bazela układał system, losował drużyny i to była cała filozofia.

Reklama

Była mała książeczka, jest ewangelia

Starano się natomiast trzymać dwóch zasad. Beniaminek miał zaczynać na swoim torze. Inna sprawa, że dawniej nie było takiej różnicy klas pomiędzy drużyną awansującą, a np. mistrzem Polski. Składy były bardziej wyrównane. I druga kwestia, żeby nie doprowadzać do konfliktu interesów. Jeśli w danej lidze występowały dwie drużyny z tego samego województwa, układać ich domowe mecze na przemian. Np. kiedy biliśmy się z Toruniem, gdy trafiał nam się wyjazd, Apator dostawał spotkanie domowe. Był to też ukłon w stronę kibiców, którzy odwiedzali oba stadiony, a i kluby nie były wtedy stratne.

Generalnie, z drobnymi retuszami bez przerwy obowiązywał ten sam regulamin. W drugiej połowie lat 90 z małej książeczki 15x10 o grubości dwóch centymetrów zrobiła się ewangelia, albo jak kto woli encyklopedia. Wszystkie zmiany i poprawki były przegłosowywane na specjalnie zwoływanym prezydium GKSŻ. Zapraszano przedstawicieli klubów i podobne historie były omawianie w szerokim gronie, a sam terminarz w całości dostawaliśmy wydrukowany razem z książeczką. Z takim wyposażeniem podróżowało się na zawody i trzymało pod pachą. Zaznaczało zakreślaczem, co ważniejsze, w jakiej sytuacji można zgłosić protest, ile taka przyjemność kosztuje itp.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama