Reklama

Reklama

Legendy żużla. Zenon Kasprzak. Błyskawicznie został ikoną, ale syn przebił go osiągnięciami

Młodsi kibice żużla nie pamiętają już pewnie, że nazwisko Kasprzak nie pojawiło się w sporcie żużlowym w momencie zdania licencji przez Krzysztofa, wicemistrza świata 2014. Świetnym zawodnikiem był także jego ojciec, Zenon. W skali krajowej multimedalista, ale na arenie międzynarodowej z pewnością mógł osiągnąć o wiele więcej.

Trafił na złoty czas Unii

Reklama

Zenon Kasprzak pojawił się w składzie leszczyńskiej drużyny w 1980 roku. Miał wówczas 18 lat i raczej nikt nie oczekiwał, że z miejsca zacznie solidnie punktować. Zawodnik jednak od początku zdradzał spory potencjał, a do tego miał szczęście. Do speedwaya trafił w idealnym momencie, kiedy to Unia seryjnie zdobywała medale Drużynowych Mistrzostw Polski. Sam Kasprzak miał udział przy każdym z  tych krążków, a łącznie zdobył ich aż osiem: trzy złote (1987,1988,1989), dwa srebrne (1982,1983) oraz trzy brązowe (1981, 1985,1986). Mając 28 lat, był już w zasadzie legendą swojego klubu.

Jedynym rokiem w latach osiemdziesiątych, w którym Zenon Kasprzak nie zawieszał na szyi medalu DMP był zatem 1984, rok urodzenia... jego syna, który z pewnością wynagrodził mu później brak krążka w tamtym czasie. Żużlowiec powetował sobie to jednak w innych rozgrywkach, bowiem zdobył złoto w Mistrzostwach Polski Par Klubowych, wraz z kolegami z Unii. W następnych latach zresztą uczynił to jeszcze trzy razy. Po drodze wygrał także Złoty Kask.

Jest członkiem zaszczytnego grona złotych medalistów Indywidualnych Mistrzostw Polski. Nie da się ukryć, że triumf w tych zawodach jest i zawsze był bardziej nawet prestiżowy od wielu trofeów międzynarodowych. Zwycięstwo w IMP jest dożywotnią przepustką do żużlowej wielkości. Zenon Kasprzak po złoto sięgnął w 1990 na torze w Lublinie. Już wcześniej był blisko tego celu, ale kończyło się na innych kolorach medali. W Toruniu 1987 musiał zadowolić się tylko srebrem, rok później w Lesznie brązem.



Sukcesy tylko w Polsce

Naturalnym dla każdego zawodnika celem po osiągnięciu dobrego poziomu w zawodach krajowych jest zaatakowanie rozgrywek międzynarodowych. Zenon Kasprzak miał jednak dziwną przypadłość i będąc legendą nad Wisłą, nie potrafił w ogóle przełożyć tego na starty za granicą. Dość powiedzieć, że tylko jeden raz udało mu się awansować do finału indywidualnych mistrzostw świata. W 1988 w Vojens jednak zajął odległe, czternaste miejsce i można powiedzieć, że na tym skończył się jego podbój świata.

Aż dziw bierze, że zawodnik mający tak wielkie sukcesy w kraju, nie był w stanie niczego osiągnąć w zawodach wyższej rangi. Jest bowiem duże grono żużlowców, którzy mimo niezbyt dużych osiągnięć w Polsce, byli w stanie zdobywać medale w różnego typu zawodach światowych. Można tu podać przykład chociażby Krzysztofa Jabłońskiego, który na polskich ligowych torach był zawsze co najwyżej średniakiem, a zdobył srebro w IMŚJ w 1998 roku.

Poziom sportowy Zenona Kasprzaka po kapitalnej dekadzie w Unii Leszno, zaczął nieco spadać. Zawodnik zdecydował się po raz pierwszy na zmianę klubu. Przeszedł do Polonii Piła, następnie do Kolejarza Rawicz. Ostatanie dwa kluby w karierze zbliżającego się do 40-stki Kasprzaka to Śląsk Świętochłowice i Iskra Ostrów Wielkopolski. Świadomy upływającego czasu zawodnik nie przeciągał przygody w nieskończoność i w 2000 roku zjechał z toru. Być może zrobił to także dlatego, że do żużla wchodził już jego syn, Krzysztof.

Uczeń przerósł mistrza

Odkąd tylko syn Zenona Kasprzaka pojawił się na torach, wzbudzał duże zainteresowanie. Głównie z racji głośnego żużlowo nazwiska, ale także z powodu widocznego od pierwszych chwil talentu do speedwaya. Krzysztofowi także udało się zdobyć tytuł indywidualnego mistrza Polski, uzbierał sporo medali DMP, wygrał ważne imprezy krajowe. Przede wszystkim jednak przebił swojego ojca na arenie międzynarodowej, zdobywając srebro w GP w roku 2014. Mistrzem był także w drużynie, wraz z kolegami z reprezentacji.

Czego zatem zabrakło jego ojcu, by także bić się o najwyższe laury z zagranicznymi rywalami? Być może odrobiny determinacji. Zenon Kasprzak w skali kraju był żużlowcem niezwykle cenionym i może uznał, że nie warto psuć sobie reputacji ewentualnymi słabymi występami w rozgrywkach międzynarodowych. Gdy raz się sparzył, wolał więcej tego nie robić. Szkoda, bowiem potencjał z pewnością miał bardzo duży i mógł osiągnąć jeszcze więcej.

Przez kilka lat startował również drugi z synów Zenona, Robert Kasprzak. Z racji wielokrotnych startów w parze z bratem, także zdobył medale różnych krajowych rozgrywek. Nie miał jednak takiego talentu do żużla i szybko skończył swoją karierę. W środowisku został także zapamiętany z pewnego niechlubnego czynu. Kopał leżącego Rune Holtę, gdy ten spowodował upadek jego brata. Oczywiście nikt mu już tego nie wypomina, ale niesmak pozostał. 

Sam Zenon Kasprzak wielokrotnie pomagał obu synom w parku maszyn, pełniąc rolę trenera, mechanika, doradcy i mentora. A trzeba uczciwie powiedzieć, że współpraca zwłaszcza z mocno niestabilnym emocjonalnie Krzysztofem do łatwych nie należy. Wystarczy przypomnieć sobie sytuację z 2014 roku, gdy podczas meczu w Lesznie zawodnik zaliczył groźny upadek, po którym niesamowicie zbeształ ojca w parkingu, obwiniając go za niewłaściwe przygotowanie sprzętu.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Zenon Kasprzak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL