Reklama

Reklama

Legendy żużla. Marek Cieślak. Zawodnicy traktują go jak Boga

Był bardzo dobrym zawodnikiem, ale być może jest jeszcze lepszym trenerem. - Jest najlepszy na świecie - mówił o Marku Cieślaku prezes Włókniarza, Michał Świącik w czasach gdy obaj panowie jeszcze ze sobą współpracowali. Podobnego zdania jest także wielu zawodników, którzy z Cieślakiem uwielbiają pracować. Sam szkoleniowiec to postać wybitnie kolorowa, z licznymi ciekawymi historiami na koncie. Większość z nich dotyczy kariery trenerskiej, choć na torze też był legendą.

Filar kadry przez długie lata

Gdy spojrzymy na zdjęcia polskiej reprezentacji sprzed kilkudziesięciu lat, trudno nie dostrzec tam charakterystycznego, lekko łysiejącego zawodnika z burzą kręconych włosów. Tak, większość żużlowców wówczas tak wyglądała. Ale na zdecydowanej ilości zdjęć jest Marek Cieślak. Wszystko dlatego, że od najmłodszych lat był podporą polskiej kadry i swoją równą dyspozycją udowadniał, że warto na niego stawiać. Jeździł z największymi (Jancarz, Plech) i sam do nich należał.

Przez całą ligową karierę reprezentował barwy klubu z Częstochowy. Obecnie to trudne do wyobrażenia, ale kiedyś było regułą. Z Włókniarzem Cieślak zdobył dwa medale DMP rok po roku, złoto w 1974 i srebro 1975. Zwyciężył także w Złotym Kasku i zajął drugie miejsce w finale IMP. Choć na arenie krajowej bardzo się z nim liczono, to o dziwo większe sukcesy odnosił w startach za granicą. Kibice w wielu krajach do dziś pamiętają jego karierę zawodniczą, mimo że wiedzą jak dobrym i uznanym jest trenerem.

Reklama

Śmiało, można powiedzieć, że ulubioną imprezą dla Cieślaka były Drużynowe Mistrzostwa Świata. Zajął tam dwukrotnie drugie (1976, 1977) i dwukrotnie trzecie miejsce (1972, 1978). W indywidualnej edycji tych zawodów tak dobrze sobie nie radził, choć trzy razy startował w wielkim finale. Spędził także dwa sezony w lidze angielskiej w barwach drużyny White City Rebels. Jego starty i sukcesy w licznych zawodach były jednak tylko częścią życiowego dorobku, który znacznie zwielokrotnił, gdy zaczął pracę trenerską.

Nie obyło się bez afer

Cieślak jako trener urósł wręcz do rangi magika, osoby potrafiącej uczynić cuda i jak nikt wybrać danego zawodnika do składu na dane zawody. A przy tym potrafił być konsekwentny i nie kierować się prywatnymi sympatiami, które - jak każdy człowiek - ma lub miał. W 2016 odsunął na finał DPŚ słabo spisującego się Macieja Janowskiego (jego wychowanka). Podobnie postąpił w sezonie 2019, kiedy tenże sam Janowski wykręcał się od jazdy w kadrze, wysyłając zwolnienia lekarskie. Część osób krytykowała Cieślaka za to, że nie jeżdżą najlepsi, inni stali za nim murem. Ot, cały Cieślak. Połowę ma za sobą, połowę przeciwko sobie.

Niezbyt ciekawie potoczyła się jego trenerska przygoda w Ostrowie w 2015 roku. Do sytuacji doszło po finale 1. Ligi, w którym jego Ostrovia walczyła z Lokomotivem Daugavpils. Gospodarze wygrali, ale z awansu dzięki lepszemu bilansowi w dwumeczu cieszyli się Łotysze. Wściekli ostrowianie szukali winowajcy całego wydarzenia. Padło na Cieślaka, które zdecydowano się przebadać alkomatem. Ten wykazał 1 promil alkoholu w wydychanym powietrzu. - Ty pijaku, jesteś skończony - krzyczał do trenera prezes Mirosław Wodniczak. Sam Cieślak mówił, że to tylko nalewka od Kokina. Ostatecznie Cieślak wyszedł z tego lekko pobijany, ale nadal uchodził za fachowca.

W sezonie 2020 prowadząc ekipę z Częstochowy, Cieślak pokłócił się z prezesem Michałem Świącikiem. Poszło o tor, a konkretnie o tor na jeden mecz. Walkower, którym rozstrzygnięto starcie Włókniarza ze Stalą Gorzów, miał swój ciąg dalszy. Świącik obwiniał Cieślaka, Cieślak obwiniał Świącika. Skończyło się tym, że szkoleniowiec złożył wypowiedzenie. Duża część środowiska stała jednak za nim w tym sporze, a samemu Cieślakowi też to zamieszanie nie zaszkodziło, bowiem już w nowym sezonie poprowadzi ROW Rybnik w walce o powrót do PGE Ekstraligi.

Zawodnicy mają go za Boga

Miarą sukcesu szkoleniowca zawsze jest to, jak postrzegają go zawodnicy. W tej kwestii Cieślak nie ma w Polsce konkurencji. Wielokrotnie zdarzało się, że żużlowcy otwarcie mówili: "przychodzę, bo tutaj jest Marek Cieślak". Współpracy z częstochowianinem nie mógł się nachwalić Leon Madsen czy Martin Vaculik. Same statystyki też pokazują fach Cieślaka: 4 złota DMP, niezliczona ilość medali z kadrą Polski. Oprócz Włókniarza pracował także w Tarnowie, Wrocławiu, Rzeszowie, Zielonej Górze, Pile i wspomnianym Ostrowie.

Cieślakowi często zarzucano, że mając taki zespół, każdy zdobyłby złoto. Trzeba przyznać, że rzeczywiście dość regularnie przytrafiały mu się mocne zestawienia kadrowe. Ale nie zawsze tak było. Choćby skład Atlasu Wrocław z roku 2006 nie dawał jakichś ogromnych perspektyw na złoto, a jednak Cieślak wydobył z zespołu maksimum. Oparł zespół na Jasonie Crumpie, odkrył Nicolaia Klindta i poprowadził drużynę do złota, ostatniego dla Wrocławia aż po rok 2020.

Bywały momenty, że chciał odejść. Proszono więc go, by został. Po pamiętanym finale DPŚ w Bydgoszczy w 2014 roku Cieślak zakomunikował, że rezygnuje z pracy z kadrą. Mówił, że coś się wypaliło, potrzeba kogoś świeżego. Być może zdania te składał w emocjach, bowiem same zawody potoczyły się dla Polaków wybitnie niefortunnie. Złoto przegraliśmy na mecie, kiedy to Janusz Kołodziej dał się objechać Nielsowi-Kristianowi Iversenowi. Ostatecznie Cieślak został i zdobył jeszcze kilka medali.

Jakiś czas temu oświadczył jednak, że po sezonie 2020 kończy z kadrą definitywnie. Co oczywiste, bardzo zależało mu na tym, by zakończyć przygodę złotem w Speedway of Nations, którego Polacy w dalszym ciągu nie mają. Kontrowersyjne zawody w Lublinie zakończyły się jednak porażką biało-czerwonych z Rosjanami i finalnie szkoleniowiec w tych zawodach złota nie zdobył.

Szacunek, jakim darzy Cieślaka środowisko, jest widoczny choćby w jego relacjach z Tomaszem Gollobem. Mistrz świata z 2010 wybitnie selektywnie dobierał osoby, z którymi rozmawiał na temat przełożeń, motocykli czy po prostu samego sportu. Cieślaka zawsze traktował jako autorytet. Często naradzali się nawet w sprawach kadrowych. Gollob bowiem stanowił dla trenera rodzaj konsultanta przy niektórych decyzjach. Współpraca przynosiła efekty.

Obecnie 70-letni Cieślak cieszy się dobrym zdrowiem i szykuje się do kolejnej misji w życiu. Być może najtrudniejszej. Ma poprowadzić ROW Rybnik, ze średnim składem i trudnym prezesem. Kto wie, może to będzie wykładnik trenerskiego kunsztu Cieślaka? Jedno jest pewne: większość żużlowców w ekipie z Rybnika tej współpracy już nie może się doczekać. Rune Holta prawdopodobnie nastawia się na kolejną młodość, bowiem przy Cieślaku ten zawodnik potrafi przejść samego siebie, nawet mimo blisko 50 lat na karku.

------------------------------------------------

Samochód 20-lecia na 20-lecie Interii!

ZAGŁOSUJ i wygraj 20 000 złotych - kliknij.

Zapraszamy do udziału w 5. edycji plebiscytu MotoAs. Wyjątkowej, bo związanej z 20-leciem Interii. Z tej okazji przedstawiamy 20 modeli samochodów, które budzą emocje, zachwycają swoim wyglądem oraz osiągami. Imponujący rozwój technologii nierzadko wprawia w zdumienie, a legendarne modele wzbudzają sentyment. Bądź z nami! Oddaj głos i zdecyduj, który model jest prawdziwym MotoAsem!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje