Reklama

Reklama

​Legendy żużla. Jan Ząbik. Dobry zawodnik, genialny wychowawca młodzieży

Praktycznie nie do policzenia są wszyscy zawodnicy, jakich do żużlowej kariery przygotował Jan Ząbik. Doświadczenie zdobyte podczas kariery potrafi przekazać już nawet najmłodszym, kilkuletnim adeptom żużlowej szkółki. Z powodzeniem prowadził jednak także drużyny w walce o najwyższe cele w ekstralidze. Z Apatorem w 2001 zdobył złoto DMP. Jest jednym z najbardziej cenionych szkoleniowców w Polsce.

Praktycznie nie do policzenia są wszyscy zawodnicy, jakich do żużlowej kariery przygotował Jan Ząbik. Doświadczenie zdobyte podczas kariery potrafi przekazać już nawet najmłodszym, kilkuletnim adeptom żużlowej szkółki. Z powodzeniem prowadził jednak także drużyny w walce o najwyższe cele w ekstralidze. Z Apatorem w 2001 zdobył złoto DMP. Jest jednym z najbardziej cenionych szkoleniowców w Polsce.


Debiut u boku idola

Jan Ząbik do szkółki trafił jako 19-latek, co w tamtych czasach i tak nie było jeszcze wiekiem aż tak późnym. W związku z koniecznością posiadania prawa jazdy i znacznie dłuższym wiekiem juniora, część zawodników zaczęła jazdą nawet po 20-stym roku życia, co na obecne czasy wydaje się nie do pomyślenia. Nie było mu łatwo. W szkółce było wówczas prawie 100 adeptów, a do dyspozycji mieli... dwa motocykle. Ząbik szybko zadebiutował w lidze, a dodatkowo miał możliwość zrobienia tego w niemal wymarzony dla siebie sposób. Stanął pod taśmą w parze z inną legendą toruńskiego żużla i zawodnikiem, w którego wszyscy młodzi z grodu Kopernika byli wówczas wpatrzeni jak w obrazek.

Reklama

Mowa oczywiście o Marianie Rose. Debiut Ząbika miał miejsce w Gnieźnie w 1966 roku. Początkowo oczywiście nie przywoził zbyt wielu punktów, nie okrzyknięto go też od razu wielkim talentem. Mówiono, że przede wszystkim jest pracowitym i spokojnym chłopakiem. Ząbik robił powolne postępy i z czasem jego rola w zespole uległa zmianie. Zaczynał odnosić sukcesy w kraju - w 1968 roku zdobył srebrny medal indywidualnych mistrzostw Polski juniorów i zwrócił na siebie uwagę innych ośrodków. W Toruniu także dostrzeżono jego potencjał i od tego czasu był już jedną z czołowych postaci zespołu.

Po tragicznej śmierci swojego mentora, Jan Ząbik w młodym wieku musiał poniekąd przejąć jego rolę. Poprowadził swoją drużynę po upragniony awans w szeregi najlepszych ekip w kraju, a sam kontynuował kolekcjonowanie medali zawodów różnej rangi. Wielokrotnie jeździł w finałach IMP, choć nie udało mu się zdobyć medalu. Wraz z Wojciechem Żabiałowiczem zdobył srebro w MPPK. Oczywiście powołano go do kadry narodowej, ale było to akurat w czasie, gdy Ząbik wyjechał do Anglii i tam jeździł w barwach drużyny z Sheffield. - To była prawdziwa szkoła życia. Szkoda, że tylko jeden rok - mówił po latach.

Jeżdżący trener

Nadal młody, ale już myślący o życiu po karierze Jan Ząbik, powoli coraz bardziej zaczynał interesować się rolą trenera. Pełnił ją nawet w trakcie swoich startów, bowiem gdy w 1986 roku torunianie triumfowali w rozgrywkach, to właśnie on figurował jako szkoleniowiec. Rok później zdecydował się postawić wyłącznie na pracę trenera i oficjalnie zjechał z toru. Zorganizował turniej pożegnalny, w którym złudzeń rywalom nie pozostawił wielki Hans Nielsen. Ząbik miał 42 lata, więc był to dobry czas na zejście ze sceny i zajęcie się przekazywaniem wiedzy młodym.

To jego pomysłem było wybudowanie minitoru, na którym wychowało się wielu znanych zawodników, na przykład Tomasz Bajerski. Ząbik pracował także w różnych klubach: Grudziądzu, Ostrowie czy Wrocławiu. Wszędzie był bardzo szanowany, a efekty jego pracy widoczne po wynikach wychowanków. Wrócił później do Torunia i ze swoim klubem sięgnął po złoty medal DMP 2001, mając w składzie takich zawodników, jak Tony Rickardsson, Andreas Jonsson, Robert Kościecha czy Bajerski właśnie. Później już niemal całkowicie zajął się najmłodszymi.

Ząbik sam o sobie mówił niejeden raz, że nie był zawodnikiem wybitnym. Poniekąd miał rację, bowiem rzeczywiście jakichś ogromnych sukcesów nie osiągnął, niemniej jego zasługi w pracy trenerskiej są potężne i mówią o tym sami żużlowcy. Szkoleniowiec nie ukrywa, że jego decyzja o zakończeniu startów i rozpoczęciu trenowania wiązała się z chęcią osiągnięcia z wychowankami tego, czego sam na torze nie osiągnął. Najmłodsi żużlowcy niezwykle cenią go za spokój i podejście na zasadzie "dobrego wujka" służącego radą i pomocą.

Syn mógł go przebić, ale miał pecha

Jednym z najbardziej znanych wychowanków Jana Ząbika jest jego syn, Karol. Chłopak od samego początku fenomenalnie się zapowiadał i było widać, że będzie z niego kawał zawodnika. Miał wszystko, co trzeba: talent, sponsorów i świetnego trenera w postaci ojca. Już jako junior zdobył worek medali różnych imprez, ale jego kariera nie potoczyła się tak, jak oczekiwał on i jego ojciec. Po wielu groźnych upadkach, zakończył karierę i obecnie także jest szkoleniowcem. Miał jednak podstawy, by marzyć o przebiciu osiągnięć torowych swojego ojca.

Jan Ząbik pomagał synowi najlepiej jak potrafił, ale nigdy go nie faworyzował. Wraz z Adrianem Miedzińskim, Karol i tak był zdecydowanie lepszy od pozostałych toruńskich juniorów i nie było potrzeby jakiejkolwiek promocji na siłę. W bardzo młodym wieku został jedną z czołowych postaci drużyny, potem wygrał mistrzostwa świata juniorów. Można tylko żałować, że jego kariera potoczyła się w ten sposób, bo mając wsparcie takiego trenera, Karol mógł zajść bardzo wysoko.

Na zakończenie warto dodać, że Jan Ząbik wyróżniał się też w środowisku klasą i kulturą osobistą. Nigdy nie było z nim żadnych kontrowersyjnych historii, stronił od brudnych, nieuczciwych zagrań. To już obecnie rzadkość w dość mało eleganckim środowisku żużlowym, pełnym intryg i niedomówień. Aż chciałoby się stwierdzić, że Ząbik do tego towarzystwa wręcz nigdy nie pasował. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy