Reklama

Reklama

​Legendy żużla. Andrzej Koselski potrafił pogodzić największych wrogów. Polonia ostatnie wielkie sukcesy osiągała właśnie z nim

Fani speedwaya nie tylko z Bydgoszczy wspominając mistrzowski dla Polonii sezon 2002 jednym tchem obok gwiazd takich jak Gollob, Loram czy Protasiewicz wymieniają także Andrzeja Koselskiego, który poprowadził wówczas zespół do mistrzostwa. Do dziś jest bardzo szanowany nie tylko za zasługi trenerskie, bowiem na torze także miał sukcesy. To trzykrotny medalista DMP i były reprezentant kraju.

Sukcesy last minute

Reklama

Jako zawodnik Andrzej Koselski późno osiągał sukcesy. Miał już wówczas ponad 30 lat, co w porównaniu do wieku, w którym największe triumfy odnosili Jerzy Szczakiel czy Zenon Plech, jest znaczącą różnicą. Mało tego, kiedyś zawodnicy nie jeździli aż tak długo jak teraz, poza wyjątkami w postaci np. Pawła Waloszka. Nie było udogodnień medycznych, które pozwalałyby trapionym kontuzjami żużlowcom dłużej zachować dobrą kondycję i wytrzymałość. Andrzej Koselski był jednak cierpliwy i nie zrażał się oczekiwaniem na sukcesy, które przyszły w latach 70-tych.

W zasadzie jedynym znaczącym osiągnięciem tego zawodnika przed ukończeniem 30. roku życia był brązowy medal DMP, zdobyty z bydgoską Polonią w 1964 roku. Potem zresztą dorzucił jeszcze dwa: złoty (1971) oraz srebrny (1972). Reprezentował Polonię w licznych rozgrywkach krajowych, takich jak finały MPPK. Stawał na podium prestiżowego wówczas memoriału Zbigniewa Raniszewskiego (1973, 1974). W ciągu 16 sezonów wziął udział w aż 192 meczach! Pod względem lat spędzonych w bydgoskim klubie lepsi od niego są tylko Henryk Glücklich (19 sezonów) i Rajmund Świtała (18 sezonów). Tyle samo sezonów (16) jeździł w Polonii Norbert Świtała.

Na arenie międzynarodowej raczej nie odnosił większych sukcesów. Podczas rozgrywanego w 1972 roku w Bydgoszczy półfinału kontynentalnego indywidualnych mistrzostw świata zdobył osiem punktów, choć należy zwrócić uwagę na to, że jechał z pozycji rezerwowego i w tych zawodach miał w ogóle nie startować. Na tym jednak w praktyce skończyła się jego zawodnicza przygoda ze światowym speedwayem, choć przez długi jeszcze czas był czołowym żużlowcem Polonii w zmaganiach ligowych. 

Dowódca przy ostatnim takim triumfie

Kibice w Bydgoszczy z nostalgią wspominają początki XXI wieku, kiedy to Polonia była jedną z najlepszych ekip w kraju. Rokroczna walka o złoto, gwiazdy w zespole i niezwykle silna pozycja. W 2002 roku Polonia zdobyła ostatnie jak do tej pory złoto w rozgrywkach ligowych. O sile drużyny stanowili: Tomasz Gollob, Jacek Gollob, Piotr Protasiewicz, Mark Loram, Todd Wiltshire czy Jason Lyons. Trenerem zespołu był zaś właśnie Andrzej Koselski, który potrafił z indywidualności stworzyć ekipę jadącą po wspólny cel. Żaden z kolejnych trenerów do dzisiaj nie powtórzył tamtego wyczyniu z Polonią, która obecnie od wielu lat nie jeździ już w ekstralidze.

Nie każdy wie, że mimo sukcesów, nie było łatwo trzymać dyscyplinę w Polonii z tamtych lat. W zespole byli nieprzedający za sobą zawodnicy. O relacji braci Gollobów z Piotrem Protasiewiczem napisano i powiedziano już wiele. Samych nerwowych sytuacji na torze między tą trójką było tak wiele, że aż nie ma chyba sensu ich liczyć. Obecnie uległo to zmianie i panowie dojrzeli do tego, by traktować się z obustronnym szacunkiem. Kwasy były jednak także wśród juniorów, którzy zawodzili i jeden często zwalał winę na drugiego. W zasadzie każdy z nich: Łukasz Stanisławski, Robert Umiński, Grzegorz Czechowski czy Jakub Gabrych wyjeżdżał do biegu tylko po to, by dowieźć zero.

Koselski nigdy nie był typem trenera-tyrana, którego zawodnicy się bali. Potrafił jednak w prosty i rzeczowy sposób zakomunikować, jakie względem kogo ma wymagania. Potrafił udanie rotować składem w meczach, wykorzystując np. coraz lepiej sobie radzącego Michała Robackiego. Nie bał się ustawiać w parze któregoś z Gollobów i Protasiewicza, choć wielu mówiło, że to pomysł karkołomny. Czasem bowiem wyglądało, jakby ci zawodnicy jechali sobie na złość, nawet będąc w jednej drużynie. 

Przygoda z kadrą

W 2004 roku Andrzej Koselski poprowadził polską reprezentację w pamiętnym finale Drużynowego Pucharu Świata w Poole. Pamiętnym, ale nie z powodu sukcesu. Był to katastrofalny występ naszych zawodników i prawdopodobnie najgorszy w historii międzynarodowych startów Tomasza Golloba. Polacy zajęli ostatnie miejsce, ze stratą 10 punktów do Duńczyków i tak na dobrą sprawę w zawodach byli tłem dla rywali. Zawiedli liderzy: Gollob i Hampel. Słabo spisał się młody, ale już doświadczony Krzysztof Kasprzak. Koselski jednak znalazł pewne pozytywy nawet w tak fatalnych zawodach.

Dwa pozostałe miejsca obsadzili juniorzy tarnowskiej Unii: Janusz Kołodziej i Marcin Rempała. I można powiedzieć, że tylko dzięki nim Polska nie zaliczyła tam totalnej kompromitacji i uratowała resztki honoru. Koselski nie bał się na nich stawiać, bo widział, że liderzy nic mu tego dnia nie dadzą. Puścił nawet Kołodzieja jako jokera, lecz akurat ten manewr się nie powiódł. Ostatecznie Rempała zdobył siedem, a Kołodziej dziesięć punktów, co w takiej stawce było rewelacją. Jak wiemy, tylko drugi z nich później był w stanie wykorzystać swój potencjał.

Choć przygoda Koselskiego z kadrą nie trwała długo, to pozostawił po sobie dobre wrażenie. Mało kto wie bowiem, że przed wspomnianym finałem polska reprezentacja miała ogromne kłopoty sprzętowe i jechała tak naprawdę na rezerwowych silnikach, z których niektóre, co było widać, nie nadawały się na ten poziom. Trener jednak zaimponował odwagą i łatwością stawiania na młodych, którzy z kolei odpłacili się dobrymi wynikami. Mieszkający do dziś w Bydgoszczy Koselski jest w miejscowym środowisku bardzo szanowany i często zapraszany na różnego typu imprezy. W kwietniu skończy 81 lat. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Gollob | Janusz Kołodziej

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama