Reklama

Reklama

Lech Kędziora - fachowiec czy figurant?

Lech Kędziora ma zbawić Eltrox Włókniarza Cżęstochowa i sprawić, że tor przy Olsztyńskiej znów będzie ich atutem. Poprzedni pobyt trenera pod Jasną Górą zakończył się jego największym sukcesem. Analiza jego ostatniej historii zatrudnień pozwala jednak wysnuć również inny wniosek. W najbliższym sezonie Michał Świącik będzie miał do powiedzenia jeszcze więcej niż zwykle.

Kędziora to jeden z największych obieżyświatów w świecie czarnego sportu. W ostatnich latach nigdzie nie udało mu się zagrzać miejsca na dłużej niż rok. Jako trenerowi nie wystawia mu to zbyt wysokiej noty, jednak nie wyciągajmy pochopnych wniosków. Jak to było z jego ostatnimi miejscami pracy?

Prowadził skład porcelany. Kanclerz chciał dalszej współpracy

Przed minionym sezonem zawitał do Bydgoszczy. Zanim przejął Abramczyk Polonię, drużyna prowadzona była przez... prezesa Jerzego Kanclerza. Po fatalnym, cudem zakończonym ponad strefą spadkową sezonie 2020 i coraz częściej pojawiających się zarzutach o niepełnieniu funkcji menedżera z należytą pieczołowitością, właściciel zdecydował się zatrudnić fachowca.

Reklama

Abramczyk Polonia zakończyła sezon kompletnym fiaskiem. Przed sezonem prezentowano ją jako jednego z faworytów do awansu, a w ostatecznym rozrachunku nie udało się jej nawet awansować do fazy play-off. Trudno jednak winić szkoleniowca za wysyp kontuzji. Kędziora tylko w 4 meczach tego sezonu miał do dyspozycji pełną kadrę Gryfów. Prezes Kanclerz dobrze to rozumiał i - jak wynika z nieoficjalnych informacji - był gotów przedłużać współpracę z trenerem. Ten wybrał jednak powrót do PGE Ekstraligi.

Dwa ostatnie miejsca, jeden spadek

Jego ostatnie zetknięcie z najlepszą klasą rozgrywkową nie będzie jednak wspominane przez niego z rozrzewnieniem - prowadzony przez niego ROW Rybnik zleciał z hukiem tak dużym, że usłyszano go nawet w Daugavpils. Śląskiemu zespołowi udało się wygrać tylko jeden mecz - przeciwko gorzowskiej Stali. Znów jednak trudno przyczepić się akurat do Kędziory. Wszak tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Patrząc na skład jakim dysponował, trudno było osiągnąć cokolwiek lepszego.

Co ciekawe, mimo dość słabej passy szkoleniowca w ostatnich latach, zazwyczaj udawało mu się unikać spadków. Czasami w całkowicie ekstraordynaryjnych okolicznościach jak w sezonie 2019, gdy prowadzony przez niego Orzeł Łódź zajął ostatnie siódme miejsce w eWinner 1. lidze i utrzymał się tylko dlatego, że Stal Rzeszów nie dostała licencji na starty.

Pozostając w temacie Rzeszowa, to właśnie Kędziora wprowadził Stal do 1 ligi, z której klub został wykopany jeszcze przed pierwszym meczem. Po konflikcie Ireneusza Nawrockiego z Mirosławem Kowalikiem zajął miejsce wychowanka Apatora i prowadził podkarpacki dream-team z Hancockiem, Jędrzejakiem czy Porsingiem do finału 2. ligi. Po sezonie był zaś jednym z niewielu, którzy o prezesie Nawrockim mówili "rozstaliśmy się w zgodzie".

Marek Cieślak byłby dumny

Kędziora na Hetmańską przybywał jako nie lada gwiazda trenerskiego środowiska. Zaledwie rok wcześniej osiągnął największy sukces w swej karierze - utrzymał Włókniarza Częstochowa w PGE Ekstralidze. Było to nie lada wyzwanie, któremu szkoleniowiec sprostał dzięki świetnym umiejętnościom torowym. Przygotował obiekt przy Olsztyńskiej tak świetnie, że Matej Zagar czy Oskar Polis wyglądali na nim jak największe gwiazdy najlepszej ligi świata.

Niemal dokładnie 20 lat wcześniej, podczas finału IMP w Częstochowie Marek Cieślak tłumaczył przed telewizyjną kamerą: "Tor trzeba zawsze robić pod siebie. Sędzia uznaje tor, że jest dobry, ale trzeba zrobić tak, żeby naszym się najlepiej jeździło. I każdy tak robi". Obserwując pracę swojego następcy, ówczesny selekcjoner z pewnością mógł być dumny.

Kędziora - fachowiec czy figurant?

Na to właśnie liczy Michał Świącik ściągając do Częstochowy Kędziorę - na przywrócenie Włókniarzowi atutu własnego toru. Fatalnymi meczami przy Olsztyńskiej Włókniarz Piotra Świderskiego pogrzebał szanse na udział w fazie play-off w tym sezonie, a tamtejsi działacze nie chcą doprowadzić do powtórki sytuacji, w której zwycięstwa na tak trudnych terenach jak Toruń czy Gorzów Wielkopolski nie starczają do miejsca w pierwszej czwórce.

Sceptycy zauważają jednak jeszcze jeden skutek kontraktu nowego trenera - wzmocnienie pozycji prezesa. Świącik, Nawrocki, Skrzydlewski, Mrozek, Kanclerz - Kędziora nie bez powodu tak często współpracuje z największymi ekscentrykami w branży. Nie ma on w zwyczaju wchodzić w drogę pracodawcy. Co bardziej złośliwi mówią nawet, że pełni on tylko rolę sekretarza wpisującego w program nazwiska zgodne z wolą prezesa. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje