Reklama

Reklama

Łapią się za kieszenie, bo inflacja pożera ich milionowe kontrakty

Od czerwca żużlowcy negocjowali umowy na sezon 2022. Wielu podpisało lukratywne kontrakty. Szalejąca inflacja i spadająca wartość złotego sprawiają, że teraz pieniądze uciekają z ich portfeli.

Kiedy żużlowcy negocjowali kontrakty na sezon 2022, to za 1 euro płaciliśmy 4,4, góra 4,5 złotego. Teraz jest 4,7, a może być jeszcze gorzej.

Gwiazdy PGE Ekstraligi zaczynają tracić pieniadze

Dla zagranicznego zawodnika, który w lecie dostał pół miliona złotych za podpis, oznacza to, że stracił około 5 tysięcy euro. W sierpniu, czy nawet we wrześniu mógł te pół miliona zamienić na 111 tysięcy euro. Teraz za te same pieniądze kupi 106 tysięcy euro.

Jeszcze gorzej mają ci, którzy podpisywali rekordowe kontrakty i dostawali za podpis 800 tysięcy złotych. Ich strata w euro wynosi 7 tysięcy. 

Jeśli inflacja dalej będzie szalała, jeśli złoty nadal będzie się osłabiał, to straty obcokrajowców będą jeszcze większe.

Reklama

Kiedy kontrakty były w euro, to włosy rwali z głowy prezesi PGE Ekstraligi

To zupełnie inna sytuacja niż ta, z którą mieliśmy do czynienia w 2009 roku. Wtedy blady strach padł na prezesów. Powodem był wzrost kursu walut. Wtedy jeszcze zawodnicy zagraniczni podpisywali kontakty w euro i funtach. Tylko kilku zawodników ze światowej czołówki miało zapis o zamrożonym kursie waluty. Prezesi lamentowali, że jeśli euro dojdzie do 5 złotych, to nie będą w stanie wypełnić zawartych umów, ewentualnie trzeba będzie zakończyć sezon w czerwcu.

Tamten kryzys sprzed lat jakoś udało się opanować. Potem zaprzestano podpisywania kontraktów w euro. Teraz okazuje się, że złotówkowe umowy też mogą być groźne. Jednak już nie dla klubów, lecz dla żużlowców. Przede wszystkim cudzoziemców, choć nie tylko.

Polscy zawodnicy też tracą na inflacji, choć nie da się tego pokazać tak prosto, jak w przypadku cudzoziemca, któremu wystarczy przeliczyć to co ma w złotówkach na euro.

Słaba złotówka ma wpływ na ceny części

W każdym razie wszyscy zawodnicy solidarnie stracą na zakupie sprzętu. Wiele części jest sprowadzanych z zagranicy, z Anglii, Niemiec, Szwecji, Włoch czy Czech. Wzrost kursu euro czy funta powoduje, że ceny poszły delikatnie w górę. To może nie są jakieś drastyczne wzrosty jeśli weźmie się pod uwagę pojedyncze części. Jeśli jednak wszystko wrzucimy do jednego worka, to zrobi się już poważny wydatek.

A jeśli wiosną złotówka nadal będzie tak słaba, jak obecnie, to przemieszczający się po Europie żużlowcy zapłacą więcej za hotele i przejazdy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama