Reklama

Reklama

​Lambert, Fricke i Bewley. Z nimi zdetronizuje Kowalskiego?

Jeszcze przed startem sezonu 2021 zadawano sobie pytanie - kiedy Ashley Holloway zdetronizuje Ryszarda Kowalskiego? Silnikami przygotowywanymi przez Brytyjczyka zachwycali się wszyscy, a najlepszą ich reklamą były kolejne tytuły mistrzowskie zdobywane w PGE Ekstralidze przez Fogo Unię Leszno. Wystarczył jednak rok, a trend radykalnie się zmienił. Holloway już nie tylko nie goni Kowalskiego, ale musi mocno się postarać by nie spaść w tym roku z tunerskiego podium.


Firma Kowalski Racing, dowodzona przez Ryszarda Kowalskiego, to od paru lat niekwestionowany tunerski top w środowisku żużlowym. Jego klienci od czterech lat zdobywają indywidualne żużlowe mistrzostwo świata (najpierw Tai Woffinden, potem dwa razy Bartosz Zmarzlik i w zeszłym roku Artiom Łaguta).

Holloway gonił i... nie dogonił

Wydawało się jednak, że Polakowi szybko zacznie deptać po piętach Ashley Holloway, którego fabryka w Łochowie pod Bydgoszczą, stała się jedną z najchętniej odwiedzanych miejsc przez żużlowców ze światowej czołówki. Hossa skończyła się jednak w zeszłym sezonie. Holloway już nie tylko nie goni Kowalskiego, ale nie jest nawet numerem 2 na tunerskim rynku. Stracił to miano na rzecz Duńczyka, Flemminga Graversena.

Reklama


Wystarczy spojrzeć na cykl Grand Prix. W tegorocznej rywalizacji o mistrzostwo świata Ryszard Kowalski będzie miał 6 klientów: Artioma Łagutę, Bartosz Zmarzlika, Macieja Janowskiego, Taia Woffindena, Patryka Dudka i Pawła Przedpełskiego. Mógłby mieć więcej, ale ograniczona liczba wynika z jego "polityki" (chce mieć z kim rywalizować pod względem technologicznym - przyp. red.). Drugim zaś najpopularniejszym tunerem jest wspomniany Graversen, z którego silników korzystali będą: Fredrik Lindgren, Leon Madsen, Andres Thomsen, Mikkel Michelsen i Jason Doyle. Holloway z dwoma klientami (Robert Lambert, Max Fricke), na tle tej dwójki wygląda blado.

Sajfutdinow był pierwszy

Regres rozpoczął się wiosną zeszłego roku, po zakończeniu współpracy z Emilem Sajfutdinowem. Odejście Rosjanina, który przez lata był "jedynką" w stajni Hollowaya, zasiało ziarno niepewności, a słabsze wyniki innych liderów Fogo Unii, sprawiły, że lista klientów Brytyjczyka zaczęła się niebezpiecznie kurczyć. Starty na silnikach Ash-Tech ograniczyli m.in.: Piotr Pawlicki i Martin Vaculik.

Obaj całkowicie ze współpracy nie zrezygnowali, ale pierwszy w drugiej fazie sezonu korzystał głównie ze sprzętu Graversena, a Słowak zaufał Finnowi Rune Jensenowi. Wszystko wskazuje też, że właśnie na sprzęcie duńskiego fachowca zobaczymy w tym roku Vaculika w PGE Ekstralidze i indywidualnych mistrzostwach świata.

Holloway w Grand Prix będzie miał z kolei duet: Robert Lambert, Max Fricke. 23-letni rodak to jeden z nielicznych, którzy zdecydowali się pozostać w stajni Hollowaya. Australijczyk (25 lat) zaś po przeciętnym sezonie 2021, w którym startował na sprzęcie Flemminga Graversena, zdecydował się na zmianę tunera.

Nadzieja Hollowaya w młodych

Do tej dwójki dodać należy jeszcze innego młodego Brytyjczyka - Daniela Bewleya, który wprawdzie nie jest stałym uczestnikiem Grand Prix, ale wydaje się to tylko kwestią czasu. Wschodząca gwiazda Betard Sparty Wrocław (22 lata) pod koniec sezonu 2020 odjechała kilka udanych meczów w PGE Ekstralidze na silnikach Ryszarda Kowalskiego, pożyczonych od Taia Woffindena. W zeszłym roku Bewley jednak zainwestował i postawił na własne jednostki napędowe, właśnie z logo Ash-Tech.

- Prawda jest taka, że jest wielu dobrych tunerów na rynku. Ryszard Kowalski, Finn Rune Jensen, Flemming Graversen. Długo można wymieniać. Wszyscy są bardzo dobrymi, sprytnymi fachowcami i kto wie, z którym z nich będę współpracował w przyszłości. W tym momencie jednak najlepiej układa mi się współpraca z Ashem i mam nadzieję, że będzie to dalej tak funkcjonowało. Jestem zadowolony z tego jak pracuje mój sprzęt i nie planuję na razie żadnych zmian - przyznał 22-letni Bewley.

To oczywiście nie są jedyni klienci Brytyjczyka. Mocną zwyżkę formy dzięki przesiadce z silników Kowalskiego na Hollowaya pod koniec sezonu zaliczył też chociażby Krzysztof Buczkowski. O Lamberta, Fricke i Bewleya Holloway z pewnością będzie jednak dbał szczególnie. Ci przedstawiciele młodego pokolenia, podobnie jak w przeszłości Sajfutdinow, mogą mu wyrobić pozycję na rynku na lata i spowodować, że marzenia o zdetronizowaniu Ryszarda Kowalskiego, znów staną się realne.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL