Reklama

Reklama

Kuba Zborowski: Pod żoną ugięły się nogi. Medal z Ostrovią za dwa lata, to nie science-fiction

- Z prezesem Arged Malesy bezgranicznie kochamy żużel, a pan Waldek Górski jest wspaniałym i uczciwym człowiekiem. Kiedy padło zapytanie, czy byłbym zainteresowany udziałem projekcie Arged Malesa Ostrów w PGE Ekstralidze 2022, wiedziałem, że ostateczne podjęcie decyzji poprzedzą trudne negocjacje z żoną. Na szczęście, to bardzo wyrozumiała kobieta, wspólnie doszliśmy do wniosków, że trzeba gonić za marzeniami, spełniać swoje pasje - zdradza kulisy przyjęcia propozycji w beniaminku PGE Ekstraligi, jeszcze niedawno dziennikarz Canal+, Jakub Zborowski.

Kamil Hynek, Interia: Telefon od prezesa klubu Waldemara Górskiego był zaskoczeniem?

Kuba Zborowski, nowy dyrektor zarządzający Arged Malesy Ostrów: Propozycja współpracy, jaka wyszła z ostrowskiego klubu była dla mnie miłą niespodzianką. Odkąd rozstałem się z telewizją i odsunięto mnie od projektu Wilków Krosno, dość długo byłem bez kontaktu ze środowiskiem. Przez moment myślałem, że wypadam z niego na amen.

Zapomnieli o Zborowskim?

- Po odejściu z Canal+ pojawiła się możliwość pracy w innej stacji, ale nie w PGE Ekstralidze. Z Eleven nikt nie zapukał. Poza tym od dawna nęciło mnie rozkręcenie własnego stricte niesportowego interesu, związanego ze zdrowym żywieniem i suplementami.

Reklama

To jak to się stało, że trafiłeś akurat do ostrowskiego klubu?

- Z prezesem nasze drogi przecięły się gdzieś w okolicach finału eWinner 1. Ligi. Od słowa do słowa, szybko zorientowałem się, że z prezesem Górskim nadajemy na podobnych falach. Najważniejsze, że kochamy żużel bezgranicznie, a pan Waldek jest wspaniałym i uczciwym człowiekiem. Kiedy padło zapytanie, czy byłbym zainteresowany udziałem projekcie Arged Malesa Ostrów w PGE Ekstralidze 2022, wiedziałem, że ostateczne podjęcie decyzji poprzedzą trudne negocjacje z żoną. Na szczęście, to bardzo wyrozumiała kobieta, wspólnie doszliśmy do wniosków, że trzeba gonić za marzeniami, spełniać swoje pasje.

Czy jakbyś miał wymienić najważniejsze aspekty, co cię urzekło w tym projekcie?

- Waldemar Górski, Mariusz Staszewski, atmosfera wewnątrz organizacji i wizja tego jak chcą prowadzić klub, który bądź co bądź jest z małego miasta i że pragną go budować w oparciu o wychowanków, że mimo krótkiego okresu można już powoli mówić o ostrowskiej szkole żużla. To jest wspaniałe, że za kilka sezonów siłą tego klubu mogą być chłopaki stąd.

Da się słyszeć, że w Ostrowie panuje fajny, domowy wręcz klimat

- Tam nie ma grama sztuczności, nadętości. Panuje świetna atmosfera, którą pielęgnują wszyscy pracownicy, zawodnicy czy sztab szkoleniowy. To mnie naprawdę urzekło i miało niebagatelne znaczenie przy przyjściu do Arged Malesy.

Długo zastanawiałeś się, czy przyjąć ofertę na stanowisko dyrektora zarządzającego?

- Skłamałbym cię, gdybym po cichutku nie liczył, że takie zapytanie padnie. To raz. Dwa, prowadzę biznes w Warszawie i jedyną zagwozdką było to, czy uda mi się wygospodarować na tyle czasu, żeby działać skutecznie na obu polach. Nie mogłem jednak pozwolić, aby taka szansa uciekła mi przez palce. Stwierdziłem, że choćby nie wiem co, dam radę. Pamiętasz, parę miesięcy temu porozmawialiśmy bardzo szczerze. Opowiadałem ci wtedy, jak mozolnie od a do z ułożyłem plan rozwoju i strategii Wilków Krosno. Nie było mi dane go rozwijać, choć patrząc z boku, cieszę się, że większość tych pomysłów jest wdrażanych. Wiedza, którą nabyłem w czarnym sporcie, a obserwowałem speedway z różnych perspektyw, znam go trochę od kulis, w połączeniu z pracą w mediach pozwoli mi wspólnie z fajnymi osobami w klubie stworzyć coś fajnego i stałego.

Co to znaczy fajnego?

- Zawsze mierzę najwyżej jak się da, więc czemu nie mielibyśmy zostać w dalszej perspektywie potęgą?

Młodzież odpowiedziałaby "grubo".

- Pewnie, że ktoś popuka się zaraz po czole, co ten Zborowski pierniczy. Ale ja wierzę, że jesteśmy w stanie sięgnąć po medal w niedługim czasie.

Będziesz dzielił uwagę między własną firmę, a klub? Nie odbije ci się czkawką łapanie dwóch rok za ogon?

- Nie będę siedział dwadzieścia cztery godziny na dobę w Ostrowie, ale to nie oznacza, iż można orzec, że będę uznawał jakieś półśrodki. Ostatnie dwa miesiące rozrysowywałem plan na klub, wyznaczyliśmy cele marketingowe. Cały zespół jest doskonale przygotowany, pandemia, lockdowny nauczyły nas, że praca zdalna też skuteczna. Klub żużlowy, to nie piłkarski, gdzie treningi odbywają się codziennie. Jeśli działamy według harmonogramu, każdy wie co ma robić, to nie ma znaczenia, czy ja będę ślęczał przy komputerze, czy przebywał w gabinecie klubowym. Najistotniejsze żebyśmy jako całość wykonywali sto dziesięć procent normy.

Jakie będą twoje główne zadanie w klubie?

- Będę łącznikiem między pionem sportowym, a pionem marketingu i zarządzania. Razem z Mariuszem Staszewskim i Waldkiem wprowadzimy szczyptę standardów międzynarodowych. Zaczerpniemy coś z zagranicy. Będzie sporo nowości, chcemy jeszcze mocniej zbliżyć się do kibiców, otworzyć żużlowców dla dziennikarzy. Sam doskonale wiesz, że to ciężki kawałek chleba. Zależy nam na tym, żeby tę dobrą aurę pielęgnować, poszerzać i pokazywać, że jesteśmy wiarygodnym partnerem dla biznesu i potencjalnych nowych sponsorów.

W międzyczasie jakieś inne kluby pytały o ciebie?

- Podczas mojej nieobecności pojawił się kontakt z jednego ośrodka. Skończyło się na niezobowiązującej rozmowie z trenerem oraz prezesem i potem do tematu już nie wróciliśmy.

Rozumiem, że swojej decyzji nie uzależniałeś od tego, czy Ostrów wejdzie do PGE Ekstraligi?

- Mimo, że może byłem pod prądem odrobinę wcześniej, to inicjatywa wyszła już po awansie. W międzyczasie coś tam sobie "dziubałem". W Ostrowie podoba mi się to, że dużo świetnych osób jest już w środku. Mimo, że to nie jest duża grupa, jestem pełen nadziei, optymizmu i szacunku do tego, co udało im się zrobić do tej pory. Jak naprawiają ten wizerunek klubu, który nie ma co ukrywać, był we wcześniejszych latach nadszarpnięty.

Wspomniałeś o wyrozumiałej żonie. Nie załamała rąk, że teraz, to już będziesz gościem w domu?

- Ugięły jej się nogi. Było kilka ciężkich dyskusji. Oprócz pracy żyjemy jednak pasjami, a ja uwielbiam sport i tworzyć projekty z nim związane. To jest moje hobby. Ubóstwiam wprost siąść w pokoju, przejrzeć, przeanalizować jak rozwijały się kluby, szczególnie to mniejsze.

I co wyszło z tego wertowania kartek?

- Na bazie Krosna, do którego z upartością będę zakrążał łatwo o wniosek, że te wzorce wzięte z Zachodu sprawdzają się. Budowanie takiego klubu, to jest a - czas, b - ludzie, c - sponsorzy i d - kibice. Jeśli te klocki zagrają możemy posiadać naprawdę mocny klub. Przykładem takich budowanych latami solidnych fundamentów, które szybko można zburzyć na bazie kooperacji z miastem jest dla mnie Leszno. To jest miasto porównywalne z Ostrowem, a przez cztery lata z rzędy nie było na nich siły w Polsce. Ostrów, to też miasto przyzwyczajone do sukcesów, przecież za miedzą świetnie odnajdują się przyjaciele z klubu koszykarskiego, aktualni mistrzowie kraju. I nikt mi nie wmówi, że w Ostrowie nie ma mody na żużel i nie ma potencjału na speedway na najwyższym poziomie.

A jest miejsce dla dwóch mocnych dyscyplin?

- Wydaje mi się, że jak najbardziej. Koszykówka, to odrobinę inny target. Na halę nie wejdzie tylu fanów, co na stadion żużlowy. Fanatycy sportowi, których w każdym mieście jest od groma pójdą zobaczyć dobry speedway i basket. To się zresztą fajnie zazębia, bo obie dyscypliny nie wchodzą sobie w paradę. Jedna zaczyna się na jesień, a druga na wiosnę. Na pewno życzyłbym sobie, aby doprowadzić niedługo do sytuacji, w której mówisz żużel w Wielkopolsce, myślisz Ostrovia. Żeby to była nasza wizytówka.

Na razie prym wiedzie Leszno.

- Kraków też nie od razu zbudowano.

Masz taką dziką satysfakcję, że jesteś w PGE Ekstralidze szybciej niż zakładał twój pięcioletni plan z Wilkami?

- Nie. Bardziej żal, że mnie z tego projektu wykolegowano. Czas jednak leczy rany. Idę do przodu, Krosna nigdy się nie wyrzeknę, to moje miasto rodzinne i może jeszcze w przyszłości przy tamtejszym żużlu się zakręcę. Na ten moment nie mam kontaktu z osobami z krośnieńskiego klubu, a szkoda, chociaż spodobało mi się jedno zdanie wypowiedziane niedawno przez prezesa Waldka, że jednego Wilka udało mu się z Bieszczad wyjąć.

Czuć, że szczerze cieszysz się z otrzymania drugiego żużlowego życia.

- Po owocach mnie poznają. Rękawy od dawna mam zakasane, bo tylko tym mogę pokazać, czy ktoś zyskał, czy ktoś stracił.

Rzucasz się na głęboka wodę i sporo ryzykujesz. Ostrovia jest jednym z głównych kandydatów do spadku.

- Przychodząc do Ostrowa w ogóle nie rozpatrywałem tego w takich kategoriach i wyłącznie pod kątem jednego roku. Że drużyna spadnie i przygoda się skończy szybciej niż zaczęła. Patrząc na papier i żużel w XXI wieku mieliśmy świadomość, że szanse na wzmocnienia są zerowe. Tak są ułożone kalendarze lig, że przyszły beniaminem jest od razu, na starcie sprowadzany do pozycji przegranego. Natomiast idąc do klubu nasza rozpiska zakładała trzyletni cykl, w którym znajduje się opcja, że możemy spaść z PGE Ekstraligi. Ale o takiej furtce nie można bać się rozmawiać z fanami, sponsorami. Chociaż w "narodzie" musi być przekonanie, że my zrobimy wszystko, aby się utrzymać, to trzeba też zakładać czarny scenariusz, ale od razu trzymać z tyłu głowy pomysł, jak wdrapać się do elity z powrotem.

Miałeś swój udział przy konstrukcji składu na sezon 2022?

- Nie, ale to dla mnie żaden problem. Twierdzę, że panowie Górski i Staszewski wyszli ze skóry, żeby pozyskać jak najlepszych zawodników. Z nowych twarzy jest u nas Chris Holder, ale nic więcej z tego zabetonowanego rynku nie dało się wycisnąć.

Pewnie zdajesz sobie sprawę, że jako osoba z zewnątrz każdy kibic będzie wnikliwie patrzył na twoje dokonania?

- Przychodzę pomóc, a nie zepsuć. Ten klub beze mnie wykonał kawał kapitalnej roboty. Proszę zobaczyć jak Ratusz jest przychylny żużlowi. Miasto zainwestowało kilkanaście milionów w infrastrukturę stadionową, jego generalny remont. Osobiście bardzo bym się ucieszył, gdyby po roku pobytu w Ostrowie ktoś napisał komentarz, albo oznajmił mi to osobiście, że jestem swój chłop.

Idziesz w "dyrektory". Garnitury z telewizyjnego okresu będą pasować?

- Jestem na ścisłej diecie. "Gajery" z pracy w nsporcie schowałem do szafy, ale możliwe, że odświeżę garderobę. Kurczę... tak cierpiałem po rozstaniu z telewizją i wciąż trudno mi uwierzyć, że wracam do żużla. To jest niesłychane, chociaż będę pełnił inną funkcję już nie mogę doczekać się rozgrywek.

Dla ciebie, to nie nowość, miałeś okazję poobserwować z bliska wielkie gwiazdy.

- Miałem od czynienia m.in. z Otylią Jędrzejczak, jako główny Event Manager w Coca-Coli Cup współpracowałem z takim człowiekiem, który nazywa się Robert Lewandowski. Miałem idealną przygotówkę jak obsługiwać VIP-y. W Krośnie chyba też wyszło całkiem nieźle skoro klub realizuje moją rozpiskę krok po kroku. W przedstawionym przeze mnie projekcie była nawet czarno na białym lista partnerów, do których warto uderzyć. Dziś są to główni sponsorzy. Ostrów, to inny, ale moim zdaniem bardziej przyjazny region pod kątem biznesowym.

To na koniec, kiedy zobaczymy tę zapowiadaną przez ciebie bijącą się o medale Ostrovię?

- Jeśli będziemy realizowali, to co sobie założyliśmy, a drużyna utrzyma się w PGE Ekstralidze, chciałbym, żebyśmy w sezonie 2024 zakotwiczyli w górnej części tabeli, z otwartymi szerokimi horyzontami na wydarcie jednego z krążków.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama