Reklama

Reklama

Krzysztof Cegielski mówi o patologii w żużlowym regulaminie. Zapis o ekwiwalencie do poprawy

Dominik Kubera, Mateusz Bartkowiak i Aleksander Grygolec - tę trójkę zawodników łączy problem ekwiwalentu, który stoi im na przeszkodzie w zmianie barw klubowych. O całą sprawę zapytaliśmy Krzysztofa Cegielskiego. Szef Stowarzyszenia "Metanol" mówi wprost - regulamin do poprawki.



Prawdopodobnie Dominik Kubera straci pierwsze trzy kolejki nowego sezonu, bo wcześniej nie zostanie potwierdzony jako zawodnik Motoru Lublin. Żeby tak się stało, klub musiałby się dogadać z Fogo Unią Leszno i wypłacić mistrzom Polski ekwiwalent w wysokości 800 tys. zł. Kwota co prawda miała być do negocjacji, ale wszystko wskazuje na to, że i tak jest już po sprawie z przyczyn formalnych. Ale idźmy dalej. 

Mateusz Bartkowiak chciałby przenieść się do MrGarden GKM-u Grudziądz, ale wciąż nie ma na to zgody Moje Bermudy Stali Gorzów. Choć strony są coraz bliżej porozumienia, to jednak wciąż trwają negocjacje. Wszystko rozbija się o kwotę ekwiwalentu za wyszkolenie. W podobnej sytuacji jest Aleksander Grygolec z Orła Łódź. Młodzieżowcowi marzy się transfer do Wilków Krosno, ale Witold Skrzydlewski postanowił sprawę jasno - będzie kasa, to będzie zgoda na transfer.

Za sprawą tych trzech przypadków powraca temat zapisu w regulaminie mówiący o ekwiwalencie za wyszkolenie zawodnika. - Ten przepis nie jest w ogóle dopasowany do rzeczywistości. Jest zbyt ogólny. Pewne zapisy są interpretowane w różnoraki sposób i przez to mamy sytuacje takie, jak obecnie - komentuje Krzysztof Cegielski, szef Stowarzyszenia "Metanol", który od razu tłumaczy, co ma na myśli.



- Są kluby, które faktycznie inwestują w młodzież, aby wychować takiego zawodnika. Są też takie, które nie poświęcają na ten cel ani złotówki. Juniorzy są na kontraktach zawodowych i traktuje się ich jak seniorów. Tymczasem w obu przypadkach kluby mogą żądać ekwiwalentu. Zasadniczo można wyodrębnić jeszcze jeden przykład. A mianowicie zawodnik jest na kontrakcie amatorskim, ale utrzymuje się on dzięki wsparciu finansowym rodziców czy sponsorów indywidualnych, więc wtedy klub też nie ponosi żadnych kosztów. To są w ogóle najgorsze sytuacje dla zawodników.

Reklama

Idąc tokiem myślenia Cegielskiego, ekwiwalent powinien obowiązywać pod warunkiem, że klub rzeczywiście wspiera finansowo juniora i czynnie pomaga mu rozwijać skrzydła. W innym wypadku taki zapis mija się z celem. Inna sprawa, że uregulowanie takiego zapisu od strony prawnej może być trudne. - Najlepiej oczywiście, jeśli obie strony w tych trudnych sytuacjach potrafią siąść do jednego stołu i zwyczajnie się dogadać. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie jest to takie proste. Prawdę mówiąc nie rozumiem jednak, dlaczego młodzi zawodnicy wraz ze swoimi rodzicami tak chętnie podpisują z klubami wieloletnie kontrakty. Później zaczyna się płacz, kiedy chcą coś zmienić, a na przeszkodzie pojawia się problem właśnie ekwiwalentu - puentuje były żużlowiec.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje