Reklama

Reklama

Krytyczny stan Dadosa

Po środowej, trzeciej nieudanej próbie samobójczej Robert Dados przebywa na oddziale jednego z lubelskich szpitali.

Lekarze w dalszym ciągu nie chcą ujawniać informacji na temat stanu zawodnika, choć nieoficjalnie wiadomo, że jest on ciężki, a sam zawodnik prawdopodobnie znajduje się w stanie śmierci klinicznej.

- Robert od kilku lat miał problemy związane ze swoją psychiką. Dla ludzi z żużlowego światka tajemnicą również nie był fakt, iż w dużej mierze spowodowane było to kontaktem zawodnika z niedozwolonymi środkami. Zresztą problem zażywania tych środków tak naprawdę dotyczy większej ilości zawodników aniżeli samego Roberta. Niektórzy nawet zajmowali się, a może dalej zajmują się ich rozprowadzaniem. Swego czasu były nawet propozycje badania zawodników przed meczami na zawartość niedozwolonych środków. Wszyscy, którzy powinni się tym zająć jednak przymykają na to oczy i udają, że problemu nie ma.

Reklama

Z tego co wiem najbliższe otoczenie Roberta po dwóch samobójczych próbach starało się robić wiele, aby pomóc mu wyjść na prostą. Najwyraźniej nie udało się. Robert targnął się na swoje życie po raz trzeci. Jeśli chodzi o jego powrót do zdrowia to podejrzewam, że wszystko byłoby "w porządku" gdyby nie słabsza odporność organizmu Roberta. Najważniejsze, że nie są mocno uszkodzone kręgi szyjne co przy próbach wieszania się często się zdarza. Lekarze w Lublinie wierzą jednak, że uda im się przywrócić Roberta do stanu sprzed samobójczej próby - twierdzi jeden z żużlowych działaczy, który pragnie zachować anonimowość.

Zaskoczeni obrotem sprawy są również działacze TŻ Lublin, którzy liczyli, że zawodnik będzie silnym punktem ich zespołu. - Jeszcze kilka dni temu Robert sprawiał wrażenie człowieka, który chce żyć, czekał na sprzęt i szykował się do sezonu. Najważniejsze aby wrócił do zdrowia. W pierwszej kolejności to człowiek, któremu należy pomóc w wyjściu z problemów, a dopiero potem zawodnik. Liczymy się z tym, że w tym sezonie nie będziemy mogli korzystać z usług Roberta - twierdzi działacz TŻ Lublin.

Do Lublina Dados przeszedł za 75 tysięcy złotych wraz z Dariuszem Śledziem. To właśnie w trakcie ubiegłorocznych występów w Atlasie były mistrz świata zasłynął z brawurowej ucieczki motocyklem po Zielonej Górze, tajemniczym kilkudniowym zniknięciem w Szwecji, nie brakowało również wypowiedzi dla telewizji Canal Plus po jednym z Grand Prix, którą realizatorzy musieli wycinać.

Teraz zawodnik po raz kolejny walczy o życie i miejmy nadzieję, że w tej walce zwycięży. Rodzi się tylko pytanie czy wszyscy, którzy mogli ostatnio wyciągnąć rękę do zawodnika, wyciągnęli ją we właściwy sposób...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje