Reklama

Reklama

Koniec zimnej wojny. Cieślak pogodził się z Janowskim. Jak do tego doszło?

- Już po finale PGE Ekstraligi sobie pogadaliśmy, a drugi raz w Rybniku przy okazji meczu Polska – Reszta Świata. Wyściskałem wszystkich chłopaków, Maćka również. To, co było kiedyś, już nie wróci, ale zgrzytu nie ma. Teraz trzymam kciuki za to, żeby Zmarzlik z Janowskim zdobyli w ten weekend złoto dla Polski w finale Speedway of Nations – mówi były trener kadry Marek Cieślak.

Dariusz Ostafiński, Interia: Janowski w miejsce Kubery w kadrze Polski na finał mistrzostwa świata par. To dobrze?

Marek Cieślak, były szkoleniowiec reprezentacji: Kubera jeździł dobrze, nawet bardzo dobrze, ale trener podjął taką decyzję i zobaczymy. Szkoleniowca rozlicza się po zawodach. Jak nasi wygrają, to będzie dobrze. Jak nie, to wiadomo.

Na razie nie mamy złota w SoN?

To mnie wkurza i denerwuje. Rok temu wygraliśmy. Prowadziliśmy na pięć biegów do końca, mieliśmy jeszcze tylko wyścig z Czechami, a Rosjanie mieli dwa trudniejsze i jeszcze musieli w jednym juniora wstawić, bo tak każe regulamin. Oni byli przegrani, ale przerwano zawody, anulowano serię dającą nam przewagę i to siedzi mi w głowie.

Reklama

Wróćmy do powołania Janowskiego w miejsce Kubery. Pan mówi, że decyzję ocenimy po finale. Pan rok temu wziął Woźniaka i z perspektywy czasu należy powiedzieć, że to nie był dobry ruch.

Nie było kogo wziąć. Szymon dobrze jechał w lidze, zdobył brązowy medal w finale IMP. Ja jednak chciałem wtedy Janowskiego, ale on mnie nie lubił.

Jak jest teraz?

Teraz już trochę mnie lubi. Lody puściły. Pogadaliśmy po finale PGE Ekstraligi. Byłem wtedy w studio nSport+ i on tego studia przyszedł i zagadał. Nawet niedźwiedzia delikatnego zrobiliśmy. Porozmawialiśmy tak normalnie. W sobotę odbył się z kolei mecz Polska - Reszta Świata w Rybniku, który był moim pożegnaniem z kadrą. Wyściskałem wszystkich chłopaków, Maćka również. Wróciły nasze relacje do normy. To już nie będzie to co kiedyś, ale zgrzytu nie ma.

Sportowo powołanie Janowskiego na finał się broni.

Jak powiedziałem ocenimy po, ale ja myślę, że żadnego błędu trener nie robi. Janowski jest bardziej doświadczonym zawodnikiem od Kubery. Nie ubliżając Dominikowi, ale to Maciej jest większym pewniakiem.

Kto nam może zagrozić w dwudniowym finale w Manchesterze?

Są trzy mocne pary, ale jak wygramy, to już nie będzie ten smak złota, jaki chcielibyśmy i moglibyśmy poczuć, gdyby jechali Rosjanie. Oni zdobyli złoto trzy razy z rzędu i zrezygnowali z udziału. Zatem nawet jak wygramy, to nie powiemy sobie, że jesteśmy najlepsi. Na torze nie będzie bowiem najgroźniejszego rywala mającego w składzie pierwszego i trzeciego zawodnika na świecie.

Jak pan ocenia to, że Łaguta i Sajfutdinow wycofali się ze startu w mistrzostwach?

Źle się stało. Rosjanie postawili w głupiej sytuacji pozostałe reprezentacje. Bo teraz, kto by nie wygrał, to powiedzą, że Ruskich nie było. Tym bardziej szkoda, że choć raz ich nie ograłem z kadrą jako trener. O tym, co było przed rokiem, mówiłem, a dwa lata temu w Togliatti też byliśmy na pierwszym miejscu przed finałem. Ten decydujący bieg zawaliliśmy się, bo zamiast wyznaczyć zawodnikom, kto, z którego pola ma jechać, to posłuchałem ich próśb. Bartek powiedział, że on po dużej ich załatwi, a wyszło inaczej.

Szczerze, to nie bardzo potrafię zrozumieć, jak można nie chcieć jeździć w kadrze.

Nie wiemy, na czym to polega. Czy federacja im za cokolwiek płaci? Nie wiemy nawet, czy oni dostają zwrot za bilety, czy hotel.

Na początku XXI wieku polscy zawodnicy też jeździli na finały za swoje.

Tak było, ale Rosjanie są inni. Oni są najedzeni, bo wygrali trzy razy. To im wystarczy. Artioma Łagutę trochę znam i ja myślę, że on w tym Grand Prix też za długo nie pojeździ. W lidze tak, ale nie wiem, czy w GP będzie mu się chciało.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje