Reklama

Reklama

Kiedyś młody zdolny, dziś musi się modlić, żeby dostać pracę

Gdyby swój talent poparł pracą i sumiennym treningiem, to dziś mógłby należeć do ścisłej polskiej czołówki zawodników. Kilka dobrych lat temu mówili o nim - młody, zdolny, a dziś musi się dobrze postarać, aby w ogóle znaleźć dla siebie miejsce w którymś z klubów. Kariera Artura Mroczki to najlepszy przykład tego, gdy w życiu sportowa coś może pójść nie tak.

Mroczka świetnie się zapowiadał

Artur Mroczka jest wychowankiem GTŻ-u Grudziądz, ale poza pierwszymi latami po zdaniu licencji, jakoś nieszczególnie było mu po drodze z tym klubem. Problem jest w specyficznym charakterze zawodnika, z którym nie wszyscy chcą i potrafią współpracować. Nie zmienia to faktu, że od najmłodszych lat uchodził za wielki talent. Rzucała się w oczy jego bardzo dobra technika, a znakiem firmowym Mroczki od zawsze były atomowe starty. Potrafił świetnie wystrzelić spod taśmy i uciekać swoim rywalom.

Losy żużlowca szybko rozbiegły się z macierzystym klubem i zaczął objazdówkę po żużlowej mapie Polski. Gorzów, Gdańsk, Tarnów, Toruń i znowu Tarnów. W zasadzie tylko w Unii potrafił zadomowić się na dłużej, ale o tym za chwilę. Wszystkie te kluby nie bez kozery decydowały się na jego transfer. Zwyczajnie każdy widział, że to chłopak, który ma papiery na jazdę. Może jakiejś wielkiej międzynarodowej kariery nie zrobił, ale zdobył m.in. Drużynowe Mistrzostwo Świata Juniorów, był Indywidualnym Mistrzem Europy Juniorów, a okazję miał nawet do debiutu w Grand Prix.

Reklama

Unia Tarnów była dla niego szansą

Mroczka zmieniał kluby jak rękawiczki, bo albo mu nie szło, ale działacze woleli dać sobie z nim spokój. To specyficzny zawodnik, często wybuchowy. Miał talent i predyspozycje do jazdy, ale każdy kolejny klub coraz mniej wierzył w to, że będzie go stać na stuprocentowe skoncentrowanie swojej uwagi na żużlu i ciężkie treningi. Długo jechał na talencie. W zasadzie każdy kolejny sezon był dla niego gorszy. Po nieudanych przygodach z Wybrzeżem Gdańsk w latach 2013-2014 przyszedł do Unii Tarnów, gdzie miał się odbudować.

Unia była wówczas trzecią drużyną w Polsce. Nie miała wielkiej kasy na zakontraktowanie gwiazd, więc szukała zawodników tańszych, którzy dawali nadzieję na dobrą jazdę. Kimś takim był Mroczka, który wierzył, że po trudnym okresie w Gdańsku (miał problem z odzyskaniem należnych pieniędzy kontraktowych), w Tarnowie zdoła się odbudować i wrócić do dobrej jazdy. I rzeczywiście tak było. Sezon 2015 miał naprawdę obiecujący. Problem jednak w tym, że był to kolejny etap zjazdu żużlowca "do bazy".

Znowu powtórzył się ten sam scenariusz. Każdy kolejny rok był dla niego słabszy. Najpierw zaliczył nieudany epizod w Toruniu, potem spadł z Unią z PGE Ekstraligi i szybko stracił miano zawodnika ekstraligowego. Ostatnio jeździł w eWinner 1. Lidze, jednak nie wyglądało to dobrze. Nie potrafił się odpowiednio przygotować do rozgrywek. Jeździł na starym sprzęcie, był trudny we współpracy z mechanikami, a jego poziom przygotowań do sezonu wyglądał coraz to gorzej.

W Tarnowie konsekwentnie na niego stawiali, bo za bardzo nie mieli alternatyw. Wiedzieli o trudnym charakterze Mroczki, ale zwyczajnie do tego przywykli. On sam nie miał już wielkich ambicji, a to samo podejście prezentowała Unia. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że związek idealny. Jednak i w tym klubie powoli zaczęli do niego tracić nerwy. Już rok temu był na wylocie. Jesienią podpisał zaledwie kontrakt warszawski, a w lidze wystartował tylko dlatego, że drużyna miała olbrzymie problemy kadrowe.

Co dalej z tarnowskim Leigh Adamsem?

- Jeżdżę w Unii już pięć lat. Dobrze się tu czuję. Chcę być dla tego klubu kimś takim jak Leigh Adams dla Leszna - mówił rok temu w rozmowie z nami, kiedy denerwował się, że może nie złapać się do składu tarnowskiej drużyny. Mroczce chodziło o porównania do Leigh Adamsa - legendy Unii Leszno oraz medalisty mistrzostw świata. Czy aby na pewno takie słowa były na miejscu niech oceniają sami kibice. Dziś wiemy jednak, że Mroczka po kolejnym słabym sezonie może mieć problem z załapaniem się do jakiejkolwiek drużyny.

Na razie nie znamy planów nowych działaczy Unii Tarnów, ale można założyć, że w myśl hucznego hasła #nowaUnia będą chcieli odbudowywać klub opierając zespół na zupełnie innych zawodnikach. W każdym razie nie zanosi się na to, aby w nowej drużynie miało znaleźć się miejsce dla Mroczki. A ten może zapomnieć raczej o angażu w eWinner 1. Lidze. Obecnie to dla niego za wysokie progi. Niewiele lepiej sprawa wygląda w przypadku 2. Ligi Żużlowej. W środowisku słyszymy, że jego nazwisko przekreślone jest w notesach niektórych prezesów.

Oczywiście nie przekreślamy jego szans, bo być może znajdzie się ktoś, kto zdecyduje się dać mu kolejną szansę. Nie podlega jednak wątpliwości, że Mroczka jest na sportowym zakręcie. I to bardzo ostrym, gdzie niewiele brakuje do upadku. Dziś pewnie sam może żałować tego, jak potoczyła się jego kariera. Mógł wygrywać trofea, zarabiać miliony w PGE Ekstralidze zamiast być na sportowym rozdrożu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL