Reklama

Reklama

Już drugi raz naraził się prezesowi. Może mieć problem ze znalezieniem pracy

Piotr Świderski jest w zawodzie trenera od niedawna, a jednak już zdążył spalić za sobą kilka mostów. Najpierw w Rybniku skończył zanim zaczął, a teraz w Częstochowie odszedł w bardzo nieprzyjemnych okolicznościach. Jeśli na dokładkę dodamy, że nie dogadał się w Gnieźnie, otrzymujemy obraz osoby dość trudnej do współpracy. Co ciekawe, jako zawodnik Świderski wcale taki nie był.

W listopadzie 2019 Piotr Świderski podpisał umowę z ROW-em Rybnik. Miał poprowadzić ten zespół w PGE Ekstralidze. Tę decyzję chwalono, mówiono że młody szkoleniowiec mocno w siebie wierzy i nie boi się podjąć mission impossible, jaką byłoby utrzymanie ROW-u w PGE Ekstralidze, z takim składem. Tym większe zdziwienie było, gdy w lutym okazało się, że w Rybniku...szukają trenera. Ponoć w umowie znalazło się coś, czego Świderski nie chciał zaakceptować. Pytanie, dlaczego dopiero w lutym takie rzeczy zaczęto ustalać. W każdym razie Świderski pozostał niepokonany jako trener ROW-u, bo nawet w jednym meczu nie zdołał poprowadzić drużyny.

Reklama

Kolejną szansę dostał w Częstochowie, do której wszedł z przytupem. Jako ratunek po odejściu Marka Cieślaka szybko poskładał zespół, który wygrał ważne mecze. Wydawało się, że może osiągnąć z tym zespołem bardzo wiele. Został na kolejny sezon, ale tu już tak kolorowo nie było. Włókniarz zawodził, a sam Świderski nie za bardzo dogadywał się z zawodnikami. Największy problem miał z Fredrikiem Lindgrenem, którego chciał uczyć żużla. Co jasne, Szwed nie zareagował na to z aprobatą. To był początek końca Świderskiego we Włókniarzu.

Co dalej z karierą Świderskiego?

Wielce prawdopodobne, że gdyby nie problemy kardiologiczne, do teraz byłby czynnym zawodnikiem. Świderski nie ma nawet 40-stu lat, a w żużlu taki wiek to nic. Wielu żużlowców z czołówki jeździ coraz dłużej, a taki Rune Holta będąc niemal 50-latkiem potrafi być jednym z najlepszych w lidze. Świderski musiał jednak skończyć karierę żużlowca i zająć się czymś innym. Postawił na trenerkę, ale chyba na razie musi jeszcze trochę się nauczyć. Jest młody, ma potencjał, ale działa zbyt apodyktycznie.

Pytanie, jak do jego osoby podejdą w małym i trudnym, żużlowym środowisku. Szkoleniowiec miał być dowodzącym w Starcie Gniezno, ale i tam się nie porozumiał. Nie są znane powody braku tego porozumienia, ale fakty są takie, że to kolejny klub, z którym mu nie wyszło. Rynek trenerski jest wąski i przebrany, ale coraz częściej prezesi mogą myśleć o Świderskim w kategoriach ostateczności, w razie gdyby nie wyszło z kimś innym.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje