Reklama

Reklama

Janowski zawiedziony po SoN: Chciałbym pojechać ten bieg jeszcze raz

Zamiast upragnionego sukcesu, podtrzymanie klątwy. Polacy znów skończyli Speedway of Nations na drugim miejscu. W wielkim finale „biało-czerwoni” już prowadzili, ale na drugim łuku marzenia o zwycięstwie zabrał upadek Macieja Janowskiego. - Chciałbym od razu pojechać ten bieg jeszcze raz i rozegrać go inaczej. Wiedziałem, że Bewley będzie napędzał się po płocie, dlatego chciałem zająć tę ścieżkę – tuż po zawodach powiedział żużlowiec.

To miała być polska niedziela w Manchesterze. Polacy przystępowali do drugiego dnia SoN jako liderzy. Choć druga część fazy zasadniczej nie poszła całkowicie po ich myśli, to jednak dość pewnie wywalczyli oni bezpośredni awans do finału. Decydujący wyścig "biało-czerwoni" zaczęli świetnie, ale na drugim łuku Maciej Janowski zaliczył upadek. Żużlowiec szybko się podniósł, lecz to nic nie dało. Wielka Brytania niespodziewanie sięgnęła po złoto, a Polsce znów musiał wystarczyć srebrny krążek.

Po raz trzeci z rzędu Polacy stanęli na drugim stopniu podium. Tym razem wynik szczególnie budzi niedosyt. Bez największych gwiazd do walki przystąpili ostatni triumfatorzy - Rosjanie. Wydawało się, że tym samym nikt nie jest w stanie zagrozić polskiemu zespołowi. - Jako team zrobiliśmy kawał dobrej roboty. Nie ma co narzekać, srebro to też jest spory wyczyn. Całe dwa dni jechaliśmy fajnie. Sytuacje zmienił tylko ten ostatni bieg. Dwa dni wygraliśmy, jadąc doskonale jako drużyna - w wywiadzie dla Canal+ tuż po zawodach powiedział Bartosz Zmarzlik.

Reklama

Janowski chciałby naprawić błąd

Oczywiście podczas rozmowy z reprezentantami podjęto temat feralnego incydentu w finale. Sytuację ze swojej perspektywy opisał Maciej Janowski. - Wciągnęło mnie na drugim łuku. Jak zaczęło mnie wciągać, to złapałem taką prędkość, że zacząłem szybko zbliżać się do Bartka. Nie chciałem w niego wjechać, więc ująłem trochę gazu. Przez to motocykl nie mógł się już wygrzebać, stąd upadek. Trudno przewidzieć na torze takie rzeczy - stwierdził żużlowiec.

Zawodnik Betard Sparty Wrocław był wyraźnie niepocieszony. - Daliśmy z siebie wszystko i walczyliśmy do samego końca. Chciałbym od razu pojechać ten bieg jeszcze raz i rozegrać go inaczej. Wiedziałem, że Bewley będzie napędzał się po płocie, dlatego chciałem zająć tę ścieżkę - dodał Janowski.

Nie zabrakło również krótkiej dyskusji dotyczącej przepisów związanych z wyłonieniem drużynowego mistrza świata. Zdaniem wielu jeden bieg nie powinien decydować o wszystkim. - Przepisy są, jakie są - stwierdził Janowski. - Po co gdybać. Od gdybania są inni - dodał Zmarzlik.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy