Reklama

Reklama

​Janowski: Nienawidzę przegrywać, bo wtedy jestem cały brudny

- Zawsze daję się z siebie maksimum, bo nie cierpię przegrywać. To najgorsze co może być, bo nie dość, że sportowo wypadasz słabo, to jeszcze musisz cały czyścić się z tego żwiru, który masz dosłownie wszędzie - mówi w rozmowie z INTERIA.PL najlepszy polski żużlowiec minionego sezonu.

Interia: Poprzedni sezon zdecydowanie należał do Ciebie. Zostałeś indywidualnym mistrzem Polski, ze Spartą zdobyłeś wicemistrzostwo Polski, a z Poole Pirates mistrzostwo Anglii. Wreszcie w Grand Prix zająłeś dobre siódme miejsce. Teraz będzie jeszcze lepiej?

Maciej Janowski (indywidualny mistrz Polski na żużlu): - Na pewno poprzedni sezon był najlepszy w mojej karierze. Jeździłem najrówniej, może poza początkiem, kiedy miałem kontuzję kolana. Do tego sezonu przygotowywałem się bardzo ciężko. Wylałem mnóstwo potu na treningach, zadbaliśmy też o sprzęt. Najlepsze silniki zostały z nami, do tego czekają mnie jeszcze testy dwóch nowych od dwóch czołowych ekip tuningowych na świecie. Nie mogę się już doczekać początku sezonu.

Reklama

W najbardziej prestiżowym Grand Prix zająłeś w klasyfikacji generalnej siódme miejsce. Liczyłeś na więcej?

- Spełniło to moje oczekiwania, bo zakładałem sobie miejsce w pierwszej ósemce. To się udało. Zebrałem bardzo dużo doświadczenia przez ten rok, jestem sporo mądrzejszy.

I liczysz na wyższe miejsce?

- Pewnie. Chcę być z roku na rok coraz lepszym zawodnikiem. Ósme miejsce na pewno mnie nie zadowoli. 

Stać cię na to, aby włączyć się w walkę o medale?

- Przygotowywałem się z najlepszymi trenerami na świecie. Bardzo dużo potu wylałem na treningach, więc robię wszystko, aby w stać się najlepszy. Inaczej nie siadałbym na motocykl. Od samego początku, kiedy stawiałem pierwsze kroki w żużlu, w mojej głowie jest to, żeby zostać mistrzem świata. Na razie udało mi się to w drużynie i w juniorach. Teraz został przede mną jeszcze jeden krok czyli tytuł indywidualnego mistrza świata. To bardzo trudne zadanie, bo chętnych nie brakuje. 

Grand Prix startuje pod koniec kwietnia. Pierwsza eliminacja odbędzie się na Słowenii w Krsku. Czy dobrze znasz ten tor?

- Mam bardzo ładną bliznę na łokciu z tamtego roku. W pierwszym biegu miałem już dość poważny upadek. Mimo tego udało mi się "naskrobać" osiem punktów, więc było całkiem nieźle. To całkiem fajny tor, za dużo walki wprawdzie tam nie ma, bo liczy się głównie start spod taśmy. Liczę na to, że doświadczenie z poprzedniego sezonu pomoże mi osiągnąć lepszy wynik. 

Jak Twoim zdaniem będzie wyglądać rywalizacja w tym sezonie? Czy już po pierwszej eliminacji będziemy mogli typować, do kogo trafią medale?

- Myślę, że nie. Sezon jest bardzo długi, a wygra najrówniejszy. Ze wskazaniem faworytów trzeba będzie poczekać na drugą lub trzecią kolejkę. Tak będzie zresztą nie tylko w Grand Prix, ale też w PGE Ekstralidze.

Wywołałeś temat ligi. Za nami dwa mecze pierwszej kolejki. Ktoś zaskoczył Cię wysoką formą na początku sezonu?

- Nicki Pedersen wypadł świetnie, Chris Holder tak samo. Ale nie oglądam za dużo żużla w telewizji, bo mówiąc szczerze mam go serdecznie dosyć po całodziennych treningach. Jak siedzę przed telewizorem, to wolę popatrzeć na Moto GP lub piłkę nożną, w szczególności ligę włoską i hiszpańską. 

Komu kibicuje Maciej Janowski?

- Od najmłodszych lat jestem fanem Juventusu Turyn. Pamiętam bardzo dobrze, jak szalał tam Alessandro Del Piero. Cały czas gra tam mój ulubiony bramkarz czyli Gianluigi Buffon. Naprawdę podziwiam go jako sportowca. Pomimo zaawansowanego wieku wciąż jest w kapitalnej formie. 

Czy żużlowcowi potrzebne jest w ogóle oglądanie tego sportu w telewizji? W przypadku piłki nożnej to zawodnik może podpatrzeć jakieś zagranie czy sposób rozegrania akcji.

- Czasem przed samym meczem podglądamy, jakimi ścieżkami jeździli poprzednio zawodnicy i jak wygląda sam tor po rozegraniu kilkunastu biegów. Chodzi o niuanse i techniczne sprawy. Podpatrujemy, staramy się coś przewidzieć i czasami to się sprawdza. 

Na każdym kroku słychać o tobie opinię, że jesteś bardzo dojrzały jak na swoje 25 lat. Faktycznie tak szybko dorosłeś?

- Ta dyscyplina wymaga tego. Doskonale zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności, bo na głowie mam cały swój team, sponsorów czy przygotowanie motocykli. Nie mogę przez jakieś nieprofesjonalne podejście zniweczyć ich wysiłku. Do tego dość szybko zacząłem jeździć także w lidze angielskiej. To spowodowało, że nie mogłem już zachowywać się jak młody chłopak, któremu można wybaczyć jakieś wpadki, tylko na sto procent poświęciłem się żużlowi. 

Czyli trochę z ciebie nudziarz?

- Bez przesady. Nie zawsze jestem poważnym gościem. Kiedy jest na to czas, to prowadzę bardzo towarzyskie życie. Mam dużą grupę znajomych we Wrocławiu. Nie oglądamy wtedy żużla, wolimy pograć na konsoli w FIFĘ. 

Jesteś już ukształtowany jako sportowiec czy wciąż czekamy na jeszcze większą eksplozję twojego talentu?

- Kiedyś rozmawiałem z Gregiem Hancockiem i powiedział mi, że on cały czas się uczy żużla. A ma przecież 46 lat. Ten sport jest bardzo nieprzewidywalny. Trzeba nad sobą cały czas pracować. Podchodzę do tego z chłodną głową, nie stawiam sobie wielkiej presji. Zawsze daję z siebie maksimum, bo nie cierpię przegrywać. To najgorsze co może być, bo nie dość, że sportowo wypadasz słabo, to jeszcze musisz cały czyścić się z tego żwiru, który masz dosłownie wszędzie. A wymagania wobec mnie? One wzrastają z roku na rok. Bardzo się tym nie grzeję. Zdaję sobie sprawę, że każdy oczekuje ode mnie coraz lepszej jazdy. Ale radzę sobie z presją.

Rozmawiał Krzysztof Oliwa

Dowiedz się więcej na temat: Maciej Janowski | żużel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje