Reklama

Reklama

Jakub Czosnyka: Panom z BSI już dziękujemy. Wyznaczają nowe granice kompromitowania żużla

BSI, czyli organizator mistrzostw świata na żużlu, odwołał już trzy zaplanowane na ten sezon rundy cyklu. Najwięksi pesymiści spekulują, że w tym roku skończy się na jednodniowym finale. To oczywiste, że żyjemy w trudnych pandemicznych czasach, ale Anglicy po raz kolejny udowodnili, że nie nadają się do organizowania mistrzostw. Tym panom już dziękujemy.

Wiele słów krytyki na przestrzeni lat padło w stronę BSI. Główne zarzuty to brak rozwoju żużla jako dyscypliny, zamknięcie się do wąskiego grona państw - organizatorów rund oraz wyciskanie z polskich klubów milionów złotych. Ta lista grzechów jest bardzo długa i zdaje się nie mieć końca. Dobrze, że za rok za organizację mistrzostw weźmie się Eurosport Events, co nie zmienia faktu, że jeszcze w tym roku musimy pomęczyć się z angielskimi promotorami. I perspektywy tej męki nie wyglądają zbyt różowo.

A o co dokładnie cały ten dym? A no o to, że BSI w ogóle nie wyciągnęło wniosków z zeszłego roku i zupełnie nie przygotowało się na kolejny pandemiczny sezon w żużlu. Rozgrywki w Polsce i innych krajach ruszyły lub za chwilę ruszą, a tymczasem ciągle nie wiemy, jak będzie wyglądała w tym roku walka o mistrzostwo świata. Niby w kalendarzu ciągle jest sporo rund, które teoretycznie powinny się odbyć, ale to tylko papier. BSI w miesiąc odwołało trzy rundy i na tym najpewniej się nie skończy. Widzimy zupełną bezradność i zrzucanie winy na siłę wyższą



Do mnie żadne tłumaczenia o koronawirusie zupełnie nie trafiają. Sytuacja wcale nie jest gorsza niż rok temu. Wtedy każdy był zaskoczony, więc można było zrozumieć, że cykl został uszczuplony. W tym sezonie żadnego wytłumaczenia już nie ma. W ciemno można było założyć, że wirus w parę miesięcy nie minie, więc trzeba było mieć plan na to, jak sprawnie przeprowadzić Grand Prix 2021. Tymczasem mamy chaos, a niektórzy spekulują, że Bartosz Zmarzlik tytułu będzie bronić podczas jednodniowych zawodów.

Mój nos podpowiada mi jednak, że skończy się na polskich rundach, względnie dorzucone zostaną pojedyncze zawody w dwóch innych krajach. Coś na zasadzie - byleby wywiązać się z kontraktu z FIM i dobrze zarobić. BSI za rok odchodzi na żużlową emeryturę, więc chce w samej końcówce wyciągnąć jak najwięcej kasy, ile tylko możliwe. Zapłacą za to najwięcej polskie klubu. A jakże. 

A pomijając już aspekt czysto biznesowy, smuci, że żużel na tle innych dyscyplin wygląda mało profesjonalnie. Piłka nożna potrafi grać normalnie na całym świecie, sezon w skokach narciarskich przeprowadzony został względnie bardzo sprawnie, a inne sporty motorowe też sobie radzą. Wygląda to trochę tak, jakby przedłużająca się walka z pandemią zaskoczyła tylko panów z BSI. Cały szczęście, że ta szopka skończy się wraz z końcem tego sezonu. Nikt za Anglikami tęsknić nie będzie. Przynajmniej nie ja.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Reklama

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Grand Prix | BSI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje