Reklama

Reklama

Jakub Czosnyka: Oto kochające się żużlowe piekiełko (felieton)

Zawsze uśmiecham się, kiedy ktoś w jakiejś sprawie apeluje o solidarność w środowisku żużlowym. W imię wyższej sprawy. I zazwyczaj kończy się to klopsem, bo ktoś woli grać na własny wynik. Sprawa na linii Dominik Kubera - Fogo Unia Leszno dobitnie pokazuje, że "żużlowe piekiełko" to sformułowanie na pewno nie nad wyraz.

Z zewnątrz mogło wydawać się, że Fogo Unia Leszno to niezawodna maszynka stworzona do zdobywania złotych medali. Teraz wychodzi na jaw spór Dominika Kubery z Fogo Unią Leszno. W zasadzie nie wiem, czy słowo "spór" to dobre określenie. Bo w gruncie rzeczy nie ma się o co spierać. Klub chce tego, co należy mu się w myśl kontraktu. A zawodnik niewiele z tym fantem może zrobić.

Bardziej smucić może fakt, że w polskim żużlu niczego co ważne nie można załatwić w atmosferze pokojowej. Nie wiem, czy taki Kubera spalił za sobą mosty w Lesznie, ale zapewne obie strony czują niesmak. Unia, że straciła świetnego wychowanka, w którego latami inwestowała wielkie pieniądze. A żużlowiec, że dostał z liścia od swojego byłego pracodawcy, z którym wygrał wielkie rzeczy. Inna sprawa, że dla mnie ta sytuacja nie jest niczym szczególnym. Wcześniej podobne akcje znaliśmy z historii za sprawą na przykład Krzysztofa Kasprzaka, który w mało sympatycznych okolicznościach odchodził z Leszna, czy Janusza Kołodzieja, który dwukrotnie w napiętych relacjach żegnał się z Unią Tarnów.



Generalnie więc to trochę smutny obrazek, kiedy wychowankowie odchodzą z macierzystych klubów i zamiast przyjaźnie podać sobie rękę, to w zamian wychodzą różne brudy. A sprawa Kubery i Fogo Unii wydaje mi się być najlepszą puentą tego, jak wygląda to nasze żużlowe środowisko. Prezesi klubów przy okazji każdego okienka transferowego podbierają sobie zawodników, podbijają ceny i w efekcie tracą kasę. Wojenka przenosi się też w rywalizacji o prawa do organizacji rund Grand Prix. Na cyklicznych spotkaniach czy obecnie wideokonferencjach też potrafi być ostro. Zresztą nie od dziś wiadomo, że to co zostaje ustalone w ich wewnętrznym gronie to jedno, a to jak później wygląda rzeczywistość to drugie.

Ostatnio dowiedzieliśmy się też, że nici będą z telefonu zaufania dla zawodników, którzy potrzebują wsparcia profesjonalnego specjalisty. Taki pomysł miał Krzysztof Cegielski, który ochoczo podjął temat, ale później stracił na zapale, bo jak twierdzi - nikt z żużlowej centrali nie wykazał się inicjatywą (w PZM utrzymują, że było na odwrót, że to Cegielskiemu przeszło) i nie pomógł wcielić projekt w życie. To oczywiście tylko przykłady, których można by mnożyć i wymieniać bez liku. A to ktoś się na kogoś obrazi, a to innym razem ktoś nie odbierze telefonu i mamy aferę na całą Polskę.

Takie to właśnie jest żużlowe piekiełko. Nie mówię, że w innych dyscyplinach jest lepiej. Ale trochę szkoda, że w żużlu niektórzy nie potrafią się ze sobą normalnie dogadać. W końcu cała dyscyplina nie skupia dziesiątek ośrodków, zawodników też wielu nie ma, więc o większość zgodność i wzajemne poszanowanie aż się prosi.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Reklama

Sprawdź!


------------------------------------------------

Samochód 20-lecia na 20-lecie Interii!ZAGŁOSUJ i wygraj 20 000 złotych - kliknij.Zapraszamy do udziału w 5. edycji plebiscytu MotoAs. Wyjątkowej, bo związanej z 20-leciem Interii. Z tej okazji przedstawiamy 20 modeli samochodów, które budzą emocje, zachwycają swoim wyglądem oraz osiągami. Imponujący rozwój technologii nierzadko wprawia w zdumienie, a legendarne modele wzbudzają sentyment. Bądź z nami! Oddaj głos i zdecyduj, który model jest prawdziwym MotoAsem!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje