Reklama

Reklama

Jak nowy menedżer okiełzna największego nerwusa?

Wiele wskazuje na to, że Tomasz Bajerski nie poprowadzi już eWinner Apatora Toruń. Jego następcą zostanie najpewniej Krzysztof Gałandziuk, którego czeka trudne zadanie poprowadzenia dream-teamu. A największy problem może mieć z Jackiem Holderem, bo to straszny nerwus.

Poprzedni trener eWinner Apatora Toruń Tomasz Bajerski miał wiele spięć z Jackiem Holderem. Młody Australijczyk nie raz stawiał go w trudnym położeniu. Zdarzało się, że odmawiał jazdy w ważnym biegu, bo coś sobie ubzdurał.

Bajerski nauczył się radzić sobie z Holderem

Bajerski przed dwa lata pracy w klubie nauczył się jednak postępować z Holderem. Gdy zawodnik wybuchał gniewem, trener mu odpuszczał. Nawet gdy to oznaczało, że nie będzie mógł skorzystać z zawodnika w kolejnym wyścigu. Kto był blisko drużyny w ubiegłym roku, ten pamięta ostrą wymianę zdań Holdera z Bajerskim, którą żużlowiec podsumował stwierdzeniem: teraz nie jadę, co trener skwitował: to nie jedziesz.

Reklama

Po meczu Bajerski poszedł jednak do Holdera zapytać, czy wszystko jest w porządku, a kiedy usłyszał odpowiedź twierdzącą, to wziął go na rozmowę. Nie czynił mu wyrzutów. Starał się natomiast do niego dotrzeć, zrozumieć.

Bez skutecznego Holdera Apator może zapomnieć o złocie

Jakby nie spojrzeć, można chyba stwierdzić, że Bajerski znalazł klucz do Holdera. Trochę mu to jednak zajęło i właśnie to skłania nas do refleksji, że przed następcą Bajerskiego są schody. Niewykluczone, że szybko poradzi sobie z Holderem. Jeśli nie, to kibice mogą zacząć drżeć o wynik, bo bez skutecznego Holdera wymarzonego złota nie będzie.

W ogóle prowadzenie zespołu gwiazd będzie dla nowego menadżera Apatora nie lada wyzwaniem. Raz, że zawodnicy toruńskiej ekipy będą jechali mecz ligowy na drugi dzień po Grand Prix, a to zawsze jest kłopot. Wystarczy wspomnieć syndrom wielkiego mistrza Jasona Crumpa, który dzień po GP praktycznie nie istniał.

Poza wszystkim Apator został złożony z zawodników, którzy mają swoje ambicje. Każdy z nich będzie chciał jechać więcej niż cztery razy. Trzeba będzie dużej zręczności, by dokonując zmian czy odstawiając kogoś na chwilę na boczny tor nie wywołać konfliktu w drużynie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje