Reklama

Reklama

Jaimon Lidsey zobaczył syna dopiero po trzech miesiącach od jego narodzin! Wszystko przez żużel

Medale i tytuły to nie wszystko. Przekonał się o tym Jaimon Lidsey. Zawodnik Fogo Unii Leszno przez sezon żużlowy w naszym kraju nie mógł być przy narodzinach swojego syna i po raz pierwszy zobaczył go dopiero trzy miesiące później. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, jaki był to ciężki okres dla tego młodego człowieka.

Rok 2020 był naprawdę znakomity w wykonaniu Australijczyka. 21-latek najpierw wywalczył sobie miejsce w składzie Fogo Unii Leszno, a następnie z "Bykami" sięgnął po złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski. Jeździec urodzony w Mildurze kilka tygodni temu został również najlepszym młodzieżowcem globu.

Na początku sierpnia Jaimon Lidsey zyskał dodatkową motywację. Na świat przyszedł bowiem jego pierworodny syn - Eddie Hayze Lidsey. Z racji tego, iż poród odbył się w Australii, żużlowiec musiał trochę poczekać, zanim po raz pierwszy ujrzał swojego potomka. Reprezentant Fogo Unii poradził sobie z tym dobrze Wyniki mówią same za siebie.

Reklama

Długo wyczekiwany przez Lidseya moment spotkania z synem nadszedł w drugiej połowie listopada. Po zakończonych rozgrywkach w Polsce 21-latek ekspresowo wsiadł w samolot i poleciał do swojej ojczyzny na zasłużony odpoczynek. Świat obiegły wówczas wzruszające fotografie, na których zawodnik nie może powstrzymać radości z faktu, iż po raz pierwszy zobaczył na oczy własnego syna.

Z pewnością Lidsey zostanie w Australii na dłuższy okres czasu. 1 grudnia rozpocznie się tam kalendarzowe lato, więc na pogodę nie powinien narzekać. Odwołane zostały co prawda indywidualne mistrzostwa kraju, lecz znając życie Lidsey okazjonalnie wsiądzie na motocykl i czasem pościga się z kolegami z toru, których w tym kraju nie brakuje. Podtrzyma kontakt, formę też zbuduje.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje