Reklama

Reklama

Jacek Frątczak: "Mam talent, ale póki co rozwija się on bezobjawowo". Czas skończyć ze szkoleniem na sztukę. Nie każdy może być żużlowcem

Często obserwujemy sytuację, gdy 20-letni zawodnik jeździ już kilka sezonów i nie zdradza absolutnie żadnego talentu do żużla. Mimo tego ciągnie karierę, bo chce spełniać marzenia. Potem nie wie co ze sobą zrobić, bo jako seniora nikt go nie chce. Czy to ma sens? Nasz ekspert ma konkretne i gotowe rozwiązanie.

Jacek Frątczak, były menedżer Get Well Toruń sądzi, że najniższy poziom rozgrywkowy powinien służyć rodzimym zawodnikom. 

Reklama

- Uważam, że 2. liga powinna służyć Polakom, np. do 25 roku życia. W jakim celu jeżdżą tam Duńczycy na średnim poziomie sportowym? Dlatego, że ich na to stać. Polacy odpadają, bo przyjeżdża młody Skandynaw z busem i dwoma motocyklami. Jest to niestety związane z sytuacją społeczno-gospodarczą w kraju. Tym chłopcom naprawdę jest trudno, jeśli nie mają zabezpieczenia. Przegrywają już na starcie z zawodnikami, którzy funkcjonują w innej rzeczywistości gospodarczej - tłumaczy.

Kłopotem jest też to, że młodym zawodnikom brakuje przyszłościowego myślenia. - Im się wydawało, że żużel to cały świat. A może czasem lepiej szybciej podjąć decyzję i przestawić na inną dziedzinę życia? Wszystko po to, by nie zmarnować sobie dużej części najlepszego czasu w życiu. Wielu zwyczajnie żyje złudzeniami, że ta kariera się uda. Czytają o kontraktach Smektały czy Zmarzlika i to głowę napędza. Problem w tym, że w żużlu są milionerzy, jak i tacy którzy mają kłopoty z opłaceniem ZUS-u - brutalnie opisuje nasz rozmówca. 

Frątczak już dawno temu opracował rozwiązanie, które wydaje się znakomite, ale jest dla wielu kontrowersyjne. - Do dziś niektórzy w Zielonej Górze wypominają mi, że kiedyś to Frątczak zaproponował by podzielić zawodników na grupę rokującą i mniej rokującą. A może na pewnym etapie trzeba powiedzieć chłopakowi: lubisz jeździć na żużlu? Ok, nie ma problemu. Ale potencjał czasowy trenera jest ograniczony. W USA dzieci selekcjonuje się w wieku kilku lat. Co z tego, że każdy chce być pływakiem, skoro nie każdy ma warunki fizyczne takie jak Michael Phelps. Tak więc jak chcesz być żużlowcem, a nie rokujesz, to rób to na własny koszt.

Często młodziana motywują rodzice, którzy są zaślepieni wiarą w własne dziecko. Ale należy być obiektywnym. - Jeśli w wieku 19 lat nic się nie wydarzy, to już raczej tak będzie do końca. Zawodnik pełni funkcję wypełniacza składu. Chciałem z Rafałem Dobruckim wprowadzić podział na grupy, by trener mógł dokonać selekcji i wybrać jednostki rokujące. Powiedziano mi, że ja nie chcę szkolić. Ale przecież na tym polega to wszystko. Dzieci w piłce nożnej mają tak samo już w wieku 8 lat. Jedni grają w turniejach, inni tylko trenują dopóki nie osiągną odpowiedniego poziomu - kończy.

Jacek Frątczak przedstawił zatem nowatorskie na polskim rynku żużlowym rozwiązanie, które wielu osobom mogłoby otworzyć oczy, ale i uratować przyszłość. Osoba np. w wieku 18 lat, która zrezygnuje z żużla, może być chociażby najlepszym gitarzystą na świecie. Wystarczy podać przykład Primoża Roglicia, skoczka narciarskiego bez większego talentu, który przestawił się na kolarstwo i obecnie jest jednym z najlepszych zawodników świata. Szokujące jest to, że zrobił to dopiero w wieku 23 lat. 

Michał Konarski

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Jacek Frątczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje