Reklama

Reklama

Gwiazdy z umowami warszawskimi? Będzie jazda z nożem na gardle

Wiele wskazuje na to, że u progu przyszłego sezonu spora część żużlowców będzie miała bardzo mały margines błędu. Kilka dużych nazwisk poważnie rozważa podpisanie kontraktu warszawskiego, a następnie "polowanie" na gorszą formę innych. Tak zrobić mogą np. Matej Zagar, Adrian Miedziński, a nawet Grzegorz Zengota.

Na razie wygląda to tak, że Zagar po pierwsze ma ogromne oczekiwania finansowe (400 tysięcy za podpis i 4 tysiące za punkt), które dla pierwszoligowców są nie do spełnienia. W PGE Ekstralidze już Słoweńca za bardzo nie chcą. Po drugie, w klubach wiedzą, że Zagar nie jest człowiekiem łatwym do współpracy. Kolejny dowód dał temu kilka dni temu, oznajmiając w mediach społecznościowych, że gorączkowo poszukuje nowego teamu. Stary mu się rozpadł, bo mechanicy nie chcieli po każdych zawodach jeździć do... Ljubljany, gdzie Zagar miał bazę. To i tak cud, że tak długo to znosili.

Reklama

Miedziński też wolałby zostać w elicie, ale powoli jego klasa sportowa przestaje być wstępem do tejże elity. W eWinner 1. Lidze mógłby być jedną z czołowych postaci i prawdopodobnie właśnie tam skończy, o ile w ogóle podpisze normalną umowę. Blisko mu do Polonii Bydgoszcz. To jeszcze jednak nic pewnego. Miedziński miałby tam zastąpić Grzegorza Zengotę, który ubiegły sezon znów miał wybitnie pechowy. Dwie kontuzje i kilka meczów pauzy. Los nie chce mu odpuścić. Być może jeśli Zengota nie dojdzie do porozumienia z żadnym klubem, także pójdzie na "warszawkę".

Presja sięgnie szczytu

Wyobraźmy sobie, że jakiemuś zawodnikowi nie wyjdzie pierwszy mecz sezonu 2022. Jego drużyna przegra. W głowie urodzi się myśl, że prezes rozmawiał już np. z Zagarem. Zawali kolejny mecz. I wielce prawdopodobne, że wówczas już definitywnie wyleci ze składu. Gdyby trzy wymienione wcześniej nazwiska faktycznie pozostały do wzięcia wiosną przyszłego roku, wśród innych zrobi się bardzo nerwowo. Przypomni im się chociażby sytuacja Ljunga i Jeleniewskiego, którzy zawalili początek sezonu i momentalnie zostali odstawieni.

Warto dodać, że jakiś klub może być na tyle zdesperowany, że takiemu Zagarowi zapłaci pieniądze, których żużlowiec oczekuje. Być może zawodnikowi o to właśnie chodzi. Aby ratować wynik zespołu, prezes danej drużyny będzie musiał głębiej sięgnąć do kieszeni, a na rynku z sensownych opcji pozostanie już tylko jeden czy dwóch żużlowców. Każda chwila zwłoki może spowodować, że weźmie go ktoś inny. 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje