Gwiazdy dostały wezwania. Zapadł wyrok, polskie kluby mogą mieć potężne kłopoty
Prezes PSŻ Poznań straszył ich sądem. Ostatecznie przeciwko zawodnikom, którzy odmówili jazdy w eliminacjach IMP w Poznaniu, wszczęto postępowanie dyscyplinarne. Gwiazdy złożyły wyjaśnienia, zapadł już także wyrok. Krzysztof Cegielski, szef związku zawodowego żużlowców mówi o mocnej decyzji, której mało kto się spodziewał.

Skandalem zakończyły się eliminacje IMP w Poznaniu. Zawodnicy nie chcieli jechać, tłumacząc, że boją się o swoje bezpieczeństwo. Kilku z nich dokonało inspekcji dmuchanej bandy. Robili filmy, zdjęcia, prosili Krzysztofa Cegielskiego, szefa związku, o interwencję u władz żużla.
Prezes PSŻ Poznań straszył sądem, GKSŻ wszczęła postępowanie
Ostatecznie pojechali, gdy sędzia Tomasz Fiałkowski nakazał im podpisać oświadczenia o odmowie jazdy. Zawody rozpoczęły się jednak z godzinnym opóźnieniem, a prezes PSZ Poznań Jakub Kozaczyk przyznał, że rozważa skierowanie sprawy na drogę sądową. - Doznałem strat wizerunkowych i finansowych - tłumaczył, dodając, że nie ma sobie nic do zarzucenia, bo tor został odebrany i ma licencję.
Władza wszczęła postępowanie dyscyplinarne przeciwko zawodnikom. Piotr Pawlicki, Janusz Kołodziej, Tobiasz Musielak i Norbert Krakowiak musieli odpowiedzieć na trudne pytania. Dlaczego wywierali presję na sędziego? Dlaczego chcieli odwołać, a potem przesunąć zawody? Każdy z nich złożył obszerne wyjaśnienia na piśmie, dołączając do nich filmy i zdjęcia z toru.
Krzysztof Cegielski informuje: "Jest mocna odpowiedź władz żużla"
- Zawodnicy właśnie dostali odpowiedź, że postępowanie dyscyplinarne przeciwko nim zostało anulowane - mówi nam Cegielski. - Ważna jest argumentacja decyzji. Władza uznała, że zawodnicy mieli merytoryczne argumenty, żeby zachować się tak, jak się zachowali. To mocna decyzja, za którą szanuję GKSŻ. To jest decyzja przeciwko sędziemu. W zasadzie jest to przyznanie, że wina leżała po stronie klubu i związku.
Przy okazji Cegielski zwraca uwagę, że ta decyzja może tylko pomóc uratować kolejnych zawodników przed ciężkimi kontuzjami. - Wszyscy śmiali się z Kołodzieja, że jeździ po stadionach i sprawdza dmuchane bandy. A proszę zobaczyć, ile już było wypadków, gdzie te bandy zachowały się prawidłowo, bo zamontowano je zgodnie z instrukcją. Uważam, że warto było tego pilnować. Czekam, aż ktoś wreszcie napisze, że Kołodziej miał rację. W Poznaniu, a wcześniej w Rybniku, gdzie też dopatrzył się nieprawidłowości.
Kołodziej już uratował życie i zdrowie kilku zawodników
Dzięki determinacji Kołodzieja już kilku zawodników uniknęło przykrej wizyty w szpitalu. - Myślę, że od początku sezonu mieliśmy co najmniej dziesięć takich upadków, gdzie zawodnik wpadał na dmuchaną bandę. Tylko jeden z nich, mianowicie Kevin Małkiewicz, wsunął się pod bandę, a tylko taka sytuacja grozi obrażeniami. To się zdarza, ale dzięki temu, że dopilnowaliśmy tematu band, zdarzyło się tylko raz - kończy Cegielski.
Decyzja ws. buntu w Poznaniu, to ostrzeżenie dla klubów. Ostatnie decyzje władz są takie, że zły montaż band może oznaczać surowe kary włącznie z walkowerem.
Zobacz również:














