Reklama

Reklama

Gwiazdor jest niebezpieczny? Brat wziął go w obronę!

Piotr Pawlicki nie przeżywa najbardziej przyjemnego tygodnia w swoim życiu. Po niedzielnym spotkaniu spadła na niego lawina krytyki. Kibice, eksperci, a nawet rywale z toru zarzucają mu zbyt ostrą jazdę. Jakby tego było mało, taśma i upadek w środowym półfinale IMP odebrały mu szansę udziału w najważniejszych zawodach indywidualnych w kraju. - Powinniśmy spojrzeć na to jak jeżdżą inni zawodnicy i zastanowić się dlaczego wszyscy czepiają się akurat jego - bronił swojego młodszego brata Przemysław Pawlicki, zawodnik ZOOLeszcz GKM-u.

Bracia Pawliccy wyjeżdżali z gdańskiego stadionu w skrajnie odmiennych nastrojach. Przemysław stanął na podium półfinału IMP i bez większych problemów wywalczył awans do prestiżowego cyklu, który wyłoni najlepszego żużlowca naszego kraju. Jego brat - powszechnie uważany za lepszego zawodnika - zajął dopiero trzynastą lokatę. Wyścigi pokonywane w przerażająco wolnym tempie przeplótł taśmą i upadkiem bez kontaktu z żadnym rywali. Tegoroczny krajowy czempionat będzie musiał obejść się bez zwycięzcy z sezonu 2018.

Przemysław Pawlicki tuż po zejściu z podium starał się usprawiedliwić wpadkę brata przed kamerami Canal+. Wytłumaczenia szukał w stanie gdańskiego obiektu, nad którym chwilę przed rozpoczęciem turnieju przeszła rzęsista ulewa. - Ten tor był dzisiaj na tyle zdradliwy, że bardzo ważne było, żeby od samego początku wstrzelić się z ustawieniami. Mi w miarę się to udało. Z biegu na bieg dokonywaliśmy tylko lekkich korekt. Ciężej jest wtedy, gdy jesteś pogubiony zupełnie i musisz szukać ustawień od zera. Wtedy łatwo jest się pogubić. Myślę, że należałoby na ten temat porozmawiać z Piotrkiem. To bardzo dobry zawodnik i myślę, że dziś popełnił po prostu błąd przy pracy - mówił zawodnik GKM-u.

Reklama

Przemysław Pawlicki broni brata

W rozmowie z Natalią Pietruchą 31-latek odniósł się także do fali krytyki, jaka spadła na Piotra Pawlickiego w ostatnim czasie. Zarówno rywale z toru (choćby Olivier Berntzon) i kibice zarzucają mu zbyt ostry i niebezpieczny styl jazdy. Czarę goryczy przelało jego starcie z Patrykiem Dudkiem w minioną niedzielę, po którym sędzia Krzysztof Meyze przerwał nawet wyścig. Choć ostatecznie z jego powtórki wykluczono zawodnika Apatora, to znaczna większość obserwatorów nie zgadza się z taką interpretacją wydarzeń na torze i uważa, iż kara należała się właśnie młodszemu z braci. Internetowe fora powoli osiągają temperaturę wrzenia

- Niepotrzebne są te naciski w jego kierunku - ocenia Przemysław Pawlicki - Oczekujecie od nas walki na torze, a nie jazdy gęsiego. Po to przychodzi się na stadiony i po to również my jeździmy. Na torze dzieją się różne sytuacje i nie rozumiem dlaczego wszyscy w ostatnim czasie tak mocno siedli akurat na Piotrka. Powinniśmy spojrzeć na to jak jeżdżą inni zawodnicy i zastanowić się dlaczego wszyscy czepiają się akurat jego. Mam nadzieję, że w ogóle nie bierze sobie tego do serca, bo jest naprawdę znakomitym zawodnikiem i stać go na bardzo dużo - zakończył

Reklama

Reklama

Reklama