Reklama

Reklama

Grillowanie najlepszego sędziego. „Idziemy po ciebie”

- Zajmijcie się sędziami, bo to, co robią, to jest kryminał – piszą kibice żużla w mediach społecznościowych po niedzielnych meczach PGE Ekstraligi. Gorącymi tematami są wykluczenia Patryka Dudka i Taia Woffindena. Fani robią wielkie oczy i pytają, za co ci zawodnicy zostali ukarani. – Cyrk nie żużel – stwierdza dosadnie jeden z nich po obejrzeniu Magazynu PGE Ekstraligi i wysłuchaniu opinii szefa sędziów w temacie wykluczenia Woffindena.

Na piątkowych meczach PGE Ekstraligi można było usnąć, niedzielne były wulkanem emocji. Niestety nie tylko sportowych.

Szef sędziów Leszek Demski już powiedział, co Krzysztof Meyze zrobił źle

W pierwszym meczu Fogo Unii Leszno z For Nature Solutions Apatorem Toruń wszystko było w porządku do momentu przerwania 13. biegu i wykluczenia z powtórki Patryka Dudka. A było tak, że Piotr Pawlicki ostro zaatakował Dudka i choć ten utrzymał się na motocyklu, to arbiter wyrzucił go z powtórki. Kibice piszą, że większego kuriozum nie widzieli. Przerwać bieg, żeby wykluczyć tego zaatakowanego?

Naszym zdaniem sędzia Krzysztof Meyze popełnił błąd, przerywając bieg. Nawet jeśli niebyt dokładnie widział całe zajście i chciał sprawdzić, czy Pawlicki nie faulował Dudka. Warto przypomnieć, że przecież nie tak dawno biliśmy brawo Szymonowi Woźniakowi za to, że ostro pojechał z Pawłem Przedpełskim w Gorzowie. Przedpełski został tak dociśnięty do płotu, że zrywał reklamy z bandy. Teraz było równie gorąco, ale wielokrotnie przy tego typu sytuacjach słyszymy hasła: taki jest żużel.

Reklama

Ocena sytuacji z Dudkiem jest różna. Szef sędziów Leszek Demski przyznał w Magazynie PGE Ekstraligi, że Meyze słusznie przerwał bieg, ale potem powinien był wykluczyć Pawlickiego. - Meyze był ostatnim, który nie miał wpadek. Do teraz - piszą kibice podzielając zdanie Demskiego i dodając, że Apator przegrał mecz przez decyzję arbitra. Padają stwierdzenia: paranoja, kryminał. Jest też bardzo mocne hasło: Meyze, idę po ciebie.

Jakby nie spojrzeć sędzia Meyze na pewno bardziej by się obronił, wykluczając Pawlickiego. Bo choć nie dotknął on Dudka, to ten w efekcie ostrego ataku rywala stracił pozycję. Spadł z drugiego miejsca na czwarte.

Gdyby nie Tai Woffinden, to Patrick Hansen wjechałby na murawę

Najgorsze jest to, że na pierwszym meczu zamieszanie z sędziami się nie skończyło. W drugim mieliśmy śmiały atak Patricka Hansena na Taia Woffindena na wejściu w łuk. Duńczyk się przewrócił, a Woffineden został wykluczony, choć jechał w tym momencie z przodu a jak zauważył felietonista Wojciech Koerber, to Hansen, gdyby nie Woffinden, wjechałby na murawę. - Tak szybko i tak ukierunkowany się składał, żeby, tracąc pozycję, ugrać coś dla siebie - napisał Koerber na Twitterze.

Już w trakcie relacji współkomentujący spotkanie Wojciech Dankiewicz zauważył, że Hansen zachowywał się tak, jakby szukał kontaktu z Woffindenem, Ekspert dodał też, że chyba wracają te czasy, gdy wielu zawodników celowo przewracało się na tor, żeby skłonić sędziego do wykluczenia przeciwnika.

W tym drugim przypadku też można snuć analogie do feralnego meczu Fogo Unia - Moje Bermudy Stal Gorzów, gdzie sędzia Artur Kuśmierz popełnił regulaminowy błąd i przez miesiąc debatowano nad zmianą wyniku, by w końcu to uczynić. A wszystko przez sytuację, w której Piotr Pawlicki zaatakował przy krawężniku na wejściu w pierwszy łuk, a jadący szeroko Szymon Woźniak, widząc to zjechał do białej linii i przewrócił się po kontakcie z Pawlickim. Sędzia wykluczył Pawlickiego, choć to on jechał swoim torem.

Można jednak założyć, że o ile Meyze nie dostanie dobrej oceny (szef sędziów wytknął mu błąd na wizji), o tyle Paweł Słupski, arbiter meczu we Wrocławiu, może spać spokojnie, bo tu Leszek Demski nie dopatrzył się błędu. Kibiców to jednak nie przekonało. Piszą o cyrku i dodają, że teraz Meyze odpocznie, ale wrócą Kuśmierz z Jerzym Najwerem (ten, który tydzień orzekł walkowera, nie godząc się na próbę toru, na którą nalegał przewodniczący jury).

Najgorsze jest to, i na to zwracają uwagę fani, że przy sześciu drużynach w play-off te błędy nie mają większego znaczenia. Kiedy jednak zacznie się walka o medale, to każda taka pomyłka może skrzywdzoną drużynę słono kosztować. Ktoś wyrzuci miliony w błoto.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL