Reklama

Reklama

Greg Hancock: Każdy tytuł smakował inaczej

- Każdy zdobyty przeze mnie tytuł smakował inaczej. Pierwszy był fantastyczny, drugi wspaniały, a ten jest nieprawdopodobny - powiedział Greg Hancock, który w sobotę po raz trzeci w karierze został indywidualnym mistrzem świata na żużlu.

- Ja i cały mój team wiemy, jak trudno pracowało się nam przez cały sezon. Był on długi i na jego początku, tak samo jak przed dzisiejszymi zawodami, nawet nie pomyślałem, że sześć zdobytych punktów po dwóch startach może dać tyle radości. Całą poprzednią zimę starałem się pracować najmocniej jak to możliwe, by jak najlepiej się przygotować do sezonu. Czułem, że wszystko co robiliśmy pozwoli nam w każdych zawodach jeździć tak, by bić się o zwycięstwo. Dziś po raz trzeci zdobyłem tytuł mistrza świata i czuję się świetnie. Mam wspaniałą grupę, z którą wywalczyłem to mistrzostwo, bo to nie tylko ja - sam bym tego nie dokonał - mówił Amerykanin.

Reklama

- Każdy zdobyty przeze mnie tytuł smakował inaczej. Pierwszy był fantastyczny, drugi wspaniały, a ten jest nieprawdopodobny. Mówiąc poważnie, wszystkie są bardzo ważne, ale trzeba pamiętać, że każdy będzie inny, bo był zdobywany w innym czasie i momencie mojego życia. Mam trójkę świetnych dzieci i wspaniałą żonę. Czy można chcieć czegoś więcej? - dodał popularny "Grin".

Grand Prix Polski w Toruniu wygrał jednak Krzysztof Kasprzak (Hancock odpadł w półfinale), który w klasyfikacji generalnej uplasował się za Hancockiem. - Był to mój najlepszy sezon w karierze. W mistrzostwach świata dwa srebra, jedno drużynowe, drugie indywidualnie, wygrane wszystko w mistrzostwach Polski, więc inaczej powiedzieć nie można. Mówiłem przed zawodami, że jeśli zostałbym dziś mistrzem świata, to zdarzyłby się cud, a one zdarzają się rzadko. Hancock to wielki zawodnik. Gdy on zaczynał jeździć w Grand Prix, ja miałem 10 lat - powiedział żużlowiec Stali Gorzów.

- Wielu chłopaków było w tym sezonie w szpitalu i traciło punkty. Moja kontuzja na pewno nie pozostała bez wpływu na to, co się wydarzyło. Nie chciałbym nigdy więcej przeżywać tego co po treningu w Finlandii, gdzie nie mogłem wejść w łuk z gazem. Płakałem w hotelu jak dziecko i mówiłem wtedy chłopakom, że będzie problem z miejscem w ósemce, a dziś jesteśmy wicemistrzami świata. Nie będę komentował sytuacji z Nickim Pedersenem (atak Duńczyka, po którym Krzysztof się przewrócił, a rywal został wykluczony - przyp. red.). Robi to od dziesięciu lat i nikt nie potrafi tego zahamować. To władze Grand Prix muszą z nim porozmawiać - dodał Kasprzak.

Przez ostatnie dwa tygodnie pracowałem naprawdę ciężko, bo wiedziałem, że czeka mnie w Toruniu niełatwe zadanie. Potrzebowałem mocy, by walczyć nie tylko o brązowy medal. Stąd jestem dziś może nieco smutny, bo miałem nadzieję, że mimo wszystko uda się zrobić coś więcej. Nie wszystko w tym sezonie zadziałało też tak jak powinno, stąd taki wynik. Teraz czeka mnie pracowita zima, by wrócić jeszcze lepiej przygotowanym w nowym sezonie - stwierdził Pedersen, który brązowy medal wywalczył po pokonaniu w barażu Anglika Taia Woffindena, mistrza świata 2013.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje