Reklama

Reklama

​Gigantyczna podwyżka lub rozstanie! Włókniarz może mieć problem z Madsenem

Jest prawdziwym "królem Częstochowy", niekwestionowanym liderem Eltrox Włókniarza i jednym z najlepiej punktujących zawodników w całej PGE Ekstralidze. Od sezonu 2017 nigdy nie spadł poniżej piątego miejsca w klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników elity. Takim dorobkiem może się pochwalić jeszcze tylko dwóch innych żużlowców: aktualny indywidualny mistrz świata - Artiom Łaguta i podwójny indywidualny mistrz globu - Bartosz Zmarzlik. Pod jednym względem Leon Madsen nie może się jednak równać z tą dwójką. Pod względem zarobków.

Duńczyk, chociaż pod Jasną Górą stał się prawdziwą "maszyną" do zdobywania punktów, ma bardzo przeciętny kontrakt. Mówi się o 700 tysiącach na przygotowania do sezonu i 7 tysiącach za każdy zdobyty punkt. Są źródła, które mówią nawet, że ta pierwsza kwota jest jeszcze o 100 tysięcy mniejsza. Nawet zakładając tę korzystniejszą dla zawodnika wersję, to niewiele w porównaniu np. z nowym kontraktem Bartosza Zmarzlika, który za sam podpis pod umową na sezon 2022 miał dostać od Moje Bermudy Stali Gorzów 1,5 mln złotych (do tego 10-12 tysięcy za zdobyty punkt).

Reklama

Kontrakt Madsena wygląda ubogo

Kontrakt Madsena wygląda skromnie także na tle innych ligowych rywali. Lepiej od niego zarabiają m.in.: każdy z trzech liderów Betard Sparty Wrocław: Artiom Łaguta, Tai Woffinden, Maciej Janowski, Grigorij Łaguta w Motorze Lublin, Emil Sajfutdinow i Patryk Dudek w Apatorze Toruń czy Martin Vaculik w Moje Bermudy Stali Gorzów. Na dodatek Duńczyk, przez słabą postawę całej drużyny, stracił w dwóch ostatnich latach ok. 600 tysięcy złotych. Włókniarz dwa razy z rzędu nie awansował bowiem do play-off, przez co zawodnikowi "uciekł" zarobek w aż 8 meczach

To, że jeden z najlepszych zawodników ligi, pod względem zarobków plasuje się dopiero w drugiej dziesiątce, to również wina długoletniej umowy i zmian na rynku, jakie nastąpiły po wejściu w życie nowego kontraktu telewizyjnego (za 4-letnie prawa do pokazywania PGE Ekstraligi Canal+ zapłacił 242 miliony złotych).

Ofiara długoletniej umowy

Madsen trafił do Włókniarza po przeciętnym sezonie 2016 w barwach Unii Tarnów (19. miejsce na liście najskuteczniejszych, średnia 1,864 pkt/bieg). Wynegocjował dobry kontrakt, ale na miarę ligowego średniaka, jakim wówczas był. Pod Jasną Górą jednak z miejsca stał się liderem drużyny. Szybko obwołano go "królem Częstochowy", bo nie tylko imponował regularnością, ale potrafił też ratować zespół w kluczowych momentach. To jego skuteczna, brawurowa akcja w meczu z MrGarden GKM-em Grudziądz (na ostatnich metrach wyprzedził w walce o drugie miejsce Antonio Lindbacka), zapewniła częstochowianom w 2018 roku remis, premiowany awansem do fazy play-off.

W połowie kolejnego sezonu, gdy pojawiły się plotki o zainteresowaniu Madsenem innych drużyn, prezes częstochowian, Michał Świącik szybko zareagował i zaoferował Duńczykowi, podobnie jak i drugiemu z liderów zespołu - Fredrikowi Lindgrenowi - znaczącą podwyżkę. 700 tysięcy za podpis i 7 tysięcy za punkt (Szwed dostał nieco mniej), to była wówczas znakomita umowa, ale w zamian za takie warunki, obaj zgodzili się związać z Włókniarzem aż do końca sezonu 2022. Zapewnili sobie tym samym finansowy spokój i stabilizację, ale Duńczyk na długoletniej umowie stracił. Nowy kontrakt PGE Ekstraligi z Canal+ na prawa do transmitowania ligi w latach 2022-2025, mocno bowiem zmienił sytuację na rynku i wywindował zarobki żużlowych gwiazd.

Milion nawet na Dudka nie wystarczył

Działacze Eltrox Włókniarza Częstochowa przekonali się o tym boleśnie, starając się np. w zeszłorocznym oknie transferowym o Patryka Dudka. Byli przekonani, że milion złotych na przygotowania do sezonu, skutecznie przekona wicemistrza świata z 2017 roku do złożenia podpisu pod kontraktem. Apator Toruń przebił jednak ich ofertę, dokładając Dudkowi jeszcze opiewającą na 200 tysięcy złotych umowę sponsorską z firmą Nice.

W tym roku muszą się przygotować na jeszcze trudniejszy bój o Madsena. Duńczyk za względu na swą skuteczność będzie obok Zmarzlika najgorętszym nazwiskiem na rynku transferowym. Jeśli Duńczyk nie zaliczy jakiejś nagłej obniżki formy, to milion złotych za podpis na pewno nie wystarczy. Więcej bez wahania zaoferuje mu przynajmniej kilka drużyn PGE Ekstraligi (w grę może wchodzić: Motor Lublin, Moje Bermudy Stal Gorzów i beniaminek).

Częstochowianie będą musieli zatem swemu liderowi albo zaproponować gigantyczną podwyżkę, albo pogodzić się z rozstaniem. Są w sytuacji trudnej, bo niezależnie od tego jak Eltrox Włókniarz wypadnie w tym roku, to mogą Duńczyka stracić. Jeśli Włókniarz trzeci raz z rzędu zawiedzie i nie awansuje do play-off, to dla Madsena będzie to sygnał, że warto pomyśleć o zmianie otoczenia. Jeśli zaś drużyna pojedzie dobrze, to po prostu może zabraknąć działaczom pieniędzy na Duńczyka.

Staną się ofiarami własnego sukcesu. Będą musieli znaleźć pieniądze na podwyżki nie tylko dla Madsena, ale także dla całej reszty. Z końcem października umowy skończą się bowiem nie tylko Duńczykowi i Fredrikowi Lindgrenowi, ale również Bartoszowi Smektale, Kacprowi Worynie, Jonasowi Jepessenowi, Jakubowi Miśkowiakowi i Mateuszowi Świdnickiemu. 

Na razie ich największą kartą przetargową wydaje się być fakt, że Madsen zadomowił się w częstochowskim klubie i zebrał solidne grono indywidualnych sponsorów. Mówi się, że dzięki nim dodatkowo może zarobić ok. pół miliona złotych rocznie.

Średnie Leona Madsena w ostatnich 5 sezonach:

2021 - 2,219 pkt/bieg (5. miejsce w lidze)

2020 - 2,206 (4. miejsce)

2019 - 2,443 (1. miejsce)

2018 - 2,443 (2. miejsce)

2017 - 2,181 (4. miejsce)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy