Reklama

Reklama

Fogo Unia Leszno - Betard Sparta 50-40. Piotr Baron: Było na co popatrzeć

Menedżer żużlowców Fogo Unii Leszno Piotr Baron cieszył się z inauguracyjnego zwycięstwa nad Betardem Spartą Wrocław (50:40). - Pierwszy mecz, pełen stadion, sporo efektownych wyścigów - było na co popatrzeć - skomentował spotkanie.

Blisko 17 tysięcy kibiców obejrzało w Lesznie premierowy mecz sezonu. Gospodarze pokonali Betard 50:40, a zadowolenia z wyniku nie krył menedżer Fogo Unii Piotr Baron.

- Cieszymy się ze zwycięstwa. Była tak liczna rzesza kibiców, że byłoby przykre, gdybyśmy pojechali inaczej. Pierwszy mecz, pełen stadion, zawodnicy dali z siebie 200 procent. Mieliśmy sporo efektownych wyścigów i było na co popatrzeć. Wygrana mogła być wyższa, ale też nie czuję jakiegokolwiek niedosytu. Jak się zaczyna sezon od wygranej, to buduje, ale ten mecz pokazał też, ile nas jeszcze czeka pracy - ocenił opiekun mistrza Polski.

Reklama

Nie wszystko jednak w zespole Fogo Unii funkcjonowało idealnie. Janusz Kołodziej, który w tym roku będzie reprezentował Polskę w Grand Prix, zdobył tylko sześć punktów, a w ostatnich dwóch biegach przyjechał ostatni.

- Nie mogę być z siebie zadowolony. Dzisiaj kiepsko wychodziłem spod taśmy i to był mój największy mankament, bo silniki sprawowały się dobrze. Na szczęście jest to pierwszy mecz, a nie ostatni. Ważne, że chłopacy dobrze pojechali i wygraliśmy to spotkanie - skomentował.

Goście po 10 wyścigach przegrywali już 21:39 i zanosiło się na pogrom. Tai Woffinden i spółka w drugiej części spotkania dopasowali się do toru i zaczęli lepiej punktować.

- To prawda, zanosiło się na dużo gorszy wynik. Pobłądziliśmy gdzieś z ustawieniami, nie udało nam się dopasować z ustawieniami w miarę szybko i gospodarze nam mocno +odskoczyli+. Minus 10 punktów to tak generalnie wstydu nie ma, ale też nie ma powodów do radości. Mieliśmy w składzie "dziury" i nie ma co tu gadać - stwierdził menedżer gości Dariusz Śledź.

Powodów do zadowolenia nie miał też zawodnik Betardu Sparty Vaclav Milik. Czech zanotował tylko cztery punkty, w przeszłości w Lesznie był bardziej skuteczny.

- Nie jestem zadowolony, ale też nie jestem zły na siebie. Gospodarze trochę mnie zaskoczyli z tym torem. W Lesznie zawsze było przyczepnie, a dziś tor był twardy. Na takim torze tutaj jeździłem pierwszy raz, ale na przyszłość przynajmniej będę wiedział, jakie przełożenia trzeba zastosować - stwierdził Milik.

Leszczynianie musieli sobie radzić bez jednego z liderów Jarosława Hampela. Najbardziej doświadczony żużlowiec mistrza kraju kilka dni temu złamał łopatkę i czeka go kilka tygodni przerwy. Zawody oglądał w parku maszyn, a zastępowali go juniorzy Dominik Kubera i Bartosz Smektała.

- Nie chcę mówić o żadnych terminach jego powrotu, nie będziemy go naciskać. Jarek jak będzie gotowy na 100 procent, to nam o tym powie. Dominik i Bartek dzisiaj stanęli na wysokości zadania - podsumował Baron.

Autor: Marcin Pawlicki

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy