Reklama

Reklama

Ekstraliga żużlowa. Piotr Baron: Wierzę, że nic złego się nie wydarzy

​Wykrycie koronawirusa u osoby, która przebywała w parku maszyn podczas meczu ekstraligi pomiędzy PGG ROW Rybnik a Fogo Unią Leszno przynajmniej na kilka dni storpedowało rozgrywki żużlowe. Menedżer leszczynian Piotr Baron wierzy, że przerwa nie potrwa zbyt długo.

We wtorek wieczorem prowadząca rozgrywki spółka PGE Ekstraliga poinformowała o przypadku koronawirusa u osoby funkcyjnej, która podczas piątkowego meczu w Rybniku przebywała w parku maszyn. "Nie jest nią żaden z zawodników, mechaników ani członków sztabów szkoleniowych" - napisano w komunikacie.

Władze ligi wprowadziły procedurę kryzysową, przygotowaną wcześniej na taki wypadek. Najważniejsze decyzje dotyczą przełożenia dwóch najbliższych meczów ekstraligi - PGG ROW z Włókniarzem Częstochowa zaplanowany na 17 lipca, oraz Fogo Unii z Falubazem Zielona Góra, który miał się odbyć dwa dni później. Ponadto drużyny z Rybnika i Leszna musza poddać się izolacji domowej do momentu uzyskania wyników testów na obecność koronawirusa. Te mają zostać wykonane w najbliższy poniedziałek.

Reklama

Menedżer mistrza Polski i lidera ekstraligi Baron stara się spokojnie podochodzić do nowej sytuacji.

- Na razie nie jedziemy jednego meczu. Tak naprawdę czekamy co się wydarzy i nie ma co gdybać, bo tego nikt nie wie. Wierzę, że nic złego się nie wydarzy i będziemy mogli w kolejny weekend rozegrać mecz - powiedział Baron.

Jak dodał, ta krótka przerwa nie powinna wybić z rytmu jego podopiecznych, którzy wygrali wszystkie dotychczasowe spotkania.

- Nie potrenujemy w tym tygodniu. Przed pierwszym spotkaniem w sezonie trenowaliśmy częściej, a gdy liga ruszyła, to zajęcia na torze mamy tylko raz, czasami dwa razy w tygodniu - wyjaśnił.

Leszczynianie z kompletem punktów prowadzą w tabeli, zbierają słowa pochwały za styl, ale Baron stara się tonować hurraoptymistyczne nastroje.

- Wygląda to nieźle, ale nie zapominajmy, że to dopiero początek sezonu. Prowadzimy w tabeli, ale to też skłania do refleksji i dalszej pracy. Moim zdaniem nie ma się co zachwycać, jak i nie ma powodów, by się smucić. Myślę, że za wcześnie na oceny, mamy za sobą pięć tygodni rywalizacji, a sezon potrwa jeszcze prawie cztery miesiące - podkreślił.

W zespole mistrza Polski coraz lepiej radzi sobie Australijczyk Jaimon Lidsey. 21-latek "wskoczył" do składu w trzeciej kolejce w miejsce słabo spisującego się swojego rodaka Brady'ego Kurtza.

- Na treningach Jaimon nie jeździł szczególnie dobrze, ale na meczach pokazał fajną robotę i to, że przede wszystkim myśli na torze. To jest optymistyczne, ale spokojnie - wystąpił dopiero w trzech meczach, zobaczymy, jak będzie spisywał się z innymi rywalami - podsumował opiekun leszczyńskich "Byków".

Autor: Marcin Pawlicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje