Reklama

Reklama

Ekstraliga: Włókniarz i Unia w półfinale

Włókniarz Częstochowa łatwo pokonał na własnym torze Unię Leszno 55:35 w rewanżowym spotkaniu pierwszej rundy playoffs żużlowej ekstraligi. Popularne "Lwy" odrobiły w ten sposób z nawiązką straty z Leszna (skromna porażka 44:46) i zapewniły sobie awans do półfinałów rozgrywek.

W walce o wielki finał podopieczni Jana Krzystyniaka zmierzą się z Polonią Bydgoszcz. Pierwsze spotkanie tej pary odbędzie się za tydzień w Częstochowie.

Największy udział w zwycięstwie Włókniarza mieli Ryan SullivanGrzegorz Walasek, którzy byli niepokonani przez rywali.

Pierwszy bieg nalał jednak w częstochowskie serca nutkę niepokoju, bo start wygrali goście i dowieźli do mety 5 punktów, mimo starań debiutującego w Ekstralidze, Marcina Piekarskiego. Jednak już w drugim biegu Ryan Sullivan i Sebastian Ułamek nie pozostawili złudzeń Leigh Adamsowi i na tablicy wyników pojawił się wynik remisowy.

Reklama

Z biegiem czasu gospodarze zaczęli przejmować inicjatywę i powiększać przewagę. Wystarczy powiedzieć, że od ósmego biegu leszczynianie nie wygrali indywidualnie żadnego biegu, a ostatnie 7 biegów Unia przegrała aż 12:30! Nic dziwnego, że do półfinału awansował Włókniarz, a klasę częstochowian docenił Leigh Adams: - Włókniarz ma bardzo mocną piątkę zawodników, dlatego uważam, że ma duże szanse na mistrzostwo Polski. Australijczyk jest jak najbardziej zainteresowany przedłużeniem kontraktu z leszczyńską Unią: - Myślę, że siądziemy z działaczami po sezonie i spokojnie porozmawiamy, zadecydujemy co dalej. Chciałbym dalej reprezentować Unię. Ten sezon nie był najlepszy w moim wykonaniu, ale nie był też zły. Nie jestem zwłaszcza zadowolony z początku tegorocznego sezonu.

Bohaterami spotkania byli bez wątpienia Sullivan i Walasek, którzy byli dla "Byków" nie do ugryzienia. Nawet po przegranych startach "Greg" i "Sully" z łatwością wyprzedzali rywali. Tak było w XI biegu, w którym Sullivan na dystansie bez problemów uporał się z Adamem Skórnickim i Damianem Balińskim. Pokazy ekwilibrystyki wysokich lotów dawał za to Walasek. W biegu V w mistrzowski sposób jedną ręką okiełznał żużlową maszynę i pokazał znak "stopu" Leigh Adamsowi. W wyścigu XII "Greg" piękną szarżą po zewnętrznej w pierwszym łuku objechał Adamsa i Krzysztofa Kasprzaka. Nie zawiedli pozostali częstochowianie. Silnymi punktami zespołu byli Rune Holta, Sebastian UłamekSławomir Drabik. Z dobrej strony zaprezentował się również Marcin Piekarski, który w pierwszym oficjalnym występie po zdaniu egzaminu na żużlową licencję bez respektu walczył z rywalami, a w biegu XI był bliski wyprzedzenia na dystansie Adama Skórnickiego.

Natomiast w zespole gości zawiedli niemal wszyscy. Przeciętnie spisali się Adams i Kasprzak, pojedyncze dobre wyścigi mieli Rempała i Baliński, a to za mało, by poważnie myśleć o wyeliminowaniu brązowych medalistów mistrzostw Polski. Trener Zbigniew Jąder, gratulując zwycięstwa Włókniarzowi, powiedział: - Spodziewałem się zdobycia większej ilości punktów, ale zawiedli liderzy mojego zespołu, Adams i Kasprzak. Szwankowała dzisiaj także nasza druga linia. Porażka w Częstochowie wstydu nam nie przynosi, bo Włókniarz to wspaniała drużyna. Mieliśmy pecha w pierwszym spotkaniu, kiedy dotknęły nas defekty. Gdybyśmy wygrali w Lesznie wyżej, przebieg dzisiejszego meczu byłby inny.

Trener Złomreksu Włókniarza, Jan Krzystyniak nie ukrywał, że przed meczem miał pewne obawy: - Unia to dobry zespół, który z powodzeniem radzi sobie w spotkaniach wyjazdowych, o czym świadczy zwycięstwo leszczynian w Toruniu. Przed Włókniarzem dwumecz z BTŻ-em Polonią Bydgoszcz, jak będą się do niego przygotowywali gospodarze: - Do pojedynku z bydgoszczanami podejdziemy z marszu. W piątek odbędzie się w Częstochowie trening punktowany z RKM-em Rybnik. Myślę, że rybniczanie będą dla nas odpowiednim sparingpartnerem - mówi Krzystyniak.

Warto odnotować, że w parku maszyn można było dostrzec rekonwalescenta Mateusza Szczepaniaka, który nabawił się kontuzji podczas finału Srebrnego Kasku w Tarnowie. Kiedy ponownie ujrzymy na torze Mateusza? Jeszcze nie w spotkaniach z BTŻ-em, ale istnieje szansa, że junior Włókniarza wystąpi w ewentualnym finale playoffs.

Bartłomiej Romanek, Częstochowa

W drugim niedzielnym spotkaniu Atlas Wrocław zremisował przed własną publicznością z Unią Tarnów 45:45. Szefowie Wrocławskiego Towarzystwa Sportowego po wysokiej porażce sprzed tygodnia obawiali się o frekwencję na niedzielnym meczu. Dlatego zdecydowano się na znaczną obniżkę cen biletów. Jak się okazało, obawy były uzasadnione, bo na trybunach Stadionu Olimpijskiego zasiadło jedynie około 2 tys. kibiców.

Wrocławianie podeszli do rewanżowego spotkania z Unią bez wiary w możliwość odrobienia prawie 40-punktowej straty z pierwszego meczu ćwierćfinałowego. Żużlowcom Atlasu zabrakło również motywacji do tego, by chociaż odnieść zwycięstwo. Gospodarze pojechali bez kontuzjowanego Tomasza Gapińskiego, z kolei w Unii zabrakło Tony Rickardssona, którego zastąpił Scott Nicholls. Jednak to nie Anglik, ani Tomasz Gollob byli bohaterami w tarnowskim zespole. Rewelacyjnie pojechali bowiem młodzi - Janusz Kołodziej oraz Marcin Rempała.

Po raz pierwszy od wielu spotkań w Atlasie wystąpił Robert Miśkowiak. Mistrz świata juniorów w tym sezonie prezentuje słabą formę, szczególnie w kraju i trener Marek Cieślak rzadko z niego korzystał. Jednak wobec kontuzji Gapińskiego, tym razem sięgnięto po Miśkowiaka. Niestety dla gospodarzy, pierwsze dwa starty tego zawodnika były kompletnie nieudane, potem zdobył dwa punkty, a w kolejnym wyścigu został zastąpiony przez Jarosława Hampela.

Półfinałowym rywalem broniących tytułu "Jaskółek", które przed tygodniem rozbiły Atlas u siebie 64:25, będzie Apator Toruń. Pierwszy mecz tej pary odbędzie się za tydzień w Tarnowie.

Zobacz wyniki i zdobywców punktów ostatnich spotkań żużlowej ekstraligi

Dowiedz się więcej na temat: porażka | Leigh | Częstochowa | Włókniarz Częstochowa | ekstraliga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje