Dramatyczne sceny po finale ujawnione. "Musiałem uklęknąć", wszyscy zapomnieli
Krzysztof Kasprzak przerwał milczenie i pokazał twarz, jakiej kibice nie znali przez lata. Były wicemistrz świata, który zawsze uchodził za skrytego i skoncentrowanego wyłącznie na wyniku, przeszedł niesłychaną metamorfozę. - Kiedyś tego nie lubiłem - przyznaje wprost, ujawniając kulisy swojej kariery. Teraz, gdy presja zeszła, Kasprzak bawi się w najlepsze i podbija sieć. Wystarczył miesiąc, by wykręcił liczby, o jakich marzą influencerzy. Przy okazji wrócił pamięcią do dramatycznych chwil, gdy po zdobyciu złota dosłownie odjęło mu dech.

Kibice pamiętają go jako twardziela na torze, ale poza nim Kasprzak był zawsze oszczędny w słowach, nie prowadził zbytnio życia medialnego. Skupienie, reżim, walka o medale - to była jego codzienność. Dziś, gdy kurz po ligowych bojach nieco opadł, "KK" odkrywa karty. I robi to z takim rozmachem, że znajomi łapią się za głowy.
Milion wyświetleń w miesiąc. "Znajomi mówią, że to dużo"
To dlatego Kasprzak nie miał wcześniej Instagrama, bo sport był na pierwszym miejscu. Teraz jednak nadrabia zaległości i robi to w błyskawicznym tempie. Jego wejście w świat mediów społecznościowych to prawdziwy hit. - Teraz już mogę się dzielić tymi sprawami, bo nie muszę się skupiać na sporcie. Gdy byłem zawodnikiem, nie lubiłem tego. Pierwszy raz mam Instagrama w swoim życiu, więc uczę się dopiero go używać (śmiech) - wyznaje szczerze Kasprzak dla ekstraliga.pl.
Efekt? Porażający. Wystarczyło kilka tygodni, by jego profil stał się viralem. - Widzę, że kibicom to się podoba, więc będę kontynuował. A co ciekawe, po miesiącu od założenia go w czerwcu, miałem milion wyświetleń. To bardzo dużo, mówią mi znajomi, co się na tym znają - chwali się były reprezentant Polski.
Kasprzak zapewnia jednak, że zna granice, choć kusi go, by czasem "pojechać po bandzie". - Staram się kibicom przekazać jak najwięcej i co mogę tam wstawiać, żeby też nie było za ostro (śmiech). Bawię się tym - dodaje.
Dramatyczne sceny po złocie. "Musiałem uklęknąć"
Przy okazji nowej, medialnej otwartości, Kasprzak wraca do momentów, które zdefiniowały polski żużel. Wspomnienie legendarnego finału Drużynowego Pucharu Świata z 2007 roku, wciąż wywołuje ciarki. To wtedy Polska wstała z kolan, ale sam zawodnik przypłacił to niemal utratą przytomności.
- Pamiętam do dziś to uczucie - po ostatnim biegu, pierwszy raz w życiu, odjęło mi dech i na chwilę musiałem uklęknąć, żeby dalej oddychać - wspomina dramatyczne chwile euforii i wycieńczenia.
Kasprzak nie ma wątpliwości: "Wygramy to znowu"
Dziś, patrząc na kadrę z boku, Kasprzak jest pewny swego. Atmosfera w drużynie narodowej zawsze była wyjątkowa, a powrót DPŚ to święto dla całego kraju. Były wicemistrz świata składa jasną deklarację.
- Często wygrywaliśmy tę imprezę, jest to fajny turniej. W całym okresie przed Drużynowym Pucharem Świata, cała kadra jest razem i jest wesoło. Są to fajne zawody, wygramy je znowu - kończy optymistycznie.












