Reklama

Reklama

Drabik zrobił, co mu podpowiedziało serce, a dwa miliony i tak zarobi

Maksym Drabik wraca do żużla po rocznym zawieszeniu za złamanie procedury antydopingowej. Od sezonu 2022 będzie zawodnikiem Motoru Lublin. Ten klub ma kasy jak lodu, ale Drabika wcale nie przekonał pieniędzmi.

Maksym Drabik po rocznym zawieszeniu wrócił i nie mógł się opędzić od ofert. Na ostatniej prostej zostały dwa kluby: Motor Lublin i eWinner Apator Toruń. Z obu zawodnik dostał porównywalne po względem finansowym oferty na poziomie: 600 tysięcy złotych za podpis i 7 tysięcy za punkt.

Prezes Motoru Lublin zrobił na Drabiku dobre wrażenie

W Toruniu mówią, że Drabik wybrał Motor, bo tak podpowiedziało mu serce. Zwyczajnie czuł, że w tym klubie będzie się dobrze czuł.

Jakub Kępa, prezes Motoru musiał zrobić na Drabiku dobre wrażenie. Zapytaliśmy zawodników, którzy negocjowali z Kępą wcześniej, jak to było w ich przypadku. Usłyszeliśmy, że prezes przy pierwszym kontakcie jawił się jako osoba mająca łatwość w rozwiązywaniu problemów. Trafiało też do nich, gdy mówił, że u niego słowo jest droższe od pieniędzy.

Reklama

Kasa w Motorze też się zgadza

Poza wszystkim każdy zawodnik robi przed rozpoczęciem rozmów wywiad w środowisku i pyta, jak to jest z płatnościami w Motorze. W odpowiedzi słyszy, że jeśli chodzi o kasę, to nie ma żadnych problemów. Nie znaczy to, że w Apatorze są. Jeśli jednak Drabik miał dwa wiarygodne kluby, to postawił na ten, w którym, w jego mniemaniu, będzie się lepiej czuł. Jak to powiedzieli w Toruniu: wybrał, co podpowiedziało mu serce.

A kontrakt w Motorze będzie miał bardzo dobry. Przy 200 punktach zarobi 2 miliony złotych. To możliwe, bo Drabik z pewnością nie zapomniał, jak się jeździ. Za rok ma być też więcej spotkań, bo play-off będzie dla sześciu drużyn. Przy 20 meczach Drabik potrzebuje średnio 10 "oczek" na mecz.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje