Reklama

Reklama

DPŚ na żużlu. Patryk Dudek: Szwedzi niczym mnie nie zaskoczyli

- Walczyliśmy do końca ze Szwedami, dobrze wykorzystali tę trzecią serię, w której mieli trzecie i czwarte pola startowe. Tor pozwalał na walkę, martwiłem się, że jeśli będzie taki jak na barażu, to jej nie będzie. Tymczasem dzisiaj mogliśmy sobie pozwolić na mijanki - powiedział po zwycięstwie w Drużynowym Pucharze Świata, żużlowiec reprezentacji Polski, Patryk Dudek.

- Szwedzi mnie niczym nie zaskoczyli. Dzisiaj każdy ma te same silniki, każdy ma dostęp do tego samego sprzętu, a liczą się teraz umiejętności, refleks, szczęście czy koleina na torze. Na tym polega speedway, dlatego tak samo jak Szwedów, obawialiśmy się Rosjan i Anglików. Co do mojego występu, to zawsze mogło być lepiej. Gdybym zaczął od zera, a skończył na trójce, byłoby OK. Ale, że skończyłem zawody z zerem, to zawsze pozostaje mały niedosyt i podrażnione ambicje. Wiem, co źle zrobiłem i wymazuję ten ostatni bieg - stwierdził Patryk Dudek.

Reklama

- Wygraliśmy po raz ósmy i wydawać by się mogło, że powinna być to łatwa robota, ale tak wcale nie było. Zresztą wcześniej przekonali się o tym Duńczycy, a wczoraj Australijczycy, też faworyci tej imprezy. Stawianie nas przed zawodami w roli głównego faworyta było dla nas trudne, ta presja ze środowiska i te pytania, kto powinien pojechać, a kto nie były męczące. To nie pomagało, czasem trzeba się po prostu wyłączyć - ocenił trener reprezentacji Polski, Marek Cieślak.

- To był jeden z najtrudniejszych turniejów w moje karierze. Chcieliśmy dać swoim fanom wszystko, co potrafiliśmy i to, co oczekiwali. Ja byłem bardzo nerwowy, kiedy moi koledzy jeździli na torze i denerwowałem się, kiedy sam byłem na nim. Kwestia odpowiedzialności spoczywająca na nas była ogromna. Presja była duża, zawsze tak jest, gdy startujesz we własnym kraju. Powinniśmy być przyzwyczajeni do startów przed kilkunastotysięczna publicznością, bo wszyscy jeździmy w Grand Prix. Dzisiaj było to jednak coś innego. Czuliśmy cały czas oddech Szwedów na plecach, ale najważniejsze, że wygraliśmy - powiedział kapitan reprezentacji Polski, Maciej Janowski.

- My możemy mówić o sukcesie, polski zespół był dzisiaj zdecydowanie mocniejszy. Byli faworytami i bardzo dobrze poradzili sobie z presją. Świetnie też czuli własny tor i byli naprawdę bardzo szybcy. W pewnym momencie udało nam się odrobić straty, dobrze wykorzystaliśmy jokera i byliśmy tylko dwa punkty za Polakami. Oni byli jednak bardziej kompletnym i solidniejszym zespołem w trakcie całych zawodów niż my. Swoimi startami jestem trochę rozczarowany. Wiem, że stać mnie na lepszą jazdę - ocenił reprezentant Szwecji, Andreas Jonsson.

- Mogliśmy pokusić się o lepszy wynik, gdybyśmy jeździli tak jak wczoraj. Tor był jednak trochę inny, mi do końca nie spasował silnik. To jest na pewno dobry wynik dla naszej reprezentacji, która musiała radzić sobie bez braci Łagutów. Jestem bardzo zadowolony ze swojego startu, przede wszystkim w barażu. To były moje pierwsze poważne międzynarodowe zawody na takim poziomie, nie ścigałem się dotąd z tak znanymi zawodnikami, którzy startują w Grand Prix - stwierdził żużlowiec reprezentacji Rosji, Gleb Czugunow.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje