Reklama

Reklama

Czosnyka: Nuda i emocje jak na grzybach. Kibice grzmią

W kalendarzu maj, a niektóre ważne rozstrzygnięcia w PGE Ekstralidze już są znane. Miejsce ósme zarezerwowane dla beniaminka z Ostrowa, a siódme - pierwsze bezpieczne - dla ZOOleszcz GKM-u Grudziądz. Można zaklinać rzeczywistość, ale musiałby się zdarzyć cud, aby zmienić miejsca tych drużyn na koniec rozgrywek. Emocje więc jak na grzybach, a obecny sezon jest dobrą lekcją dla żużlowych decydentów.

PGE Ekstraliga odarta z emocji

Kibice skarzą się, że w PGE Ekstralidze nie ma emocji. Winę za ten stan rzeczy ma ponosić nowy regulamin, w myśl którego do play-offów awansuje aż sześć, a nie jak wcześniej cztery drużyny. Jeśli dodamy do tego wyraźnie odstającego beniaminka z Ostrowa i przeciętny ZOOleszcz GKM Grudziądz, to już teraz wiemy, kto do tej szóstki wejść nie ma szans. Tak naprawdę tylko w Grudziądzu mogli jeszcze do niedawna łudzić się, że drużynie uda się ugrać coś więcej niż tylko siódme miejsce, ale kontuzja Nickiego Pedersena i piątkowe lanie w Częstochowie pokazały nam, że żadnych cudów już nie będzie.

Reklama

Trudno się więc dziwić, że w pozostałych klubach sielanka. Można testować, jest duży margines błędu, bo gra o medale zacznie się dopiero w play-offach. Emocje, emocjami, a czas na ostateczną ocenę nowego regulaminu przyjdzie po sezonie. Nie mam jednak wątpliwości, że jest inny aspekt, nad którym powinni pochylić się żużlowi decydenci. Chodzi o zabetonowaną ligę.

Co mam na myśli? A no to, że beniaminek rok w rok boryka się z olbrzymim problemem, aby równorzędnie rywalizować z pozostałymi drużynami. Tegoroczny przykład Arged Malesy Ostrów najlepiej oddaje całą sytuację. Fajna jest ta cała historia związana z ubiegłorocznym awansem tego klubu, ale na powtórzenie wyczynu Motoru Lublinu z 2019 roku szans nie ma żadnych. W konsekwencji siadamy do piątkowych meczów i już wiemy, jak one się skończą. Nie jest to bynajmniej najlepsza wizytówka ligi, kiedy dysproporcja sił jest tak duża.

Podobnie zaczyna się dziać z GKM-em. Na początku było imponujące otwarcie, ale impetu starczyło grudziądzanom tylko na dwie kolejki. Teraz jeszcze kontuzję złapał Nicki Pedersen i obraz zespołu Janusza Ślączki jest bardzo marny. Dwie wyraźnie odstające drużyny to problem dla ligi. Myślę więc, że to najlepszy moment, aby zastanowić się co dalej. KSM? Powiększenie ligi do dziesięciu zespołów? A może coś jeszcze innego?

Liczę więc na to, że wyjątkowo spokojną i przewidywalna rundę zasadniczą zrekompensują nam play-offy. Obyśmy tam mieli fajerwerki i zapomnieli o spotkaniach o przysłowiową pietruszkę.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL