Reklama

Reklama

Czarnecki punkt widzenia. To wstyd, że Sajfutdinow czeka na kasę z Leszna. Zostawmy Szczakiele

- Zibi Boniek, z którym wyściskałem się na Stadionie Narodowym w przerwie meczu Polska-San Marino (w loży honorowej siedzieliśmy niedaleko siebie) proponuje, żeby nie przyznawać "Szczakieli" tylko "Golloby". Przeczytałem o tym i zrobiło mi się nieswojo. Znam Tomka Golloba, jestem z nim po imieniu, zaprosił mnie do swojego podbydgoskiego domu - i jestem za tym, żeby taką nagrodę jego imienia ufundować - pisze w swoim najnowszym felietonie dla Interii europoseł Ryszard Czarnecki.

To nie jest klawe: Speedway Ekstraliga rozdzieliła wielkie "telewizyjne" pieniądze na osiem klubów, a tymczasem niektóre z nich nie płacą zawodnikom. Czasem w sporcie nie rozliczają się ci, którzy kasy nie mają. I w żużlu tak bywało. Teraz jednak Fogo Unia Leszno powinna coś na koncie mieć. 

Płacić trzeba każdemu, a w pierwszej kolejności tym, dzięki którym ten klub seryjnie wygrywał i zdobywał kolejne złote medale DMP. Takim zawodnikiem jest Emil Sajfutdinow. Rosjanin z polskim paszportem, mieszkający od dawna z całą swoją rodziną w Bydgoszczy. To wstyd, że taka sprawa miała miejsce. To przykre, że muszę o tym pisać. A rzecz dotyczy brązowego medalisty tegorocznych IMŚ czyli cyklu Grand Prix. Wiem, że "Byki" są wściekłe, iż Emil przenosi się nad Wisłę, do Torunia, ale jak to mawiano w pierwszej Rzeczypospolitej: "Pacta sunt servanta". Umów trzeba dotrzymywać - i już.

Reklama

To nie jest klawe: Zibi Boniek, z którym wyściskałem się na Stadionie Narodowym w przerwie meczu Polska-San Marino (w loży honorowej siedzieliśmy niedaleko siebie) proponuje, żeby nie przyznawać "Szczakieli" tylko "Golloby". Przeczytałem o tym i zrobiło mi się nieswojo. Znam Tomka Golloba, jestem z nim po imieniu, zaprosił mnie do swojego podbydgoskiego domu - i jestem za tym, żeby taką nagrodę jego imienia ufundować.

Ale czemuż to, czemuż, na miłość Boską, zabierać ś.p. Jurkowi Szczakielowi jego statuetkę. To nie jest fajne, bo Szczakiel bronić się nie może - zmarł 1 września zeszłego roku, niepełna trzy miesiące przed Zenkiem Plechem. Z Jurkiem też byłem po imieniu i bardzo lubiłem tego skromnego człowieka, który nigdy nie gwiazdorzył, nie pouczał innych, nie mądrzył się, nie miał "ciągu na bramkę", gdy chodzi o media. I pewnie dlatego jest mniej znany, a raczej bardziej zapomniany niż Zenek Plech, który tytułu czempiona globu nie zdobył, choć stał na "polskim" podium IMŚ na Stadionie Śląskim w 1973 roku, gdy tryumfował właśnie chłopak z Kolejarza Opole czyli Jurek Szczakiel (ku zmartwieniu legendy polskich komentatorów Jana Ciszewskiego, który faworyzował Plecha).

Zwracam się do Bońka: Zbyszku drogi, czy naprawdę trzeba przeciwstawiać polskiego mistrza świata z 1973 roku - polskiemu mistrzowi świata z roku 2010? Zibi, jakoś tak chyba nie wypada, nie uważasz? Zamiast więc promować Golloba kosztem Szczakiela, wyrzucając naszego pierwszego mistrza świata - już nieboszczyka, może lepiej uznać, że obaj powinni mieć nagrody od ich imienia?

A na koniec: stawiam, że w ten weekend Polska wróci na tron Drużynowego Mistrza Świata, czyli wygra w Anglii Speedway of Nations.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje