Reklama

Reklama

Czarnecki punkt widzenia. Lód zawsze będzie stał w cieniu klasycznego żużla

- Skądinąd wiem, że trzykrotny mistrz świata w speewdway’u sprzedaje swój motocykl do jazdy na długim torze i przypuszczalnie powędruje on w ręce naszego najlepszego specjalisty w long tracku, dwukrotnie trzeciego na turniejach Mistrzostw Świata - Stanisława Burzy. Fakt jest faktem, że long-trackowi nawet w sensie pory roku znacznie bliżej do "naszego" żużla niż to się ma w przypadku ice-speedwaya - pisze w swoim najnowszym felietonie dla Interii Ryszard Czarnecki.

Za chwilę, za momencik odbędą się w Polsce Mistrzostwa Europy w żużlu na lodzie. Powiedziałem o tym pewnemu ważnemu politykowi. Myślał, że się przesłyszał: "Na looodzie?" - dopytał. Tak, Panie Ministrze! Na lodzie! Oczywiście ta dyscyplina była, jest i będzie po wsze czasy, do końca świata, a nawet jeden dzień dłużej w cieniu "prawdziwego" speedwaya, naszego ukochanego "czarnego sportu". 

Ba, może nie wszyscy organizatorzy tych ME na lodowym żużlu (co za semantyczna pokraczność!) nie będą zachwyceni tym, co powiem, ale nawet "long track" czyli żużel na długim torze prędzej w Polsce podbije serca kibiców. Choćby z racji tego, że jednak niemała część zawodników z "normalnego" żużla ściga się na długim torze i to z jakimiś tam sukcesami - przykład Taia Woffindena jest tu niezwykle wymowny. Skądinąd wiem, że ten trzykrotny mistrz świata w speewdway’u sprzedaje swój motocykl do jazdy na długim torze i przypuszczalnie powędruje on w ręce naszego najlepszego specjalisty w long tracku, dwukrotnie trzeciego na turniejach Mistrzostw Świata - Stanisława Burzy. Fakt jest faktem, że long-trackowi nawet w sensie pory roku znacznie bliżej do "naszego" żużla niż to się ma w przypadku ice-speedwaya.

Reklama

W sobotę o 18:45 rozpoczęcie ME w Tomaszowie Mazowieckim, w Arenie Lodowej. Mam zaszczyt być Patronem Honorowym tego europejskiego championatu, podobnie jak to było rok temu, też zresztą w grudniu. To trzecie mistrzostwa Europy na żużlu na lodzie w naszym kraju. Pierwsze odbyły się 13 lat temu na Podkarpaciu, w Sanoku. Zasadnicza różnica jest taka, że ME 2020 i 2021 odbyły się w hali, pod dachem, a te w 2008 roku w województwie podkarpackim na otwartej przestrzeni. Ale i tu i tu było mroźno.

Tamte sanockie mistrzostwa przeszły do historii tej dyscypliny, bo pierwszy i ostatni raz w historii ME wgrał je zawodnik spoza Rosji, która ma monopol, gdy chodzi o mistrzostwa Starego Kontynentu. Tym rodzynkiem był Austriak Franz Zorn.

W zeszłym roku na podium stali sami Rosjanie, a Polak Michał Knapp, po bardzo dobrych pierwszych startach, potem już nie nawiązał walki z najlepszymi i był trzynasty. Swoja drogą ciekawe, czy ta dyscyplina jednak w końcu przyjmie się w Polsce? 

Do zobaczenia w Tomaszowie Mazowieckim!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje