Reklama

Reklama

​Czarne historie czarnego sportu. Nazwali go mordercą, więc uciekł w nałóg

27 czerwca 2016 roku w jednym z domów wielorodzinnych przy ul. Klasztornej w Ostrowie Wlkp. znaleziona została nieprzytomna kobieta. Wezwano karetkę, ale gdy ta dotarła na miejsce lekarze mogli tylko orzec zgon. 31-letnia Mariola K. osierociła trójkę dzieci w wieku 11, 9 i 2 lat. Podejrzenia od razu padły na jej partnera byłego żużlowca, Sebastiana Brucheisera.

Został zatrzymany przez policję w celu złożenia wyjaśnień. Nie postawiono mu żadnych zarzutów, ale lokalne media rozpętały nagonkę, którą wkrótce podchwyciły krajowe portale. "Zabił matkę trójki dzieci", "morderca" - dziennikarze i komentujący sprawę internauci nie mieli litości.

Od razu zrobili z niego mordercę

- To były ciężkie chwile dla naszej rodziny. Wszyscy twierdzili, że Sebastian zabił Mariolę - opowiadał później na łamach "Gazety Ostrowskiej" starszy brat 29-latka. - Ja od początku wiedziałem, że on tego nie zrobił. On nie jest mordercą - dodał.

Były żużlowiec był partnerem Marioli K. i ojcem jej 2-letniego syna. Para spotykała się od paru lat i nie był to wzorowy związek. Z powodu agresywnego zachowania Sebastiana policja musiała kilka razy interweniować. Był też sądzony za groźby karalne, a kobieta, jako ofiara przemocy domowej, miała założoną niebieską kartę. Dlatego podejrzenia padły na niego.

Reklama

Policja szybko jednak ustaliła, iż nie miał nic wspólnego ze śmiercią partnerki. Nie dość, iż był w tym czasie w pracy, to w wyniku śledztwa wykluczono, iż doszło w ogóle do zabójstwa. - Nie było śladów krwi ani na ciele, ani w mieszkaniu - stwierdziła prokurator rejonowa, Wanda Palczewska.

W podobnym tonie dla "Rzeczy krotoszyńskiej" wypowiedziała się Małgorzata Łusiak, rzecznik ostrowskiej policji: Nic nie wskazuje na medialne doniesienia, że doszło do zabójstwa.

Ostatecznie sprawę wyjaśniła sekcja zwłok wykonana przez Uniwersytet Medyczny w Poznaniu.

- Badanie nie wykazało obrażeń zewnętrznych ani wewnętrznych, które miałyby świadczyć o zabójstwie - oznajmił po paru dniach Paweł Szymanowski, szef prokuratury w Ostrowie Wlkp. Ciało kobiety zaś poddano dodatkowym badaniom histopatologicznym i toksykologicznym, które miały określić czy przyczyną śmierci był alkohol we krwi, przewlekła choroba lub leki.

Brucheiser oczyszczony z zarzutów, ale piętno zostało

Brucheiser został oczyszczony z zarzutów, ale sprawa wywarła ogromne piętno na jego psychice. Już wcześniej nie radził sobie po zakończeniu żużlowej kariery. Miał problemy z narkotykami, kilka razy podejmował leczenie.

29-latek pochodził z żużlowej rodziny. Jego ojciec Jacek był jednym z najlepszych zawodników w historii Ostrovii, a po zakończeniu kariery klubowym toromistrzem. Na synu od początku ciążyła więc spora presja, bo chciał nawiązać do osiągnięć ojca. Dobre występy w gronie juniorów sprawiły jednak, iż trochę zachłysnął się sukcesem. Coraz mniej pracował, a skupiał się na imprezach z kolegami. W efekcie w połowie sezonu 2008 niespodziewanie zakończył swoją karierę. Wrócił po półtorarocznej przerwie i był to całkiem udany powrót. Szczególnie w sezonie 2011 w barwach II-ligowej Ostrovii spisał się nieźle, w 8 meczach wykręcając średnia 1,75 pkt/bieg. Mimo, że deklarował, iż żużel kochał, nie był jednak zdolny do większych sportowych wyrzeczeń.

Niespełna 5 miesięcy po śmierci Marioli K. Brucheiser w bardzo ciężkim stanie trafił do ostrowskiego szpitala. Ze względu na niewydolność wielonarządową natychmiast znalazł się na oddziale intensywnej terapii. Nie zdołano go jednak uratować. Jego serce przestało bić nad ranem 25 listopada 2016 roku. Dokładnie pięć lat temu. Narkotyki wygrały.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje