Reklama

Reklama

Cud, że rywal nie wjechał mu na głowę. Gdzie był dyrektor?

W niedzielę reprezentacja Polski zdobyła złoty medal Drużynowych Mistrzostw Europy. Sukces przykrył skandal z torem. Cud, że nikomu nic się nie stało, choć pewnie serce prezesa Sparty Wrocław Andrzeja Rusko zabiło mocniej, kiedy po upadku Macieja Janowskiego jadący za nim Brytyjczyk omal nie wjechał mu na plecy. Trwa szukanie winnego.

Poznań na kolejną wielką imprezę chyba długo sobie poczeka. W finale MMPPK zawodnicy obrywali wielkimi jak pięść kamieniami, a w finale Drużynowych Mistrzostw Europy tor był zdradziecki i dziurawy niczym ser szwajcarski.

To cud, że Janowskiemu nic się nie stało

W jedną z dziur wpadł Maciej Janowski. - I tylko przytomności Adama Ellisa zawdzięcza to, że nic strasznego się nie stało. Anglik mógł mu wjechać na głowę, albo w plecy. To mogła być poważna kontuzja - stwierdza Mirosław Kowalik, były żużlowiec, telewizyjny ekspert.

Reprezentanci Polski byli mocno poirytowani stanem nawierzchni. Kacper Woryna zdradził, że Bartosz Zmarzlik chciał podstawić motocykl dyrektorowi zawodów Rene Schaferowi, żeby ten pokazał mu, jak ma jechać.

Reklama

Kowalik uważa, że błędem było przygotowanie toru na sucho. - Gdyby nawierzchnię polewano przez całą noc, to nie byłoby żadnego problemu z dziurami.

Dlaczego nie polewano toru i kto jest winny?

Dlaczego nie polewano? Menedżer SpecHouse PSŻ Poznań Tomasz Bajerski mówi, że nie było go na zawodach, ale przekazał całą wiedzę ludziom odpowiedzialnym za tor. - Ktoś czegoś nie dopilnował - wyrokuje.

Kto nie dopilnował? Toromistrz PSŻ, który miał za zadanie polewać tor tłumaczy, że w sobotę został wyrzucony przez POSiR ze stadionu, bo tam odbywała się jakaś konferencja. Osobny temat, to niesprawna polewaczka. To wszystko dało fatalny efekt.

Maciej Polny, szef SpeedwayEvents, promotor imprezy twierdzi jednak, że nikt nie wyrzucał w sobotę toromistrza. Inna sprawa, że trudno winić toromistrza. Pretensje należy mieć raczej do dyrektora zawodów Schafera. To on powinien zadbać o to, żeby wszystko chodziło, jak w zegarku. Tej kontroli i konkretnych wskazówek jednak zabrakło.

Wielu kibiców było zadowolonych, świetnie na dziurach radził sobie Janusz Kołodziej (jego jazda była ozdobą zawodów), ale z drugiej strony wiadomo, że gdyby na torze nie było pułapek, to finał DME mógł wyglądać o wiele lepiej.

Reklama

Reklama

Reklama