Reklama

Reklama

Cóż za reklama żużla! Bartosz Zmarzlik skradł show Kubie Wojewódzkiemu

Wtorkowym wieczorem Bartosz Zmarzlik udowodnił, że polski żużel nie mógł wymarzyć sobie lepszego ambasadora. Z Kubą Wojewódzkim w jego programie poradził sobie tak efektownie, jak z Taiem Woffindenem podczas praskiej rundy Grand Prix.

Przed występem mistrza świata w słynnym talk-show obawiano się, czy aby na pewno przyjęcie zaproszenia było dobrą decyzją. Ekscentryczny Wojewódzki mógł przecież speszyć 2-krotnego mistrza świata, a taki scenariusz byłby dla środowiska zupełną klapą marketingową. Zmarzlik kolejny raz udowodnił jednak, że dziś jest pełnoprawną osobistością medialną, a po wstydliwym i wycofanym Bartku sprzed lat nie ma już śladu.

Reklama

Do studia Zmarzlik przybył niczym gwiazda rocka - wjeżdżając na żużlowym motocyklu. Co ciekawe, była to dokładnie ta maszyna, na której gorzowianin zapewnił sobie drugi tytuł mistrza świata. Najlepszy polski żużlowiec zdradził, że po każdym złocie zamierza zabierać motocykl do Kinic i stawiać go w domu. - Uważaj, żeby po 10 mistrzostwie żona cię nie zostawiła - żartował prowadzący. 

Co ciekawe, mistrz świata był najlepiej ubraną osobą w studiu, mimo iż Wojewódzki i kucharz Mateusz Gessler (drugi gość tego odcinka) uchodzą powszechnie za bardzo modnych ludzi. Ten pierwszy już na początku bardzo pochwalił kurtkę Zmarzlika. To pokazuje, jak wielki wysiłek włożony jest w to, by godnie reprezentował czarny sport “poza jego granicami". 

Mistrz świata nie uciekał od żartów i anegdotek. Widzowie dowiedzieli się, że bardzo lubi robić “pranko" (być może dlatego, że pralka kręci się w lewo), boi się jeździć samochodem (bo nie umie hamować) i hoduje w Kinicach dwie kaczki. Przez spory czas, to właśnie Zmarzlik dominował w dyskusji, a - jak powszechnie wiadomo - przegadać Wojewódzkiego to nie lada sztuka! Nie była to przy tym bezmyślna paplanina, wypowiadał się rzeczowo i zabawnie. 25-latek dzielnie przeżył nawet lekkie drwiny z jego specyficznego, wyjątkowo wysokiego głosu. Do sprawy podszedł z dużym dystansem. Podłożył głos do postaci dziecka w bajce sygnowanej nazwiskiem Roberta Lewandowskiego. 

O słynnym finale w Pradze i dzikiej pogoni za Woffindenem opowiadał tak barwnie, że nawet najwięksi żużlowi sceptycy nabrali zapewne ochotę, by zobaczyć powtórkę tego fenomenalnego wyścigu na własne oczy. 

Nie zabrakło również poważnych wątków. Zmarzlik wspominał czasy gimnazjum, kiedy bywał obiektem drwin rówieśników. - No to my idziemy na piwo, a ty sobie jeździj na motorku - przedrzeźniał swych znajomych. - Teraz ja jestem mistrzem świata, a oni jak stali pod sklepem, tak stoją - dodawał.

Zmarzlik to najlepsze co przydarzyło się polskiemu żużlowi w jego historii. Jest nie tylko wybitnym sportowcem, ale również poważną osobowością medialną i chodzącym obiektem marketingowym. Nie ma szans, by zwykli ludzie - a także potencjalni sponsorzy - którzy pierwszy raz zobaczyli go na kanapie Wojewódzkiego, nie zaczęli darzyć go sympatią.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama