Reklama

Reklama

​Co oni robili w GP? Ronni Pedersen trafił do cyklu dzięki pladze kontuzji. Tylko w Cardiff potrafił postraszyć swojego brata

Nazwisko Pedersen jest w żużlu uznaną marką głównie dzięki Nickiemu, trzykrotnemu mistrzowi świata. W cyklu GP jeździli także Bjarne i Ronni. Ten pierwszy nie jest spokrewniony z zawodnikiem Zooleszcz DPV Logistic GKM-u Grudziądz. Ronni zaś jest starszym bratem Nickiego, ale jego elita totalnie przerosła. Widać było, że cykl Grand Prix to po prostu nie był jego poziom.


Reklama

Sezon 2003 był dla uczestników elitarnego cyklu istnym pasmem nieszczęść. Dość powiedzieć, że czasem brakowało nawet... rezerwowych do zastąpienia podstawowych zawodników. Z różnych względów wypadali: Hamill, Dryml, Jonsson czy Loram. Podczas GP Słowenii wołano nawet miejscowego Denisa Stojsa, by zapytać go czy nie chciały może pościgać się w sobotę. W podobny sposób do stawki trafił Ronni Pedersen, który był jednym z rezerwowych, ale udało mu się pojechać w większości turniejów. Głównie jednak był statystą i nie wniósł do elity zbyt wiele.

Od razu trzeba zaznaczyć, że trudno być zawodnikiem uznawanym za dobrego, jeśli twój brat jest zawodnikiem wybitnym. Wie coś o tym Jacek Gollob, który przez lata kariery był naprawdę świetnym żużlowcem, ale wiele osób postrzega go w krzywdzący sposób, bo jego brat był wybitny. Podobnie sytuacja miała się z braćmi Pedersenami. Nicki w 2003 roku walczył już o mistrza świata (i ostatecznie go zdobył), a Ronni był w cyklu tylko rezerwowym, niezbyt poważnie traktowanym. Był oczywiście o 3 klasy słabszy niż brat, ale samo dostanie się nawet na rezerwę w takiej stawce było już sukcesem.

Sukcesem niestety jednak nie można było nazwać już wyników Ronniego w zawodach najlepszych na świecie. Tak naprawdę tylko podczas ostatnich zawodów w Hamar potrafił pokazać kawałek dobrego żużla, kiedy to skończył turniej z ośmioma punktami na koncie. Duńczyk miał tendecję, która niestety wówczas nie była premiowana. Rozkręcał się z każdym biegiem, lecz w tamtym czasie dwa słabe wyścigi oznaczały, że można było iść pod prysznic. Turnieje w jego przypadku trwały w większości dość krótko i gdy rozpoczynała się ich najważniejsza faza, on był już po kąpieli.

Pedersen jednak dobrze wspomina samą przygodę z cyklem. - To była naprawdę fajna sprawa. Do dziś często sobie myślę o naszej walce z Nickim podczas Grand Prix w Cardiff. Takich rzeczy się nigdy nie zapomina - mówił. Być może zatem Ronni zdawał sobie sprawę, że w takiej stawce jego szanse nie był zbyt duże. Choć był już doświadczonym zawodnikiem, gdy pojawił się w GP, to jednak wyraźnie odstawał poziomem sportowym, zwłaszcza od tych najlepszych. Czasem udawało mu się odjechać kilka biegów dzięki temu, że pokonał po prostu jeszcze słabszych od siebie Brhela czy Lyonsa.

Sama kariera Pedersena poza GP była jednak całkiem udana. Zdobywał między innymi młodzieżowe mistrzostwo Danii, był także dwukrotnie medalistą Drużynowego Pucharu Świata: srebrnym (2002) i brązowym (2003). W polskiej lidze startował w barwach klubów z Rawicza, Leszna i Grudziądza. Niedługo po nieudanej przygodzie z cyklem Grand Prix zakończył przygodę z żużlem, choć był jeszcze zawodnikiem stosunkowo młodym, ledwo po 30-stce. Uznał jednak być może, że nie ma już motywacji, a same starty w cyklu pokazały mu brutalnie miejsce w szeregu.

Odnalazł się jednak w życiu pozażużlowym. Od wielu lat zajmuje się dealingiem samochodów w swoim rodzinnym mieście Middelfart. Zaczynał to robić już pod koniec kariery i jako że pochłaniało mu to coraz więcej czasu, postanowił postawić właśnie na tę profesję. Jakby nie patrzeć, swoją żużlową karierę mimo słabej jazdy w GP mógł uznać za dość udaną. Dzięki podjęciu innej pracy zabezpieczył swoją przyszłość i dał możliwość uprawiania żużla wielkiemu duńskiemu talentowi.

A tym talentem jest syn Ronniego, Bastian. W kwietniu skończy 15 lat i może się już przesiadać na motocykle o pojemności 500cc. Podczas wielu zawodów miniżużlowych pokazywał się ze świetnej strony, sylwetką przypominając... Nickiego Pedersena, którego jest bratankiem. Wygląda zatem na to, że po zejściu ze sceny mistrza, nazwisko i tradycja rodzinna doczekają się godnej kontynuacji. Jak jednak podkreśla sam Ronni, młodemu chłopakowi póki co potrzebny jest przede wszystkim spokój. Prawda niemniej jest taka, że od samego początku Bastian będzie musiał zmagać się z presją nazwiska, której niejeden już nie udźwignął.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje