Reklama

Reklama

Cierpienia polskiego inżyniera. Wszystko przez Rosjan

Polski mechanik Ryszard Kowalski doznaje prestiżowych porażek, w ostatniej rundzie Grand Prix nie miał swojego zawodnika na podium, ale pogłoski o jego śmierci są przesadzone. Zwłaszcza że Bartosz Zmarzlik utrzymał pozycję lidera cyklu, a kilku innych zawodników korzystających z silników Kowalskiego, w tym Maksym Drabik,  spisuje się fenomenalnie w PGE Ekstralidze.

Wiele osób zastanawia się, co dzieje się z Ryszardem Kowalskim. Tuner, którego zawodnicy od czterech lat nie schodzą z najwyższego stopnia podium w Grand Prix (2018 Tai Woffinden, 2019 i 2020 Bartosz Zmarzlik, 2021 Artiom Łaguta), przegrał prestiżową rundę Grand Prix Warszawy. Wcześniej uciekli od niego Tai Woffinden i Jarosław Hampel. Do tego można dołożyć słabe wejście w sezon Betard Sparty Wrocław i For Nature Solutions Apatora Toruń, a więc flagowych klubów Kowalskiego w PGE Ekstralidze.

Ryszard Kowalski przekombinował z nowinkami

Wraz z pierwszymi doniesieniami o kłopotach Kowalskiego pojawiły się informacje, że silniki Polaka trudniej jest doregulować w niskich temperaturach. Jak zrobi się cieplej, to wszystko będzie grało.

Reklama

Gdy jednak zrobiło się cieplej, a poprawa nie nastąpiła, to można było usłyszeć, że Kowalski przedobrzył. Ubiegłoroczne silniki naszego inżyniera pracują, problem jest z nowymi.

W tych nowych jest za dużo mocy (żużel nie potrzebuje tysiąca koni) i przez to trudno je dopasować.

Firma RK Racing stała się fabryką

Problemem Kowalskiego może być też to, że w ślad za sukcesami pojawili się nowi klienci. Dużo klientów. Nasz tuner nie przyjmował wszystkich, którzy się zgłaszali, ale i tak pracy przybywało.

W ostatnim czasie firma RK Racing zaczęła szukać nowych ludzi. Najpewniej nie jest już tak, jak w poprzednich latach, gdy każdy silnik przechodził przez ręce pana Ryszarda.

W warsztacie naszego inżyniera znajdują się co prawda maszyny, które w założeniu powinny produkować seryjnie identyczne silniki, ale czasami człowiek musi dołożyć coś od siebie. Ten pierwiastek ludzki wciąż ma w tym przypadku znaczenie.

Zawieszenie Artioma Łaguty problemem Kowalskiego

Siła rażenia Kowalskiego spadła wraz z zawieszeniem Rosjan. Kowalski stracił Artioma Łagutę, który rok temu robił dużo punktów w PGE Ekstralidze, a w Grand Prix bił się o złoto z Bartoszem Zmarzllikiem. Obaj regularnie stawali na podium, więc o Kowalskim było głośno. Teraz Łaguty nie ma, z Zmarzlik w Warszawie zaliczył drobną wpadkę.

Kowalski pod nieobecność Łaguty próbuje mocniej wspierać Gleba Czugunowa. On stał się ulubieńcem pana Ryszarda. Problem w tym, że to wszystko nie jest takie proste. Czugunow jest dobrym zawodnikiem, ale do Łaguty sporo mu brakuje. Poza tym docieranie się tunera z zawodnikiem to proces, który trwa zwykle miesiącami.

Pogłoski o śmierci polskiego tunera są jednak przesadzone

Jednak zarówno mniejsza siła rażenia w Grand Prix, jak i ucieczka Woffindena i Hampela, nie powinny skłaniać do stawiania tezy, że Kowalski jest skończony. To nieprawda.

Wciąż wielu zawodników korzysta z silników Kowalskiego i prezentuje się bardzo dobrze. Zresztą to nie jest tak, że żużlowcy uciekają wyłącznie od Polaka, a od innych już nie. Łatwo można też znaleźć przykłady w drugą stronę.

Warto w tym miejscu wspomnieć o tym, co przydarzyło się Kacprowi Łobodzińskiemu. Sezon rozpoczął z nowymi silnikami Flemminga Graversena i nagle zaczął notować dobre wyniki. Myślano, że to efekt Graversena. Kiedy jednak Łobodziński włożył w ramę silnik od Kowalskiego, to też był szybki.

Jakby nie spojrzeć poziom czołowej trójki tunerów (Kowalski, Graversen, Ashley Holloway) jest mocno wyrównany. Panu Ryszardowi z pewnością wyjdzie na dobre, jeśli będzie miał mniej zamówień. Wtedy będzie miał więcej czasu, żeby zadbać o te silniki, które robi. Będzie mógł je bardziej dopieścić. W przeszłości tunerzy upadali z nadmiaru zamówień, więc mniejszy tłok pod warsztatem wcale nie musi być problemem.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL