Reklama

Reklama

Chciał być mądrzejszy od Zmarzlika. Teraz osłabi Start?

Michael Jepsen Jensen miał w tym sezonie poprowadzić ROW Rybnik do PGE Ekstraligi. Najdroższy zawodnik w zespole miał stać się gwiazdą eWinner 1.LŻ, ale zamiast tego nie zachwycił. Średnia 2,094 pkt/bieg, trzecia w drużynie i dopiero dziesiąta w całej w lidze nie była tym, czego od niego oczekiwano. Tym samym nie był w zasadzie brany pod uwagę przy budowie składu rybniczan na sezon 2022.

- Oczywiście jakieś tam rozmowy były, bo nigdy nie wiadomo jak giełda transferowa się rozwinie i trzeba być przygotowanym taktycznie na wszystko - zdradził prezes ROW-u Rybnik, Krzysztof Mrozek na spotkaniu z kibicami.

Michael Jepsen Jensen nie współpracował na torze

- Mogę jednak przyznać, że to nie był mój absolutny top jeśli chodzi o kontrakt na sezon 2022. Przed tegorocznymi rozgrywkami byłem pewny, że będzie w eWinner 1.LŻ rządził i dzielił. Zastanawiałem się czy w ogóle będą mecze, w których zdobędzie poniżej 10 punktów. Byłem przekonany, że nie. Tym bardziej, iż zaczął bardzo dobrze. W pewnym momencie jednak zeszło z niego powietrze i tak naprawdę był jednym z najsłabszych w drużynie - ocenił.

Reklama

- Aspektów negatywnych było więcej. Chociażby współpraca na torze, czy w parku maszyn. Wyliczono mu, iż w tym roku, po jego błędach jako prowadzącego parę, straciliśmy aż 54 punkty. Przed cały sezon, na ani jednym treningu, nie chciał jednak ścigać się z nikim spod taśmy. Gdy przed meczem rewanżowym w play off z Arged Malesą prosiłem wszystkich o trzy dni solidnych treningów. On z Pontusem Aspgrenem odjechali tylko jeden, startując samodzielnie. W pozostałe dni w krótkich spodenkach wizytowali park maszyn. Z Siergiejem Łogaczowem nie chcieli podjechać pod taśmę - opowiedział Mrozek.

Nie posłuchał rady Bartosza Zmarzlika

- Szanuję decyzję każdego zawodnika, ale moim zdaniem wybór Aforti Startu Gniezno przez Michaela Jepsena Jensena jest kompletnie nietrafiony. Oceniając z perspektywy prezesa ROW-u, to oczywiście dobry ruch, bo każdy ruch kadrowy, który nas wzmacnia, a rywala osłabia, jest dobry. Jako Mrozek kibic mogę ocenić, iż to jest żużlowiec, który jeździ na tzw. osiołkach. Ma motocykle w ten sposób ustawione, że są bardzo mulaste i wyciągają. Przez to jeździ tak, iż strasznie wydłuża proste. Proszę to teraz sobie przełożyć na tor w Gnieźnie, gdzie tak naprawdę trzeba już zawracać w szczycie łuku. Efekt widzieliśmy już w tym roku podczas naszego meczu w pierwszej stolicy Polski - zdobył 4 punkty - powiedział prezes ROW-u.

- Przed naszym rewanżem w półfinale w Ostrowie miałem też okazję porozmawiać z Bartoszem Zmarzlikiem. Spytałem jak powinniśmy się przygotować sprzętowo. Bartek powiedział: "Prezesie, tam motor musi być mocny". A potem w trakcie meczu podczas przerw słyszałem tylko od naszych czołowych zawodników, poza Siergiejem Łogaczowem, "osłabiajmy, osłabiajmy". Liglad to zawodnik, który prawie zawsze mówił w trakcie zawodów, żeby osłabiać motocykle. A mi się wydaje, że podwójnego indywidualnego mistrza świata raczej warto posłuchać - ocenił Mrozek.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama